Per vaginam ad astra

Historia jednego Playboya

piątek, 08 stycznia 2010

Dawno temu słyszałem takie powiedzonko, które zapewne znacie. Chodzi w nim o to, by wychwycić związek pomiędzy kolejkami elektrycznymi a kobiecymi piersiami. Odpowiedź brzmiała, że zarówno kolejki, jak i piersi, przeznaczone są dla małych dzieci, a lubią się nimi bawić dorośli faceci.

kolejka elektryczna Dziś zabawki tego typu straciły raczej na popularności wśród młodych junaków, cycki raczej nic a nic.
Kiedy byłem małym chłopcem, nie interesowały mnie biusty, bynajmniej nie pamiętałem tych chwil gdy kojarzyły mi się z żarciem. Marzyłem o swojej wypasionej kolejce, zasilanej prądem 220 voltów. Ale z wolna dojrzewałem, by postawić sobie zasadnicze, egzystencjalne pytanie, co jest ważniejsze: jedzenie czy seks.
ham and eggs

Trzeba też przyznać, że niektóre piersi wyglądają apetycznie, stąd pojawia się u mężczyzn pragnienie by je zjeść. Przemysł spożywczy i sztuka kulinarna wychodzą naprzeciw gustom klientów i często samo jedzenie, stosownie podane i oprawione, nabiera podtekstów erotycznych.
Po latach doświadczeń, będąc na różnych kolejowych szlakach, odnalazłem też inny związek pomiędzy cycuszkami a kolejkami. W życiu na wszystko przychodzi kolej, bo taka jest kolejność rzeczy. Jako i gustów i pragnień. Pociąg do piersi nabiera w naszym życiowym, podróżniczym kalejdoskopie różnych wymiarów i każe nam spoglądać na te kobiece skarby z różnych perspektyw. Wypijanie kolejki w towarzystwie to zupełnie inna kwestia, choć związków doszukać się nietrudno.
Było też takie powiedzenie: kto ma w głowie olej, idzie na kolej. A jaja na szynce (ham and eggs) sadzi się używając przy tym oleju przecież.

czwartek, 29 października 2009
I ty zaczniesz się kurczyć wraz z nim w tej twej siermiężnej i nieszczęsnej doli. Uśmiechając się jednak czasem, pogrążony w marzeniach o pięknych i nęcących kobietach, których nigdy nie będziesz miał.
niedziela, 27 września 2009

sex in cinema1984 Pamiętacie jeszcze moją "Historię Jednego Playboya"? Nie sądzę, być może niektórzy, najstarsi moi czytelnicy coś kojarzą.
Zatem w skrócie: znaleziony gdzieś u mnie w śmieciach numer Playboya z grudnia 1984 roku stał się pretekstem do opowiadania historii o PRL, oczywiście z mojej perspektywy. Był to numer wydany w Niemczech, wówczas jeszcze Zachodnich (RFN), bo – czego niektórzy mogą nie pamiętać – istniały jeszcze Niemcy Wschodnie (NRD). Opowiadałem o moich młodych latach, spędzonych w schyłkowej, peerelowskiej rzeczywistości, dodając do tego – sam nie wiem po co – zeskanowane strony tego pisma. I to praktycznie stało się zalążkiem powstania tego bloga. Później jego losy toczyły się różnie, ale, w końcu, główny ciężar blogopisania przeniosłem na WordPress. Choć bywały chwile, gdy Qui penis aquam turbat był dla mnie najważniejszym blogiem.
Potem zacząłem się czuć tu niepewnie, co było konsekwencją złego, o charakterze dyskryminującym, traktowania mnie przez Ekipę Gazety. Pod byle pretekstami skasowano mi spore, jedno z najpopularniejszych forów w Gazecie, a także, w zasadzie bez konkretnego uzasadnienia i po ponad półrocznym montowaniu dowodów, blog na Blox.pl: cyc.blox.pl.
Od tego momentu zacząłem się czuć tu dyskryminowany i wciąż mam wrażenie, że administracja poszukuje tylko pretekstu, by mnie stąd usunąć. O tym jak kasowane są moje wypowiedzi na forum Gazety czy rozpowszechniane są informacje jakobym był szkodliwym trollem blogowym, pisałem na moim blogu na WordPressie. Tu po prostu się bałem, bo skutki złych stosunków z niektórymi administratorami Gazety odczułem na wielu innych serwisach (Wykop, Blip itd., itp), a nawet Ols pisał na mnie donosy do administracji WordPressu, by skasowano mi blogi. Na szczęście udało mi się z tego jakoś wybrnąć. Na Blipie nie pozwolono mi otworzyć konta, zaś na Wykopie w ciągu parunastu godzin skasowano.

Co skłoniło mnie do owych retrospekcji i dlaczego nie boję się już o tym na tym blogu pisać?
Co do drugiej kwestii postawionej w moim pytaniu: boję się. Obawiam się, że o ile mnie nie skasują, zrobią mi znów jakiegoś "psikusa". Nazwą moich znajomych, którzy założą konta w innych serwisach gównami. Albo zdefiniują mnie na wejściu jako "trolla". Wielu ludzi wierzy w te opinie, stąd nie komentuję nic na form Gazety, czy prawie wcale nie udzielam się na obcych blogach Bloksa. No bo przecież zostałem napiętnowany. Jako troll i twórca sieciowych rynsztoków. A, wbrew pozorom, apartheid gazetowy istnieje, czego ja jestem żywym dowodem.
Staram się nie podpadać, zaprzestałem komentowania innych blogów w serwisie Blox.pl. Nie piszę listów na forum Gazeta.pl (i tak wszystkie jak jeden mąż kasowano). Jeśli otrzymuję jakąś sugestię, jak choćby tę, natychmiast stosuję się do roszczeń czy żądań. Nawet jeśli moim zdaniem, sugestia jest niedorzeczna i bezpodstawna. Usunąłem kilka fotografii z tego miejsca, właśnie z - wspomnianej na początku notki - "Historii Pewnego Playboya". Od razu skutecznie i pokornie zareagowałem na maila pełnomocnika rzekomo poszkodowanej, w lęku o egzystencję tego miejsca. Sam otrzymałem maila z powiadomieniem i kopię żądania, którą otrzymał Zarząd Agory. Nie kryję, że mi nie zależało specjalnie na tych obrazkach, bo, jak wspomniałem, były one jedynie pretekstem. Poza tym nie chcę być złośliwy. Ale powiedzmy sobie szczerze: Argument w postaci, że czternastoletnia córka znalazła fotografię mamy sprzed 25 lat z Playboya, akurat na moim blogu, nie jest jakimś mocnym uderzeniem. Pominę już bzdety wypisane w tym piśmie, świadczące o kompletnej nieznajomości tematu. Za co oni biorą pieniądze? Za taki brak profesjonalizmu? Ale cóż, władza wynikająca z dobrego marketingu nie musi iść w parze z wiedzą.

Minie ćwierć wieku i będą gdzieś tam, w różnych mediach krążyć fotografie Dody czy Kasi Cichopek. I dzieci tych pań będą je oglądać. Chyba, że zaczną, jak uczyniła to pani Melanie Tressler, konsekwentnie usuwać te materiały z różnych serwisów. Serwisów, których kształt mi dziś ciężko przewidzieć. Mam nadzieję, że wówczas prawo w tych wirtualnych czy innych, niewyobrażalnych dziś, serwisach będzie jasne dla prostego człowieka. Dziś wystarczy kawałek papieru firmowego, podanie się za pełnomocnika i zażądanie cenzury.
Ale o tym napiszę w innym miejscu, bo tu naprawdę obawiam się o skasowanie mi bloga. Lobotomia, wykonana na mnie przez administrację Bloksa była skuteczna. Jeśli ktoś z nich to przeczyta i poczuje się urażony, to nie sądzę, że teraz skasują ten blog, skorzystają z innego pretekstu.
Przyjmuję apartheid bloksowy z pokorą. Jak prawo zwyczajowe, jako aksjomat. Znam moje miejsce w szeregu.

 

poniedziałek, 07 września 2009

Z tego filmu go najlepiej kojarzę "Bugsy" (reżyseria Barry Levinson, 1991). No i oczywiście z kultowego filmu "Bonnie i Clyde" (Arthur Penn, 1967). Gdzie u jego boku zagrała legendarna Faye Dunaway.
Miał też romans z Madonną, dokładnie dwadzieścia lat temu

bugsy

Ale co innego mnie zaciekawiło. W Wikipedii wyczytałem, że Warren Beatty romansował z ponad pięćdziesięcioma znanymi kobietami, takimi jak: Madonna, Isabelle Adjani, Carol Alt, Brigitte Bardot, Justine Bateman, Candice Bergen, Leslie Caron, Maria Callas, Judy Carne, Cher, Julie Christie, Connie Chung, Joan Collins, Catherine Deneuve, Janice Dickinson, Faye Dunaway, Britt Ekland, Księżna Jugosławii Elżbieta, Jane Fonda, Melanie Griffith, Dayle Haddon, Daryl Hannah, Barbara Harris, Goldie Hawn, Brooke Hayward, Lillian Hellman, Margaux Hemingway, Barbara Hershey, Kate Jackson, Diane Keaton, Jacqueline Kennedy Onassis, Vivien Leigh, Elle Macpherson, księżniczka Małgorzata, Linda McCartney, Robin Menken, Barbara Minty, Joni Mitchell, Mary Tyler Moore, Michelle Phillips, Vanessa Redgrave, Diana Ross, Jessica Savitch, Diane Sawyer, Jean Seberg, Stephanie Seymour, Carly Simon, Inger Stevens, Barbra Streisand, Dewi Sukarno, Liv Ullmann, Mamie Van Doren, Lana i Natalie Wood (po rozwodzie z Robertem Wagnerem) i Susannah York.
W wieku 55 lat ożenił się z Annette Bening, z którą wystąpił w gangsterskim filmie "Bugsy".

Tu są wymienione tylko te znane, z którymi romansował. Być może nie romansował z żadnymi nieznanymi. Nie wiem też co oznacza w tym kontekście "romansować". Czyżby on ze wszystkimi tymi wyżej wymienionymi paniami uprawiał seks?
Jakże blado wyglada moje życie towarzyskie i erotyczne w zestawieniu z Bugsy'm... Nawet z żadną powiatową gwiazdeczką nie romansowałem.  Zaiste, można nabawić się kompleksów. Może ze dwie z tych lasek Warrena zaliczyłem w podstawówce, o ile były gdzieś w - przemycanych wówczas z Wiednia czy Mediolanu - Playboyach.
A może u facetów to normalne, że przeżywają w swym życiu tyle romansów? Oczywiście seksu z prostytutkami i innych jednonocnych przygód nie liczę. Jak romans to romans, z uczuciem i fajerwerkami, nieprawdaż? Romans to przecież coś poważnego, związanego z uczuciami, motylkami, bijącym szybciej sercem. Coś co się pamięta. Czy on je wszystkie pamięta, czy też musi zajrzeć do Wikipedii? Czy one pamiętają jego?
W każdym razie nieźle to wyglada, ta cała kolekcja Beatty'ego. Jak trofeum, jak medale na piersiach radzieckiego marszałka. Drogocenny album filatelisty. Zazdroszczę mu. Choć... On przecież musiał z nimi flirtować, gadać, dopieszczać je. Kto by to robił za mnie?
No i wiem skąd bierze się powiedzenie: "zmieniać kobiety jak kapelusze". I wiem już dlaczego Wiesław Myśliwski w swym "Traktacie o łuskaniu fasoli" ma tę nieznośną obsesję na punkcie kapeluszy. W życiu nie miałem kapelusza, może czas kupić jakiś? Może właśnie w kapeluszu leży istota rzeczy?

środa, 04 marca 2009
W języku niemieckim nie ma - tak jak w polskim czy angielskim bądź hiszpańskim - przekleństw "odseksualnych". Takich związanych z "pieprzeniem" czy intymnymi częściami ciała. Nie ma też obelg pochodzących od prostytucji (kurwa). Zatem Scheisse, nasze gówno, urasta do rangi czegoś najobrzydliwszego. Niemcy mają bzika na punkcie higieny i czystości, stąd pewnie brud źle im się kojarzy.
Dwadzieścia lat temu w niemieckim prawie pojawiła się lista paru tysięcy słów, które, użyte wobec policjanta, miały być karane mandatami.
stinkefinger Jeszcze parę lat temu za pokazanie środkowego palca - fuck off - groziło 500 € mandatu, nawet jeśli kierowca nie widział policjantów, a tylko radar. A palcem chciał wyrazić swoją radość z uniknięcia kary.
Ale już, w końcu lat osiemdziesiątych, kary za obrazę były wysokie. Podam je w markach niemieckich, nie uwzględnię inflacji. Podzielicie przez dwa, na okrągło i będziecie mieć wysokość sum w euro.
Blöde Sau czyli gruba świnia, locha to 1600 marek niemieckich. Za dupka, czyli Arschloch, tym nieznającym niemieckiego, przybliżonego dzięki Janowi Rokicie, groziło nieco mniej, bo 500 DM. Tyle samo kosztował Armleuchter czyli kandelabr. Trep, śmierdzący but, w niemieckim: Stinkstiefel, był tani, bo kosztował niewiele ponad 200 marek. Najdroższy był Hans Wurst, co można przetłumaczyć jako Jaś Kiełbasa, bo kosztował ponad 2000 marek za każdą kiełbaskę.
Najtaniej wychodziło: Sie können mich mal... Czyli: Może mi pan... Tu kara wynosiła 60 marek. Pewnie dziś ceny wzrosły, no i są w euro. Sądzę, że pojawiły się też nowe słowa na zakazanej liście.
Rokitę nazwano Arschlochem, co on sobie przetłumaczył, jako dziurę w odbycie męskim. Dlaczego męskim, bardziej seksowna czy jak?
Trzeba wziąć pod uwagę, że niemieccy, a szczególnie bawarscy policjanci, prezentują taką jeszcze cesarsko - królewską szkołę i kumają, że urząd to urząd. Jak austriaccy żandarmi. I z ich punktu widzenia Nelli Kiełbasa - jako żona Jana Kiełbasy - byłaby dużo większą zniewagą.
czwartek, 18 grudnia 2008
W tej francuskiej erotyce jest coś innego, po prostu innego niż w erotyce, że pozwolę ją sobie tak nazwać: masowej. Myślę, że specyficzna i dość niezależna jest ta nowa, rosyjska, wyzwolona spod siermiężnej sztuki Kraju Rad.

Tu próbka, Emma de Caunes we francuskim wydaniu Playboya:

Emma de Caunes
Emma de Caunes

[Źródło: TrendLand]

Autorka zdjęć dla Playboya Ellen von Unwerth, urodziła się wprawdzie we Frankfurcie nad Menem, ale mieszka w Paryżu.
Więcej fotografii można zobaczyć na Terapiach (blog dla dorosłych!), ale amatorzy ostrej jazdy niech nie spodziewają się tam fajerwerków. Raczej migających flar i lampionów prowokacji.
Dla mnie erotyka francuska jest po prostu inna, oryginalna, bo przecież Playboy, jako pismo najpopularniejsze w branży, trafia w gust odbiorcy najcelniej i najrzetelniej
No, owszem, on też gust kreuje i ustanawia.
Gdybym miał w dwóch zdaniach napisać, cóż takiego w tej francuskiej sztuce erotycznej jest, powiedziałbym: swoboda, wolność, nieskrępowanie. Bezkolizyjnie flirtuje ona ze sztuką, nawet tą najbardziej dostojną. Sączy się między symbolami i niebezpiecznie drwi z tradycji, pieszcząc ją przy tym. Ale i też nie boi się wejść w alianse z kiczem. Wedle światowych standardów nie jest wcale pornograficzna, jakby miała specjalny glejt, który ją uprawnia do czegoś więcej. A przecież jest lubieżna i drwiąca. Świadoma swej wyższości.

środa, 17 grudnia 2008

Ciekaw jestem czy ktoś pamięta jeszcze historię Dorothy Stratten? Miała krótkie, ale burzliwe życie. Urodzona w Vancouver, kanadyjska modelka została Playmate Roku 1980. Zdążyła zagrać kilka pomniejszych ról i mieć romans z Peterem Bogdanovichem (Papierowy księżyc, Ostatni seans filmowy). Zamordowana przez swego męża Paula Snidera, w wieku dwudziestu lat, właśnie w 1980:

 
 
 
Film,  biografię tej młodej Kanadyjki nakręcił Bob Fosse w 1983 roku (Kabaret, All that jazz).

Bob Fosse  Robert Louis “Bob” Fosse
 
Był to ostatni film tego wielkiego reżysera. W filmie Star 80 rolę Dorothy Stratten zagrała wnuczka Ernesta Hemingwaya, Mariel Hemingway. Film opowiada o produkcji gwiazd dla Playboya, Hemingway pisywał dla tego miesięcznika, najpopularniejszego pisma erotycznego dla mężczyzn. Star 80 obejrzałem jakieś dwadzieścia lat temu, ale zapamiętałem na przykład  Cliffa Robertsona w roli Hugha Hefnera. Był dla mnie bardzo przekonujący.
Film może nie być popularny, choć - moim zdaniem - jest świetny. Doskonała rola Erica Robertsa jako Paula Snidera. Myślę, że dziś będzie dość trudno znaleźć ten film, możliwe, że wielu ludzi jest zainteresowanych nierozpowszechnianiem tej historii. Prawdzwej. Niestety.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6






site statistics