Można tak na przykład w zimny, gnuśny ranek zimowy albo taki gorszy niewiosenny, wyobrazić sobie plażę i piach z nadmorskim letnim porankiem. Świeżym, z obietnicą, rześkim. Z pozoru taka fantazja da nam ukojenie, ociepli poranek, znieczuli nas. Ale gdy zaraz wgłębimy się w tę wyimaginowaną przestrzeń i pójdziemy dalej w fantazji, dołożymy do kompozycji kobietę z nagrzanym ciałem i z przyklejonymi ziarenkami piasku do powleczonej olejkiem skóry. Potem poczujemy ten piach, ten dyskomfort natłuszczonej skóry, której dotykamy, wtedy taka konstrukcja wyobraźni może stracić na ważności i stać się całkiem nieprzyjemna.
Niektórzy ludzie mają osobliwe fobie. Nie są to jakieś duże lęki, a takie drobne dyskomforty. Jak choćby piszczący na szybach styropian albo suchość dłoni i drapanie paznokciami, aż po opuszki po marmurowej ścianie. Może to być też piasek na ciele kobiety, która leży obok, ot przyklejone kremem do ciała ziarenka, mnogie i niepoliczalne. Jest to dziwne natręctwo, bo nie odczuwam tego sam. Czuję to przez tę drobną, acz uciążliwą skazę na pożądaniu. Mężczyzna zaczyna akt seksualny oczyma, wtedy na tej plaży w umyśle i wyobrażeniu.
Ale jest przecież zimny poranek, wilgotny, do morza daleko i powietrze kiepskie. Nie ma obok żadnej kobiety i nie ma nieprzyjemnego piachu z tłuszczem na dłoniach.
To taki przykład żądzy zgaszonej ułamkiem sekundy papierosem w popielniczce.
Za chwilę idę umyć dłonie z piasku i kremu, by odzyskały swą suchość.
Pasta rozkładana na szczoteczce trzepocze skrzydłami mewy, zabłąkanej setki kilometrów od wydm, wydając ten senny, poranny i skrzeczący dźwięk.
1 kwietnia 2008