|
Per vaginam ad astra
piątek, 09 grudnia 2011
Vincent van Gogh podziwiał Paula Gauguina za to, że ten dzikus malował swe płótna penisem, dlatego są takie mocne. Szalony Holender zwierzał się Koke, że lepiej maluje, gdy ma pełny magazynek pożądania, bo wówczas obrazy pokrywa nie farba, a sperma. Która upływa na obrazy, miast w kobiece łona. Koke miał inne zdanie. Zaspokojony i spełniony seksualnie, z oczyszczonym od żądz umysłem, witał w umyśle krystaliczną, nieskażoną chuciami wenę. Kontrolowanie masy krytycznej, która eksplodowałaby jedynie chaosem, prymitywnymi bohomazami jest nużącym zajęciem, wypalającym energię. Lepiej racjonować pociski, nawet gdy magazynek jest pełny. Wirtualne Impresje Czerwiec 30, 2011.
środa, 12 października 2011
Grywam w scrabble, w zasadzie to zacząłem grywać regularnie, codziennie jakiś turniej na Zagraju. Ponoć pomaga to przedłużyć fizyczną i moralną żywotność mózgu. Nauczyłem się grać w tę grę, która mniej więcej polega na tym, że używa się w niej słów, jakich nie używa się poza nią, jakieś piętnaście lat temu. Większość pewnie zna tę grę pod internetową nazwą Literaków. Zagraj jest zdecydowanie mniej popularny, gdyż ze względu na wymagania wobec graczy, opłaty i mniejszą dostępność, tworzy serwis bardziej elitarny i niszowy. Literaki są zaś dla plebsu. Sama nazwa literakowego serwisu - Kurnik - sugeruje, iż to miejsce dla kur domowych i cwaniaczków kogucików na druciku. Motyli drewnianych i koników bujanych. Po takim krótkim wstępie, napiszę o tych żebraczych, mydlanych operach. Chodzi mi o to, że Zagraj posiada w swoich stolach do gry w Scrabble możliwość prośby o cofnięcie ruchu, ale i także opcję szybkiego sprawdzania, co de facto, po wciśnięciu przez jednego z graczy, uniemożliwia już cofnięcie ruchu. Gracz, który zostaje poproszony o umożliwienie przeciwnikowi cofnięcia ruchu, ma dwie opcje: zgodzić się albo nie. Na decyzję ma kilka sekund, jeśli nie jest szybki, odpowiedź dla petenta jest negatywna. Gracz miał pseudonim "Wymagaj". Wymagał ode mnie kultury, której sam mi nie oferował. Nazwał mnie chamem, bo chciał wygrać nie dwa do zera, ale trzy do zera. Ja byłem chamem, bo nie zdążyłem się zgodzić nie zgodziłem się na powtórkę jego nieudanej egzekucji. Ale szczerze mówiąc, wolę być chamem, ale z godnością, niż kulturalnym żebrakiem, skamlącym o powtórkę. Boso, ale w ostrogach. W moim opisie gracza napisałem na wszelki wypadek: bez pasów, bez cofania i unforgiven;):
Sytuacja była też taka, że gracz, mój przeciwnik, dysponował przewagą tłumaczoną na język piłki nożnej 2 :0 (słownie: dwa do zera). Wyobrażacie sobie? Gram z lepszym, jakby jakaś średnia drużyna toczyła bój z Barceloną no i Messi przestrzeliłby karnego przy stanie dwa do zera dla el Barcy, ale zaraz potem poprosił graczy przeciwnej drużyny o powtórkę tego rzutu, bo niechcący spudłował (a mógł przestrzelić celowo? W Scrabblach to się zdarza w oczekiwaniu na otwarcie dogodnej pozycji na ruch). No powiedzcie, czy to nie casas pavosas, takie żebranie o powtórkę strzału? A już wyzywanie od chamów, tych co się nie zgadzają na tę farsę (albo nie zdążyli się zgodzić), to casas pavosas do kwadratu.
Menadzie często są takim murem, firewallem, który niczym zasieki chroni firmę przed niezadowolonymi klientami. Szeregowy pracownik odsyła nas oczywiście do menadzie, który gówno znaczy, ale ma plakietkę czy mówi o sobie „menadżer”, albo w mailu podpisuje się jakoś tam. Menadzio do spraw potarganych i zasranych. Większość klientów męczy się po odbijaniu piłeczki ze ścianą, stąd rezygnują.
wtorek, 12 lipca 2011
Takie reklamy to w zasadzie dla niejednego blogera jedyna forma zarobienia jakichkolwiek pieniędzy. Ale nie dla mnie. Wszystkie reklamy jakie tu czasem, niczym kometa, błyszczały, załatwiłem sobie sam poprzez molestowanie znajomych. I uwierzcie, że musiałem wnosić wiele pokornych próśb, nawet do dawnych przyjaciół, by cokolwiek w tej kwestii poczynili. Chciałem to załatwić formalnie, choć dostawałem mniej niż połowę kasy, którą oni inwestowali. Ale nie o pieniądze przecież chodziło, a o prestiż. Myślałem sobie tak: inni zobaczą, że ktoś się reklamuje, pomyślą, że to musi być ważny i solidny blog. Większość kumpli - reklamodawców mnie zlała, innych wziąłem podstępem albo nawet sprowadziłem sprawę do poziomu przysługa za przysługę. Nie mam rzecz jasna żadnych finansowych aspiracji związanych z pisaniem bloga, ale byłaby to jakaś forma pochwały, poklepania mnie po pleckach. Naiwna, ale innej nie znam.
sobota, 18 czerwca 2011
Gazeta słynie z poprawności politycznej i tolerancji, giętkiej i śliskiej, stąd zadam sobie pytanie w jej serwisie.
piątek, 17 czerwca 2011
Czy przeciętny człowiek, odwiedzający obcy kraj, zastanawia się, kto tam sprawuje władzę, kto jest premierem albo prezydentem? Wiecie kto jest prezydentem Holandii, Belgii czy Hiszpanii?
Nie, to nie tak jak myślicie. Bywam tu, kręcę się po okolicach, jakkolwiek ciężko by mi było zdefiniować tutejsze „okolice". Nie będę hipokrytą i nie powiem, że miło mi, bo ten blog jeszcze ktoś odwiedza, czasem nawet coś dopisze na zwłokach starych notek. Biedacy, kasujący nieuprzejme komentarze, pokazujący swą władzę i prawa własności, stawiają się w roli kaprali, którzy srają w gacie przed sierżantami żandarmerii administracji blogowej. Ergo, chodzi o to, że osobiste i ważne rzeczy piszę na WordPressie, tu dbam jedynie o starą Ciotkę Statystykę, odwiedzam ją jak dzieciak, bo pachnie u niej cynamonem, a ona częstuje mnie czekoladkami z marcepanem. Prawda jest bowiem taka, że Google wysyłają tu pięć razy więcej ludzi niż na WordPress. A ja chciałbym być nie tylko wielkim blogopisaczem, ale i popularnym. Dwa cycki naraz ssać. No dobra, to tylko sygnał, że coś tu zacznie się dziać, nie tyle co na Wirtualnych Impresjach, ale zawsze coś, a notka tego typu obliguje. No, a skoro obliguje, to ja nie jestem jakiś tam rząd, żeby obligacji nie wykupić. Pomoże mi to zacząć pisać więcej i porządniej, a co z tego wyniknie, obaczym. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Tagi
|