Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

W tym kraju nikt się nie uśmiecha, a jego oczy są martwe

Komendanci Zbliżały się święta, z okazji 28 rocznicy przejęcia władzy przez Wielkiego Komendanta, dostaliśmy dodatkowe talony na czekoladę i ciepłe skarpety. By osłodzić sobie zimową depresję i ogrzać smętne, i szare zimowe wieczory. W kraju, w którym od lat dwudziestu ośmiu byliśmy pod absolutną, bezwzględną, ale i troskliwą władzą Generała. Człowieka, który nigdy się nie uśmiechał, a melancholia i smutne twarze bez uśmiechów stały się naszym znakiem rozpoznawczym pośród innych zniewolonych kapitalizmem narodów, którymi, naszymi nieśmiertelnymi wrogami, byliśmy otoczeni.
Czekaliśmy na jego śmierć, wyobrażaliśmy sobie jego martwe oczy w mrozie i wrony, który wydziobywały jego trzewia, gdzieś przed jego pałacem, gdzie leżał w swoim mundurze pośród szarobiałego śniegu, bo u nas wszystko było przyprawione szarością. Śnieg przyprawiony był resztami krwi. Z jednej strony czekaliśmy w nadziei, z drugiej zaś lękaliśmy się, bo co się z nami stanie bez Komendanta? W przemycanych pismach z Zachodu i Wschodu, w zagłuszanych odbiornikach radiowych większość spekulowała, że jego następcą będzie Pułkownik Wielkouchy. Mówili, że on otworzy nas nieco na świat, od którego odwykliśmy, że będzie tak jak za Gierka. Ale Wielkouchy był chciwy i mściwy, było pewne, że wielu straci życie. Generał był ślepy, ale łaskawy i sprawiedliwy. Młodzi poprą rubasznego Pułkownika, bo jest znany, grał we wszystkich serialach telewizyjnych, tańczył zimą na lodzie, a jego postać i bogate, pełne kochanek, popijaw i skandali życie, było obecne na pierwszych stronach brukowców. Nawet dziwiliśmy się jak to możliwe, że we wszystkich telewizjach jego pogadanki, śniadaniowe występy, spotkania i wywiady, trwały dłużej niż 24 godziny dziennie. Oczywiście kapitalna część to były powtórki, programy powielały się. Szczęśliwi posiadacze Internetu, mieszkańcy wielkich miast czy partyjni prominenci opowiadali, że Wielkouchy jest tam sławny jak murzyński prezydent USA. Oficjalnie Internet był nielegalny i groziło za jego oglądanie więzienie, a nawet śmierć, ale wysoko postawieni członkowie PZPR oglądali go w tajemnicy, stąd część wieści przenikała i do nas.
Nadchodząca zima i obchody rocznicowe, pełne defilad, upominków, były już od mej młodości najpiękniejszą częścią roku, bo zwiastowały wiosnę, na którą czekaliśmy uśmiechając się bezdźwięcznie w mrozach i mrokach. W kraju bez uśmiechu, gdzie śmiech był nie tyle zakazany, co nietaktowny. Chyba też nie chcieliśmy się cieszyć i bawić. Było nam tak dobrze, a to czekanie na wiosnę każdego zimowego wieczoru, w tym mroźnym i szarym preludium, nie było tęsknotą za nowym i nieznanym, zapewne złym i niebezpiecznym. Wiosna przynosiła świeży wiatr, który, jak co roku, zapewniał nas, że wszystko pozostanie bez zmian.

 

niedziela, 13 grudnia 2009, proces7
Komentarze
Gość: Inspektor Lesny, c-b1e8e355.014-8-73746f44.cust.bredbandsbolaget.se
2009/12/13 15:17:21
", a to czekanie na wiosnę każdego zimowego wieczoru, w tym mroźnym i szarym preludium, nie było tęsknotą za nowym "

Ja tam nie wiem, ja bym raczej pojezdzil na sankach skoro zima.
A nie czekal na nastepna pore roku.
Kto wie, moze bym balwana sniegowego ulepil...
I nos mu z marchewki zrobil.
-
2009/12/14 12:02:27
Nos z marchewki i uszy z kapusty. I te oczy, oczka kłamliwego, lokajskiego sukinsyna.






site statistics