Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Motywy

Nie ma znaczenia gdzie piszę, nie chcę mieć ważnego głosu w dyskusji. Głos ma być mój. Chcę gadać, bo w realnym świecie nie chcą mnie słuchać. Tu mogę opowiadać i wydaje mi się, że mnie słuchają, nawet jeśli tylko udają, że słyszą, to czerpię radość z tego słodkiego kłamstwa.

Pogawędka, chęć narracji, iluzja, że z kimś tak naprawdę rozmawiam, były powodami założenia przeze mnie pierwszego bloga. Doświadczenie istnienia tej potrzeby płynęło z mej wcześniejszej obecności na czatach i forach. Tam niejako wyczerpały się moje możliwości albo solidnie mi zasugerowano, że jednak nie o wszystkim mogę pogadać.
Moi najbliżsi znajomi wiedzą dokładnie dlaczego piszę w sieci. Dlatego ta cała intymność płynąca z anonimowości jest taka ważna dla mnie. Inna rzecz, że w realnym życiu nie jestem nikim ważnym, więc jeśli kiedyś ktoś mnie wyda, nakryje, to wcale nic się nie stanie. Chyba, że ci, co mnie kasowali w sieci, zapragną mnie rozstrzelać. Ale co? Zbiją mnie? Zabiją? I co z tego? Przecież świat będzie wtedy istniał beze mnie.
Ta swoista Linia Maginota pomiędzy życiem realnym a sieciowym jest potrzebna, bo nie da się zastosować tu standardów z życia realnego. Stąd nie przeraża mnie niepewność fortyfikacji i mam świadomość tego, że są do obejścia.

Społeczeństwa przetrwały dzięki prawu, a Internet wcale nie musi przetrwać. Nic się nie stanie, jeśli któregoś dnia się wyczerpie i zgaśnie. Ludzkość bez wątpienia będzie trwać nadal. Nawet gdyby było tak, że to przyszłość i jedyna droga dla świata, to jest tu pełno samozwańczych, jedynych, prawych i sprawiedliwych szeryfów. Bezkarnych, butnych, durnych żandarmów, postępujących wedle zasad niemających nic wspólnego z prawem, nawet tym tworzonym, wirtualnym.

Dla mnie najważniejsze jest i – w zasadzie – tylko to się liczy, żeby pogadać. Sama narracja i opowiadanie są sensem. Nie ma znaczenia gdzie piszę, nie chcę mieć ważnego głosu w dyskusji. Głos ma być mój. Chcę gadać, bo w realnym świecie nie chcą mnie słuchać. Tu mogę opowiadać i wydaje mi się, że mnie słuchają, nawet jeśli tylko udają, że słyszą, to czerpię radość z tego słodkiego kłamstwa. To są takie moje osobiste terapie. Bo tu mogę ględzić bezkarnie i tak długo jak zechcę. Nikt nie odłoży słuchawki telefonu, nikogo nie znudzę, bo przecież, bez urażania mnie, może sobie zamknąć stronę i iść w diabły, jak każdy, wolny człowiek.
Zabawa w rankingi, statystyki, mobilizacja ludzi, były jedynie środkiem dla zgromadzenia grupy ludzi do wspólnego gadania w tym całym blogopisaniu. Aby były wspólny cel, motyw, pretekst.
Siedzimy w kawiarni czy przy barze i gadamy, skoncentrowani na sobie i w zasadzie guzik mnie obchodzi o czym gadają przy stoliku obok, może czasem, mimochodem i od niechcenia tam zerknę. Zaglądam też do innych kafejek, ale tylko po to by zobaczyć co słychać w tym barowym świecie. Może czasem kogoś złowić do wspólnego towarzystwa. Bo jak będzie tych znajomych więcej, to wtedy będzie można zajrzeć do lokalu przez cały dzień i zawsze ktoś będzie siedział przy stoliku.
Czasem mam ochotę wypić filiżankę cappuccino, espresso w samotności i popatrzeć na innych, podsłuchać co mówią. Innym razem wypić z kimś i pogadać. Kiedyś tam znowu urżnąć się i zwierzać szczególniej i intymniej, może nawet wywołać niewielką burdę. Jak to w tej barowo – kawiarnianej, blogoprzestrzennej branży bywa. I nie chciałbym aby było inaczej.

[Tekst z moich Wirtualnych Impresji, napisany 26 kwietnia 2009]

środa, 02 grudnia 2009, proces7






site statistics