Czy przeciętny człowiek, odwiedzający obcy kraj, zastanawia się, kto tam sprawuje władzę, kto jest premierem albo prezydentem? Wiecie kto jest prezydentem Holandii, Belgii czy Hiszpanii?
Po słynnej, należącej do klasyki reklamy, frazie autorstwa Billa Bernbacha „Think small”, która skutecznie wprowadziła na amerykański rynek Volkswagena Garbusa, był i czas dla Francuzów. W latach siedemdziesiątych, firma Renault wypuściła na rynek R5, chyba najbardziej znany i być może najlepszy swój model, który nazywano w USA po prostu „samochodem”- Le Car. Dwadzieścia lat później pomysł skopiował Quentin Tarantino, w sławnym dialogu dwóch gangsterów z L.A. Tyle, że tyczyło to amerykańskiego produktu, sprzedawanego we Francji.
Czy przeciętny człowiek, odwiedzający obcy kraj, zastanawia się, kto tam sprawuje władzę, kto jest premierem albo prezydentem? Wiecie kto jest prezydentem Holandii, Belgii czy Hiszpanii? Ludzie jeżdżą na wakacje do Tunezji, Turcji, Chorwacji, na Kubę, na Cypr, mało kogo zajmuje fakt, kto tam jest ministrem spraw zagranicznych. Dziennikarze często próbują nas obarczyć wstydem, odpowiedzialnością za polityków. Wmawiają nam to mainstreamowe media. Kiedy jadę do Grecji, zapamiętuję krajobrazy, smak frappe. Kierowców z jedną ręką za oknem auta, drugą przy uchu z telefonem komórkowym, bo samochód jedzie sam, zgodnie ze swą nazwą. Wiem, że na szklankę piwa trzeba czekać kwadrans i każdy jest sympatyczny, ale ma cię w dupie jako klienta. Poznaję kilka słów z ich języka, a ponoć znam wiele, tyle, że nie mam świadomości, że pochodzą z greki. Zupełnie nie interesuje mnie to, kto jest tam ministrem edukacji i czy jest podobny do ministrów z rządu Jarosława Kaczyńskiego, za których miałem się tam wstydzić. W powyższym fragmencie filmu Vincent (John Travolta) nie mówi nic o rządzie Holandii, pokazuje swą dezaprobatę i niesmak, oburzony jest faktem, że Europejczycy jedzą frytki z majonezem. Obrzydliwość! Zazdrości Holendrom, że mogą nosić przy sobie trawkę, a nawet jakby nie mogli, to policja może im skoczyć, bo nie może ich zrewidować . Pamiętam, istotnie, we włoskich i francuskich McDonaldsach można było kupić piwo kiedyś i specjalne zestawy sałatek, niedostępne na przykład w Polsce. We Włoszech McDonald’s jest mało popularny i nie wynika to z faktu, że Włosi nie lubią Amerykanów czy chcą przeciw czemuś zaprotestować. Mają po prostu swoje, lepsze żarcie. Bo to tak jest, że o szwajcarskich problemach z demokracją, dowiadujemy się z polskiej prasy, nie widać tego w kolejce snującej się po alpejskich zboczach z Chur do Arosa. Nie widać korupcji i problemów w rządzie włoskim czy parlamencie Italii na jej autostradach, wpadających z Alp w Adriatyk czy wilgotną Lombardię. Wolny człowiek, jadący tam, zapłaconym przez siebie kawałkiem jego autostrady, nie zastanawia się, między jedną a drugą filiżanką il caffè espresso nad faktem, że Niemcy wolą Tuska, zamiast Kaczyńskiego. Wolny, biały człowiek zapina sobie tam pasy albo nie i jedzie tak szybko jak chce, a carabinieri mają to w dupie, bo drogi i samochody należą do ludzi, którzy za to zapłacili. Kiedyś rozmawiałem ze znajomym Anglikiem, który jako wyznawca anglikanizmu (High Church of England), twierdził, że jest katolikiem. Nie mogłem pojąć, że może nim być, nie uznając papieża. On uznawał, mówił mi, że jak najbardziej respektuje zwierzchnictwo papieskie, tyle że w Rzymie, nie w jego kościele. Inna rzecz, że my zagramy w Mistrzostwach Europy w ojczyznach Friedricha Dürrenmatta i Adolfa Hitlera, a Anglicy nie. To chyba najlepsza rzecz jaka mogła się przytrafić angielskiej piłce w ostatnich latach. Podejrzewam, że nasze niezrozumienie i inny sposób myślenia, wynikały z faktu, że Brytyjczycy nie posługują się systemem metrycznym, a ja za diabła nie wiem co to jest ćwierćfunciak z serem.