Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Samotność blogodystansowca i soliter

O ostatnim numerze Polityki jest artykuł pod tytułem Ogień w Kominku, autorstwa Agaty Górnickiej i Piotra Stasiaka. Mniej więcej w tym samym czasie ukazuje się w sieci artykuł Jacka Żakowskiego o spadku czytelnictwa gazet i periodyków zatytułowany Ginące plemię. Redaktor Żakowski biadoli i stęka, i kwęka, że media papierowe upadają, wspomina o dotacjach państwa, który mogłyby je ewentualnie ratować, w czym widzi szansę dla ratowania demokracji. Bo Internet pasożytuje na prasie niczym soliter, a żywiciel upodabnia się do pasożyta.
A ja sobie myślę tak: jaki sens ma dla Internauty kupowanie tygodnika, by mógł on w nim poczytać, co słychać na blogach i który blogopisacz jest najbardziej popularny? Od tego są rankingi przecież. No dobra, są przecież ludzie, którzy o blogosferze nie mają pojęcia, więc zajrzą na blog Kominka. I co? Zobaczą teksty, które ich rozczarują, nie pojmą tych wymian uprzejmości, ględzenia i drapania się po plecach w komentarzach. Artykuł mógłby być ciekawy dla kogoś znającego, choćby w małym stopniu, blogoprzestrzeń. No ale po co ma kupować, nawet tygodnik cenny, a zagrożony upadkiem, skoro o Kominku może poczytać w sieci?
A może chodzi o to bym tam wziął udział w dyskusji, dodał swój głos, a nie pisał tego na swoim blogu? Ale skoro już mam ten blog i - wyznaczoną mi przez Redaktorów Internetu - rolę trolla, to po co się wychylać i narażać?

Owszem, blogopisacze kradną newsy stacjom telewizyjnym, gazetom, robią to też portale, które okradane są przez blogi i odwrotnie. Ale tym razem mamy do czynienia chyba z sytuacją odwrotną, bo to Polityka zapełnia swoje szpalty tekstami i fotkami pozyskanymi via Internet. Zatem sieć, a ściślej blogosfera, staje się źródłem i inspiracją dla papierowego pisma. Więc i pan Żakowski, jak i autorzy "Ognia w Kominku" łykają nieco tego tasiemca w panierce. A to już sugeruje pewne znamiona symbiozy.

Pamiętam kiedyś doszło do podobnej sytuacji, a było to tak: Kominek napisał, że brzuchomówca Wojciech Glanc się zabije, bo nikt nie lubi brzuszka jego pacynki. Sprawę tego samobójstwa nagłośniły blogi i portale internetowe. Gdyby nie Kominek, nie wiedziałbym nic o tym samobójstwie, a jak wiadomo, samobójstwa są bardzo ważną i niecierpiącą zwłoki sprawą. I chodziłbym po świecie taki nieświadomy jako ten głąb niedoinformowany. Gazeta.pl, Alert24, Pardon, od razu rozpowszechniły tę informację, podając źródło, którym był Kominek. Nawet pod fotografią, na której miało być umieszczone owo samounicestwienie nieszczęsnego brzuchomówcy, podawano jako źródło blog Kominka. Który to po prostu zrobił screen z wypowiedzi zamieszczonej na You Tube.
Oczywiście Wojciech Glanc szczęśliwie przeżył, bo okazało się, że to samobójstwo in spe, a na dodatek, to on chciał zabić pacynkę, a nie siebie. Ale, z tego co mi wiadomo, pacynka również ma się dobrze. Przy czym ja rozumiem, że dla niektórych pacynki mogą być istotami, których życie, nawet to poczęte, należy chronić, jednakże dla większości są tylko narzędziem do komunikacji. Tak jak ten blog jest moją pacynką, przy czym rolę brzucha, pełnią tu palce.

Więc, konkludując: mam kupować prasę by przeczytać to co piszą na blogach? Jakiż to ma sens, skoro samych blogów mi się za bardzo już nie chce czytać?
Sam nie widzę zagrożenia dla papieru, wobec tego szumu informacyjnego, agresji reklam, coraz częściej mam ochotę wyłączyć komputer i usiąść nad książką, w której są tylko same litery. Te litery, cisza wokół i tylko ja. Sam na sam z nimi. Bez zbędnych reklam, linków i Google, wtedy doceniam intymność takiej sytuacji. I wcale nie mam potrzeby dopowiadania czegoś autorowi. Bo to przecież ja składam, układam w sekwencje, dzielę i interpretuję ten tekst. Wtedy autor ma moją barwę, formę i treść. Pisze, mówiąc moim głosem. Nie można wprawdzie skomentować, ale komentarze na blogu są pogawędką w kafejce, nie wierzę w skuteczność takich – szumnie nazywanych – debatami luźnych rozmów wynikających z potrzeb towarzyskich. Bo jakiż miałby być ich skutek, rozstrzygnięcie?

Problem kolizji, lęków i fobii twórców mediów nie tkwi w innych, nowych, konkurencyjnych formach przekazu informacji, leży on w odpowiednich drogach i autostrady są z pewnością rozwiązaniem. Będzie szybko i bezkolizyjnie, każdy odnajdzie swój pas, ale zapłacimy za to samotnością.

die Autobahn

Samotność na autostradzie nocą może być bardzo przyjemna, jeśli mamy cel. Cóż z tego, że płyniemy, pośród doskonałych drogowskazów i szyldów, nowoczesnych GPS, skoro wprowadzają nas one w kolejną samotność?

 

piątek, 09 października 2009, proces7
Komentarze
2009/10/10 21:39:40
Może się zdarzyć i tak, że jesteśmy samotni wśród bliskich, wśród znajomych i całego tłumu ludzi, z którymi się spotykamy. Zastanawiam się czy samotność to nie jest jedynie stan umysłu w jaki sami się wprowadzamy.
-
2009/10/10 21:48:53
Jeśli ktoś nie potrafi być sam ze sobą, nie będzie umiał być z kimś.
Kiczowata "S@motność w sieci" mi się skojarzyła jakoś teraz.
-
2009/10/10 21:58:22
Ja lubię bywać sama ze sobą, bywać, nie wiem czy być.
-
2009/10/10 21:59:11
A "Samotność..." kiczowata jest, zgadzam się z tym.






site statistics