Per vaginam ad astra

Wpisy z tagiem: powódź

niedziela, 18 lipca 2010

Tym ludziom, którym - według mediów, urzędników rządowych i tych aspirujących do ważnych stanowisk - powódź zabrała wszystko co mieli. Rząd i kandydaci ubolewali nad tym faktem i obiecali dać pieniądze, pomóc. Oczywiście nie z własnej kieszeni, bo ci obiecywacze mają dłoń zawsze w cudzych kieszeniach, czego nikt im nie bierze za złe, a nawet większość sądzi, że jest to coś będącego w dobrym tonie.
Pamiętam też jak te same media wspominały o szabrownikach na zalanych terenach, w miejscach gdzie ludzie stracili cały dorobek swego życia. To gdzie tu miejsce na kradzież? Ukraść coś w miejscu co zostało w całości, doszczętnie i bezpowrotnie utracone?
Pokazywano ludzi słabych, załamanych, ze łzami w oczach, a za chwilę opiekuńczy i łaskawy rząd obiecywał różnymi ustami i głowami, w tych samych mediach, że nie zostawi nieszczęśników samych, że pomoże im odzyskać dorobek całego życia.

Ja zaś zacząłem się zastanawiać, jakże ubogimi i nieszczęśliwymi ludźmi są ci, którzy ponieśli te straty. Skoro dorobek ich całego życia to budynki i sprzęty domowe. Sypialnie, łazienki, samochody.
Nie wspomnę o pewnym aspekcie, dywersyfikacji portfela dorobku materialnego człowieka. W budowę domu zainwestowałbym co najwyżej jedną trzecią swych zasobów finansowych.
Ale nie o to mi chodzi. Dorobkiem życia może być też rodzina, dzieci, mądrość życiowa, wiedza. Mogą to być stworzone dzieła: napisane książki, myśl służąca innym, wspomnienie i nasz obraz w umysłach i oczach ludzi. To wszystko, co daliśmy innym i to, czego nie zdążyliśmy im dać. Myślę, że nie dom i ogród z przycinaną regularnie trawką, cegły ułożone w szyku budowniczym nad rzekami? Wypełnione sprzętem z reklam telewizyjnych?

Márquezowskie Macondo, nawiedzane plagami przetrwało swe sto lat samotności. Dom Buendiów odbudowywany i rujnowany wielokrotnie przez nieszczęścia wojen, zarazy bezsenności czy prawie pięcioletni nieprzerwany deszcz, który zatopił w wodzie miasto. Społeczność Macondo z godnością i bez pomocy z zewnątrz przeżywała swe wzloty i upadki, swoje niesamowite i cudowne hossy, jak i tragiczne i rujnujące je bessy.

Rządy i urzędnicy lubią pomagać, uzależniać od siebie ludzi, których – dla własnych potrzeb – nazywają elektoratem. Bezimienną, statystyczną, bezprzedmiotową masę, która nie może mieć przeszłości, ani przyszłości, a już na pewno dorobku całego życia.

Jeśli mielibyście piękny dom nad powodziowym rozlewiskiem, z siedmioma sypialniami i siedmioma salonami, z pozłacanymi werandami i do tego miłość najbliższej wam osoby, to co moglibyście zastawić, by zagrać w kasynie? z tych dwóch rzeczy? Co określilibyście mianem dorobku swego życia?

Zakładki:
Linki
Pajacyki






site statistics