Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Ogólna, skrócona teria hazardu

Kiedy rozpoczynałem tu nowy cykl, który tyczyć miał teorii hazardu, o ile jakakolwiek byłaby uprawnioną, miałem szereg planów, pomysłów i myśli, które zwykle wiążą się z prezentacją własnych tez. Ale jak to bywa, na planach się skończyło. Ale spróbuję, choć na chwilę, być konsekwentnym.
Cały problem hazardu skupia się w starym ludowym porzekadle, że ojciec bił syna nie dlatego, że grał w karty i przegrał, ale za to, że chciał się odegrać. I to jest cała esencja teorii tego nałogu. Pomijając teorię gier, rachunek prawdopodobieństwa, można w skrócie powiedzieć, że gracz w kasynie, na automacie, w kolekturze jest jak klient w restauracji, a rację ma ten, kto ma restaurację. Hazardzista, skażony przegraną jest na straconej pozycji, a każda decyzja podjęta na straconej pozycji jest zła.

Gdy myślę o hazardzie, często przychodzi mi na myśl niesamowita scena z Lotu nad kukułczym gniazdem Miloša Formana, w której Martini, grany przez Danny’ego DeVito, zadaje pytanie siostrze Ratched (Louise Fletcher). Pytanie jest objawem zaniepokojenia i obawy Martiniego. Siostra bowiem oznajmia, że większość podlegających jej kompetencjom pacjentów stanowego szpitala psychiatrycznego, uprawia hazard w łazience – zamienionej w małe kasyno - i przegrywa pieniądze i papierosy do R.P. McMurphy’ego. Stąd siostra postanawia ograniczyć przywileje łazienkowe, a papierosy zaś racjonować. Martini, zaniepokojony, zadaje prosto brzmiące pytanie: To jak (w związku z tym) mamy się odegrać? Możecie to zobaczyć w poniższym fragmencie filmu, trzecia minuta czterdzieści sekund:

Każda próba podjęta przez gracza to jakby poziom zero, a "pecha" można mieć przez całe życie. A hazardziście może nie starczyć życia, by jego upragniony zestaw liczb czy typy spełniły się. Wygranymi są zawsze organizatorzy gier, a grono szczęściarzy jest tak nieliczne, iż praktycznie niewidoczne w oceanie marzycieli.

 

niedziela, 16 maja 2010, proces7
Komentarze
2010/05/16 19:46:22
U mnie jakby inaczej minuty przebiegały. O hazardzie niewiele mogę powiedzieć, poza tym że istnieje.
-
2010/05/17 11:10:50
Och, ale mądrości opowiadasz. Cóż Ty możesz wiedzieć o grze...?
-
2010/05/17 11:53:41
Kurde, nie wiedziałam, że to były "mądrości". Aż się lepiej poczułam.
-
Gość: lacan29, 178.56.61.17*
2010/06/12 11:18:44
Z teoretycznego punku widzenia abstrakcyjność hazardu, czyni go przez to niezwykle ciekawym, uruchamia w człowieku niszczycielski mechanizm gry, gdzie stawką okazuje się nie pieniądz ale własne ciało. Przyjemność hazardzisty to nie momenty wygranej, lecz przeciągnięte w nieskończoność rozdrabnianie własnego ciała, systematyczne wypisywanie się z rzeczywistości, poprzez składanie jej ofiary z samego siebie. Paradoks polega tutaj na tym, że hazardzistą staje się nie ten, kto chciwie pożąda kolejnej wygranej, ale ktoś, komu wygrana tylko przeszkadza w radykalnym wypróżnieniu się do końca. Prawdziwym celem tej działalności nie jest zysk, pieniądz nie liczy się tutaj wedle swej zwyczajowej miary, ale znaczy w zupełnie innym rejestrze. Nie da się nim operować w świecie, nie można go policzyć i wymienić na towar, jako taki zatem, ograbiony ze swej zasadniczej funkcji, staje się znakiem pustki. Bez tej jego quasi właściwości hazard nie ma racji bytu, ma sens tak długo, dopóki sprzeniewierza się swej istocie i zmierza, dokładnie tak samo jak operujący nim człowiek, ku nicości. Hazard nie pozwala, lub bardzo mocno ograniczania, zwyczajowe wykorzystanie pieniądza jako środka wymiany. Dzieje się tak dlatego, gdyż hazardzista deponuje w nim dużo więcej, niż tylko ustaloną przez zewnętrzne wartość. Utożsamia się z nim tak dalece, że każdy jego ubytek, każdy połknięty przez maszynę grosz, okazuje się realną stratą, której już nigdy, w żadnych okolicznościach, nie sposób odzyskać. I choć wydawać by się mogło, że gra polega tylko na próbie wyrównania braku, i jest ciągłym oczekiwaniem wygranej, rzecz wygląda dokładnie na odwrót: wygrana nie jest tym czego pragnie się najbardziej, więcej nawet, jest odrzuceniem, gestem odmowy, ze strony czegoś co nie pozwala mi zniknąć do końca, co zwraca mi mój wkład jak niechciany dar. Relacja, stawka każdego zakładu, nie może się tutaj nawiązać, choć to właśnie ona jest celem. Pieniądz ma tylko pośredniczyć między grającym a porządkiem odpowiedzialnym za jego los, nie znika przecież ani nie pojawia się bez przyczyny, coś musi kierować jego ruchem. Pełni być może funkcję ofiary, wyrzekając się go w namiarze, oddając go grze przypadku, gracz rzuca wyzwanie światu, neguje go jako całość, jego gest w stronę pustki, jest ostatnim, żałosnym aktem wiary. Nicość obiecuje przecież najwięcej, nicość nie może nas oszukać.






site statistics