Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Zagraj mu, a on cię pokocha

love songs Dawno temu w Peerelu widziałem w kinie, w jakimś amerykańskim filmie, którego tytułu niestety nie pamiętam, scenę miłosną: jakieś flirty, pocałunki, rozmowy, drinki itd., itp. Jak to na filmie. Kiedy zaczynała się cała właściwa akcja, facet nastawiał płytę, jeszcze winylową z tytułem "Indianapolis 500". No i oczywiście słychać było ryk maszyn, wycie prosto z toru Indianapolis Motor Speedway. I obraz się urywał, następowało przejście do innego kadru. Potem stało się to swoistym kodem tego filmu, jeśli słychać było gdzieś za ścianą dźwięki wyjących silników, to wiadomo było co dzieje się za drzwiami. Wtedy byłem młody, nie znałem takich pojęć jak: erotomania czy seksoholizm, ale mniej więcej czaiłem bazę. Byłem nastoletnim chłopakiem, a ta scena utkwiła mi w pamięci, pewnie w jakiś sposób ukształtowała moje erotyczne gusty. Choć przyznam szczerze, o ile mam jakieś tam fantazje na temat ostrej jazdy, to nie lubię dużej pojemności skokowej cylindra. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy jak drogi jest seks i ile trzeba potem tankować w tę wymarzoną maszynę. Bo, jak wiadomo, dobry samochód musi dużo palić. Ja palę, a kiedyś sporo tankowałem.
W filmie "Lepiej być nie może" Melvin (Jack Nicholson) przed podróżą, w której planuje uwieść Carol (Helen Hunt), przygotowuje cały zestaw muzyki, która ma po kolei towarzyszyć zaplanowanym nastrojom. Oczywiście, jak to w romantycznych komediach, wszystko idzie na opak, muzyka niczego nie łagodzi, nie pobudza. Całe plany biorą w łeb.
W internetowej wersji pisma Lei znalazłem zestaw muzyczny, który ma być idealny na pierwszy wieczór (i pierwszą noc) z ukochanym. Przy czym: zaznaczam są to porady dla kobiet sporządzone przez kobiety. Niby ma to służyć stymulacji uczuć i stworzeniu niezapomnianej atmosfery, żeby on nigdy już nie zapomniał.
Oto blok muzyczny, proponowany przez Lei, który ma być idealny na ten pierwszy wieczór z nim:

beatles love 1. Something-Beatles (Love, Emi 2006)
lenny kravitz 2. Stand by my woman-Lenny Kravitz (Mama said , Virgin Records 1991)
marlene kuntz 3. La canzone che scrivo per te-Marlene Kuntz feat. Skin (Che Cosa Vedi, Sonica)
marvin gaye 4. Sexual Healing-Marvin Gaye (Midnight love , Columbia Records 1982)
barry white 5. Can't get enough of your love babe-Barry White (Can’t get enough, 20th Century)1974)
wicked game 6. Wicked Game-Chris Isaac (Heart shaped world - Reprise 1989)
je taime 7. Je t'aime...-Serge Gainsbourg & Jane Birkin (Fontana Records 1969)
Abbey Road 8. Come Together -Beatles (Abbey Road, Emi 1969)
Led Zeppelin 9. Whole lotta love-Led Zeppelin (Led Zeppelin II , Atlantic Records 1969)
Richard Ashcrof 10. A song for the lovers-Richard Ashcroft (Alone with everybody, Hut Records 2000)

Lista jest tak zbudowana, że ma nastrajać kolejne fazy gry miłosnej. Nie muszę chyba dodawać, że ta - może i niekiepska - muzyka absolutnie nie zwalnia kobiet od dania z siebie wszystkiego i od pełnego zaangażowania! Nie wspominając już o higienie otoczenia i utrzymaniu właściwych, miłych aromatów wokół. Mężczyźni są wyczuleni na zapachy i te różne higieniczne drobiazgi. Jesli wszystko byłoby idealne, to może skusiłbym się na nieco muzyki... Zaznaczam: może. Bo ja łatwy nie jestem. Oczywiście żarcie, picie i zapachy to podstawa. Przecież to wszystko tworzy niezapomnianą atmosferę. Muzyka jak muzyka, ponoć łagodzi obyczaje, ale dla mnie to - jak kiedyś powiedział pewien nieokrzesany kapral z Korsyki - najmniej nieprzyjemny spośród hałasów jakie człowiek wymyślił.

sobota, 14 lutego 2009, proces7
Komentarze
2009/02/14 13:11:24
Napisałeś tyle o muzyce, które może się przydać i niekoniecznie, a o tym żarciu, piciu i zapachu trochę za mało...
Przygotowania to za mało, najlepsza jest spontaniczność. ;)
-
2009/02/14 13:12:47
*która
-
2009/02/15 00:13:06
Ja czekam, aż Proces napisze o tych kobietach, co kiedyś pachniały inaczej.
Na "Scent of a Woman" czekam.

-
2009/02/15 13:00:19
Kawciu, nie pieprz o spontaniczności w seksie. Masz już trójkę dzieci i czwarte w drodze, na dodatek ze mną. W nosie mam taką półgodzinną spontaniczność i wynikające z niej dożywotnie alimenty.

Ala, no przecież Ci mówiłem: pachniały melisą, wanilią i cynamonem.
-
2009/02/15 13:36:58
No ok, ok. Tylko tyle? A notki nie będzie?
-
2009/02/15 20:39:59
Usunę, już Ci lepiej? Nie mogę narażać Twojej delikatnej psychiki na tak spieprzoną przyszłość.
-
2009/02/19 01:03:20
Nawet spontaniczność powinna być zaplanowana...
-
2009/02/19 01:21:43
-
2009/02/23 14:23:20
No dobrze Delfino, dziękuję. Życia nie starczy by odsłuchać wszystkie te tuby.
-
2009/02/23 18:22:20
Przepraszam :)






site statistics