Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Przysiąc na Biblię

W wieku gdzieś lat trzynastu, w czasie dojrzewania, doszedłem do wniosku, że Boga nie ma. Czytałem wtedy dużo książek, a w moim dzieciństwie nie było blogów, więc dyskusje o książkach prowadzone były przy użyciu mowy. W książce nie dało się dopisać komentarza, bo pani w bibliotece mogła za to zabanować. Z domowymi zasobami literatury było bardziej liberalnie, ale po napisaniu kilku komentarzy, znudziło mi się, bo nikt na nie nie odpowiadał.

Moja prywatna wojna z Kościołem Katolickim zaczęła się wiele lat temu. Na początku szkoły podstawowej postanowiłem zostać ministrantem. Szczerze mówiąc, nie było to jakieś szczególne powołanie czy misja, bardziej chodziło mi o upominki, które dostawali moi starsi koledzy, którzy byli ministrantami. Aparaty fotograficzne, rowery i inne cenne przedmioty. Dostawali je za wysługę, czyli jakieś tam bieganie z księżmi po kolędzie, służenie do mszy, nalewanie wina czy czytanie Biblii w kościele.
Na pomysł ten wpadłem, bowiem miałem starszego kumpla na wsi, który miał chody na zakrystii. Mogłem z nim chodzić na wieżę kościelną i rozbujać dzwony. Oczywiście często robiliśmy psikusy i podzwoniliśmy sobie, a potem uciekliśmy. On jako człowiek z tego kościelnego układu, nie musiał kraść jabłek z sadu proboszcza, bo brał je legalnie. Kradliśmy czasem wino, ale wtedy mi nie smakowało. Ależ byłem głupi!
Przyznam, że jak teraz czytam o tych różnych przekrętach w Kościele, o tej epidemii pedofilii, homoseksualizmu wśród księży. O ich tajnym współpracowaniu, fanatyzmie i tych całych moherach i układach, to myślę sobie: jakże ja byłem mało czujny, że się wtedy nie połapałem. Być może byłem też nieatrakcyjnym chłopcem, bowiem nikt mnie nie molestował.
Wracając do mojej przygody z ministranturą, skończyła się ona po dwóch zajęciach specjalnego kursu przygotowawczego. Dlaczego? Przyczyną mojej ateistycznej drogi stał się poniedziałkowy program telewizyjny z epoki PRL “Zwierzyniec”. Był on nadawany bodajże w poniedziałki, jakoś w okolicach czwartej czy piątej po południu. Czyli w tym samym czasie, co kursy ministranckie.
Nie byłem jakimś wielkim miłośnikiem zwierząt, ani tych łaciatych, pręgowanych, ani tych co skaczą bądź fruwają, ale pies Huckleberry i jego “My Darling Clementine” wygrały mnie w tej walce światopoglądowej. Pomyśleć, że nie uczyniły to żadne komunistyczne programy, organizacje, a amerykańska komercja. Nie zostałem ministrantem, potem żałowałem trochę.
Myślę, ze to był mój pierwszy krok w chmurach, zwycięstwo światła i nauki nad zabobonem.

W wieku gdzieś lat trzynastu, w czasie dojrzewania, doszedłem do wniosku, że Boga nie ma. Czytałem wtedy dużo książek, a w moim dzieciństwie nie było blogów, więc dyskusje o książkach prowadzone były przy użyciu mowy. W książce nie dało się dopisać komentarza, bo pani w bibliotece mogła za to zabanować. Z domowymi zasobami literatury było bardziej liberalnie, ale po napisaniu kilku komentarzy, znudziło mi się, bo nikt na nie nie odpowiadał.
Z dyskusjami było podobnie jak z komentarzami na tym blogu, moi adwersarze nie czytali tych samych książek, ale chodziliśmy na te same filmy do kina, stąd dyskusję można było oprzeć o jakiś film.
Moja walka z kościołem i jego doktryną nie trwała długo, bo wtedy, już jako chłopak zrozumiałem, że moi rówieśnicy nie przeczytają nigdy tych książek i nie zostaną uświadomieni. Zresztą oni nie byli jakimiś strasznymi moherami znowu, w domu mówili, że idą na niedzielną mszę, a szli do parku albo zagrać w piłkę. Paru było takich co nie mogli chodzić na religię i do kościoła, bo ich rodzice byli ateistami. Ateizm ten ich był silny, bowiem wiązał się z wykonywanym zawodem: byli milicjantami, funkcjonariuszami PZPR, służby bezpieczeństwa albo innymi światłymi ludźmi.
Mój nie był taki szczery, ale nikt nie przymuszał mnie do chodzenia do kościoła czy na nauki religii. W czasie moich dziecięcych lat nie było religii w szkole, była gdzieś w obok kościoła w salach należących do parafii. Zadawałem księżom katechetom niewygodne pytania, przychodziłem na lekcje religii z Biblią i czytałem ją ostentacyjnie, jakbym chciał powiedzieć: ksiądz gada głupoty i wiele rzeczy nie zgadza się z tym co mówi Biblia. Strasznie się cieszyłem jak udało mi się złapać tego prelegenta na niekonsekwencji. Jego i boskiej.
No, ale sami wiecie, jak to jest, skończyło się to dla mnie źle, bo nie dopuścił mnie do bierzmowania, a ono było potrzebne do ślubu w kościele. No bo jak ślub, to tylko w kościele, nie?
Pierwszą wpadkę to w ogóle ksiądz zaliczył, kiedy w zimie zawołałem go do kościoła i pokazałem, że woda święcona zamieniła się w lód. Niby święcona a zamarzła, to jak to jest? Wykręcił się obłudnie i powiedział: a co, w złoto się miała zamienić?

No więc nawojowałem się, nabuntowałem, stąd kiedy widzę dzisiejsze oburzenia na katolików, to przywołują mi one to moje durne dzieciństwo i chmurną młodość. Przyznam szczerze, że nie spotkałem się w swym życiu z chrześcijańskimi czy kościelnymi przekrętami, układami. Nie spotkałem na swej drodze księży pedofilów, esbeków, fanatyków religijnych. Nie znam żadnego katolickiego terrorysty, który podkładałby bomby czy uprowadzał samoloty. Ogólnie jakoś nie czuję nigdzie tego wszechobecnego zabobonu i ciemnogrodu. Widzę go na blogach i na niektórych portalach, ale w tej sieci to sami wiecie, różne rzeczy ludzie wypisują. Całkiem możliwe jest to, że skoro chrześcijanie wymyślili sobie Boga z całą tą biurokracją i strukturami, to ateiści próbują czynić to samo, czyli stworzyć jakieś grupy szturmowe, które reprezentowałyby ich partyjne interesy. A jak wiadomo, ateizm, jak i chrześcijaństwo, musi mieć swą bazę i nadbudowę. Głośno i gromko wypowiedziane uzasadnienie.

Kiedyś znajomy peerelowski biznesmen - czyli prywaciarz - otworzył przy mnie swoją dyplomatkę, było tam sporo gotówki, trochę papierów i Biblia. Zapytałem go po co mu ta książka, skoro on nigdy nic w życiu nie czytał. Bo przecież miał tylko parę klas podstawówki. Powiedział mi:
- Wiesz, ja robię interesy, a niektórzy są niesłowni, nie oddadzą kasy, nie zapłacą. Mam tę Biblię po to, żeby inni na nią mogli przysiąc. Choć sam nie wierzę,  ona mi pomaga w interesach.
Zanim schował ją z powrotem do teczki, ucałował.

[Tekst napisany 11 maja 2008; pochodzi z mojego bloga Wirtualne Impiresje]

czwartek, 05 lutego 2009, proces7
Komentarze
2009/02/05 11:36:50
Deja vu.
Co Cię zainspirowało? Kupiłes Biblię?
-
2009/02/05 16:36:17
To stary tekst, wrzuciłem go, żeby wypełnić to krępujące milczenie. Niejedną Biblię kupiłem. Do zakupu pierwszej zainspirował mnie film Bogdanovicha "Papierowy Księżyc".
-
2009/02/05 22:01:42
Ten pierwszy egzemplarz miał być tylko dla Ciebie, czy kupując miałeś już w kieszeni listę wdów...:)?
-
2009/02/05 23:14:22
Wiesz, Szanowny Procesie? Gdybym to ja napisał, wcale nie popełniłbym plagiatu. Zbieżność zdarzeń i przemyśleń przypadkowa, a zadziwiająco nieróżna.
Opowiedziałeś całkiem spory kawałek mojej biografii, tylko z tym bierzmowaniem było inaczej. Dostałem to trzecie imię i nawet je pamiętam.
Co do afer , pedofilii i molestowań, również nie zdarzyło mi się natknąć. Z pobliskim księdzem rozmawiam, jak Polak z Polakiem i wcale nie o żydach i cyklistach.
Jeszcze o Biblii. Dziś Twój znajomy biznesmen ostro by się przejechał na przysięgach.
Chyba przybyło wierzących, ale niepraktykujących moralnie.
-
2009/02/06 11:18:01
Byłem taki młody wówczas Maskano, że nie myślałem o wdowach, nie znałem takich wcale. Bardziej myślałem o księżycach z papieru. I z gazety hełm miałem i kilka ołowianych żołnierzyków.

No widzisz Żaboćku, ja w bierzmowaniu dopiero drugie imię dostałem, zawsze miałem żal o to do rodziców, że mam tylko jedno imię.
Wiara to dla mnie dość abstrakcyjna rzecz. Dałbym wiele za to, by móc jak inni wierzyć. Problem w tym, że ja nie wierzę w to, iż oni wierzą. Ci wierzący. Paragraf dwudziesty drugi.
-
2009/02/10 16:36:01
A`propos aborcji w sredniowieczu. Św. Tomasz pisał w swych rozprawach, że do trzeciego miesiąca ciąży, mozna legalnie wykonac aborcje, ponieważ płód do tego czasu nie ma duszy. A jak zapewne wszyscy wiedzą, skatalogował też aniołow, ludzi i zwierzęta - jak Nietzsche w swej teorii nadludzi i podludzi. Z tym, że Nietzsche nawet sobie nie wyobrażał, że wycinek jego filozofii zostanie tak brutalnie przerobiony przez hitlerowców. A taki Platon na przykład wymyslił obozy koncentracyjne. A w Spracie co się wyprawiało? Pisał o tym Herodot w "Dziejach". Kirkegaard jest moim zdaniem najlepszym autorem, który moze ateiście powiedzieć coś o wierze. Polecam.
-
2009/02/11 09:06:53
Czytałem Kierkegaarda, jako nastolatek jeszcze. Mrok i coś nie do uniknięcia, taką atmosferę odnalazłem potem u Singera, choć z jego książek pamiętam tylko klimat, nic z treści. Prawie nic.
Pamiętam, że Kierkegaard zrobił na mnie wrażenie. Ale nie pamiętam na tyle by tu cokolwiek mądrego napisać.






site statistics