|
Per vaginam ad astra
Wpisy z tagiem: krokodyl
niedziela, 09 stycznia 2011
Tu znów odwołam się do Márqueza, bo to on polecił mi „Idy marcowe” Thorntona Wildera, sugerując w „Morzu utraconych opowiadań”, że jest to, obok „Moby Dicka” Hermana Melville’a, najlepsza książka jaką w życiu przeczytał. Stąd moja teza, że to właśnie rzymskie kury z nadwagą, zazdroszcząc Kleopatrze urody, porównały ją do paskudztwa zamieszkującego wody jej królestwa. Rzymianki miały spory wpływ na politykę, jednak nie zajmowały się nią bezpośrednio, tylko plotkowały po sąsiadkach, nie służyły też w armii, stąd – jako kury domowe – miały sporo czasu. Wówczas wierzono w znaki, które sugerowały ptaki. Sam Cezar żalił się, że kapłani badali gęsie wątroby i nastrój kur przed bitwą i te wredne ptaszyska akurat były smutne, stąd nie mógł w danym dniu atakować. A, jak pisał w listach, miał idealne taktycznie pozycje. Kiedyś nawet użył podstępu i napasł te święte kury w przeddzień planowanej bitwy. Gdakały i biegały zadowolone, można było wystawić legiony do bitwy. Tyle o krokodylach, a jeśli zaś chodzi o określenie pasztet, to odpowiedź nasuwa się sama. Chodzi o gęsi poświęcone Junonie, zwane kapitolińskimi, które uratowały Rzym przed Galami. I do dziś zajadamy świąteczne pasztety z gęsi. Nie będę już nawet pisał, że złośliwe kury, znoszące podobnie jak krokodyle jaja, są zimne, bo nawet płakać nie potrafią, a krokodyle leją łzy, że hej. I te właśnie kury z zawiści wymyśliły określenie „głupia gęś” dla tych świętych, starożytnych ptaków. Nie napisałem tego tekstu, by wywołać jakąś ptasią czy krokodylą wojnę albo grypę. W zasadzie za drobiem nie przepadam, za to jaja uwielbiam. I tak jak kogut z kurą, nie wiem czy dla jaj, czy na poważnie wszystko to co powyżej. Tekst z Wirtualnych Impresji zatytułowany "Skąd się wzięły krokodyle". |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Tagi
|