Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Wirtualny seks

Rozmowy na czatach, komunikatorach, blogach często sprowadzają się do erotyki. Kobiety korumpują facetów iluzoryczną obietnicą seksu, mężczyźni zaś dają im za to atencję w postaci flirtu. Taka niepisana wymiana barterowa.

Kiedyś, dawno temu, oglądałem w niemieckiej telewizji program o pilotach myśliwców. Było tam kilka historii o latających chłopakach, ich życiu. Jednak te samoloty robiły nieco huku, chroniąc bezpieczeństwa Republiki Federalnej. Więc obywatele protestowali. Generalnie wywalczyli to, że samoloty te latały rzadziej nocą i na wyższych pułapach. Osiągnięto kompromis i punkt równowagi pomiędzy skutecznością obrony powietrznej kraju, a spokojem mieszkańców niemieckich miast.
Pointa była taka: I w końcu Niemcy mogą spać spokojnie.
Bardzo spodobała mi się ta dwuznaczność wniosku, a w zasadzie nawet dychotomia. Przy czym w zdaniu: Niemcy mogą spać spokojnie, o ile w języku polskim nie wiadomo czy chodzi o kraj, czy też o ludzi narodowości niemieckiej, o tyle w języku niemieckim jest to sprawa rozpoznawalna ( Deutschland, die Deutschen).
Takie było moje skojarzenie tyczące tytułu tej notatki. Jakieś marzenia o lataniu, wyobrażanie sobie nocnych lotów, uda rozwinięte niczym skrzydła B747, a ten “garb” w górnej części samolotu jest ukryty, niczym wszelkie mankamenty ciała widoczne dla realnego świata. Takie poddanie się fantazji i jakaś stymulacja odlotu. Bo chyba taka jest istota cyberseksu, żeby te wspólne preferencje i marzenia jakoś zsynchronizować. Ciężka dupa partnerki i wielki brzuch faceta chowają się automatycznie zaraz po starcie. Niczym podwozie. A te zaokrąglone silniki sztuk cztery, kiedy oczy są zamknięte szeroko, mogą być całkiem prawdziwe w fantazjach. To trudna sztuka iluzji i naprawdę trzeba mieć kupę wyobraźni. Szczególnie tyczy to kobiet, bo – jak wiadomo – u facetów odbywa się to bardziej mechanicznie. Nie potrzebują długiego pasa startowego. Praktycznie mogą zaraz polecieć i równie szybko lądują. Najczęściej z jednorazowym wytryskiem paliwa.

b747

Wielokrotnie się zastanawiałem czy takie erotyczne słowno, czasem słowno – wizualno – głosowe igraszki są kontaktem seksualnym w sensie pełnym. Jak to zidentyfikować? Ano, wystarczy sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy cyberseks jest zdradą partnera? Bo jeśli tak jest, to oznacza, że jest to jednak jakaś forma relacji seksualnej. Z drugiej strony większość ludzi nie wierzy w cyberseks, degraduje go do nieistotnej roli, wyrażając się o nim z pogardą. Z tego wniosek, że ta większość nie powinna być zazdrosna o swoich partnerów – będących w mniejszości notabene – jeśli takowi zabawiają się w ten sposób w sieci. Jeśli opowieści blogowe nie mają obowiązku być prawdziwymi, to również te całe romanse, flirty i emocje nie muszą być rzeczywiste. To tak jakby mąż był zazdrosny o żonę, że masturbuje się pod prysznicem. Słowa sieciowych fagasów, ich obrazy, dźwięki są jedynie dodatkiem. Jak kafelki albo płyn do kąpieli.
Ba! Mogą wpływać pozytywnie na sam realny związek, urozmaicać go, inspirować. Tworzyć nowe perspektywy. Prowokować pomysły, słowa, pobudzać.
Dlatego ja unikam flirtów w sieci, bo wiem jakie znaczenie one mają dla kobiet. Pobajeruję taką, skomplementuję, czasem szepnę jakąś sprośność albo czułostkę, a ta pinda – taka rozgrzana i wilgotna – pobiegnie do męża, rzucając mi czułego całuska na dobranoc. Przyjdzie do niego z odwaloną grą wstępną, przez takiego frajera jak ja. I ja wtedy czuję się wydymany, a jak wiadomo, Pana Procesa mogą dymać tylko kobiety wybitne. Jedna na milion.

Owszem, może się zdarzyć, że takie latanie może uzależnić, może nawet niektórzy chcą odlecieć na zawsze. Ale ogólnie wszystkie te flirty, cyberseksy oceniłbym pozytywnie i poszukał płynących z nich inspiracji dla związków. No wiecie, coś w rodzaju studiowania sztuki kochania czy tam Kamasutry. Nie wspomnę o ludziach samotnych i możliwości – dzięki właśnie tym erotycznym grom sieciowym – iluzji pobycia z drugą osobą.
Rozmowy na czatach, komunikatorach, blogach często sprowadzają się do erotyki. Kobiety korumpują facetów iluzoryczną obietnicą seksu, mężczyźni zaś dają im za to atencję w postaci flirtu. Taka niepisana wymiana barterowa. I jest to uczciwe, obie strony się dowartościowują, a nierzadko działa ten cyberseks jak lampka wina przed. Oczywiście nie tyczy to alkoholików, dla których ta lampka może być zgubna, ani ludzi o wyjątkowo słabej głowie, bo oczywiście można przedawkować. Generalnie jednak wino jest dla ludzi i jego lampka dla poprawy strawności realnego partnera czy pobudzenia wspólnego krążenia nikomu nie zaszkodzi.
Można dyskutować o jakości wina czy o upodobaniu do alkoholi w ogóle. Są też kwestie jakości i smaku. Co kto lubi. A notka i tak miała być o samolotach. Ale jak wiadomo, prędzej czy później, każdy wywód sprowadza się do seksu. Jeśli się kiedyś zorientujecie, że Wasi partnerzy zaczynają gdzieś tam latać, możecie spać spokojnie. Jesteście bezpieczni.

[tekst opublikowany na blogu Wirtualne Impresje 01.05.2009]

poniedziałek, 10 sierpnia 2009, proces7






site statistics