Per vaginam ad astra

Wpisy z tagiem: Lot nad kukułczym gniazdem

niedziela, 16 maja 2010

Kiedy rozpoczynałem tu nowy cykl, który tyczyć miał teorii hazardu, o ile jakakolwiek byłaby uprawnioną, miałem szereg planów, pomysłów i myśli, które zwykle wiążą się z prezentacją własnych tez. Ale jak to bywa, na planach się skończyło. Ale spróbuję, choć na chwilę, być konsekwentnym.
Cały problem hazardu skupia się w starym ludowym porzekadle, że ojciec bił syna nie dlatego, że grał w karty i przegrał, ale za to, że chciał się odegrać. I to jest cała esencja teorii tego nałogu. Pomijając teorię gier, rachunek prawdopodobieństwa, można w skrócie powiedzieć, że gracz w kasynie, na automacie, w kolekturze jest jak klient w restauracji, a rację ma ten, kto ma restaurację. Hazardzista, skażony przegraną jest na straconej pozycji, a każda decyzja podjęta na straconej pozycji jest zła.

Gdy myślę o hazardzie, często przychodzi mi na myśl niesamowita scena z Lotu nad kukułczym gniazdem Miloša Formana, w której Martini, grany przez Danny’ego DeVito, zadaje pytanie siostrze Ratched (Louise Fletcher). Pytanie jest objawem zaniepokojenia i obawy Martiniego. Siostra bowiem oznajmia, że większość podlegających jej kompetencjom pacjentów stanowego szpitala psychiatrycznego, uprawia hazard w łazience – zamienionej w małe kasyno - i przegrywa pieniądze i papierosy do R.P. McMurphy’ego. Stąd siostra postanawia ograniczyć przywileje łazienkowe, a papierosy zaś racjonować. Martini, zaniepokojony, zadaje prosto brzmiące pytanie: To jak (w związku z tym) mamy się odegrać? Możecie to zobaczyć w poniższym fragmencie filmu, trzecia minuta czterdzieści sekund:

Każda próba podjęta przez gracza to jakby poziom zero, a "pecha" można mieć przez całe życie. A hazardziście może nie starczyć życia, by jego upragniony zestaw liczb czy typy spełniły się. Wygranymi są zawsze organizatorzy gier, a grono szczęściarzy jest tak nieliczne, iż praktycznie niewidoczne w oceanie marzycieli.

 

Zakładki:
Linki
Pajacyki






site statistics