Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Niedźwiedzica i cukier

Młoda kobieta zaczyna się mną interesować, mi to schlebia, podnosząc moje ego i - choćby na chwilę - tworzy się obietnica, przypuszczenie, możliwość, że coś nastąpi. No i ja wtedy próbuję się odwołać do klasyki gatunku, do jakiegoś kanonu. Żeby naświetlić jej sytuację. Chodzi mi tu o to, co rozgrywa się w moim umyśle i co ja uważam, że dzieje się u niej w głowie.

Próbowałem znaleźć jakieś uniwersalne odniesienie - w literaturze bądź filmie - do pewnej znamiennej sytuacji w relacjach damsko męskich. Można nawet powiedzieć, że poszukiwałem klasyki, wręcz wzorcowego przykładu, znajdującego się w kanonach kina czy książki.
Chodzi najogólniej o sytuację: ona młoda, bez doświadczeń, bagażu, a on dojrzały, wręcz stary, zmęczony sceptyczny i z dystansem do swych przeszłości i przyszłości.
Czasem po prostu natrafiam na taką sytuację i chcę takiej młodej dziewczynie wyjaśnić moje postrzeganie sprawy. No bo jak wiadomo czasem tworzą się takie więzi. Młoda kobieta zaczyna się mną interesować, mi to schlebia, podnosząc moje ego i - choćby na chwilę - tworzy się obietnica, przypuszczenie, możliwość, że coś nastąpi. No i ja wtedy próbuję się odwołać do klasyki gatunku, do jakiegoś kanonu. Żeby naświetlić jej sytuację. Chodzi mi tu o to, co rozgrywa się w moim umyśle i co ja uważam, że dzieje się u niej w głowie.
Kwestie zbliżeń fizycznych, erotycznych fascynacji czy różnych dramatycznych perypetii z tym związanych są dość popularne i szeroko opisane w literaturze. Jest o tym masa filmów, kupa zapisanych blogów opisujących doznania zarówno jednej jak i drugiej strony. I właśnie ta mnogość, popularność zjawiska, moim zdaniem nieskanonizowanego, stanowi dla mnie kłopot. Nie mam zamiaru kanonizować, kandyzować, ani też kompilować tego, po prostu chcę znaleźć klasykę gatunku. Tak jak Romeo i Julia mówi o nieszczęśliwej miłości tak jak Ryszard III opowiada o żądzy władzy, tak tu chciałbym odnaleźć coś, na co mógłbym się powołać. Tak by ta dziewczyna z maturą mogła to pojąć. Tak pojąć, byśmy znaleźli wspólny punkt gdzie się zazębimy.
Nie biorę pod uwagę sytuacji odwrotnej: ona starsza i po przejściach, a on młody i niewinny. Choć tu znalazłbym przykłady: Absolwent w kinie czy w literaturze relacja Telimena - Tadeusz w Panu Tadeuszu. Poza tym tu nic nie rozgrywa się w sferze psychiki, nie ma tej całej głębi i tego czegoś niewyobrażalnego, nieopisanego. Bo - jak wiadomo - kurewstwa nie sprowadza się do roli klasyki. Stąd drugi wariant generalnie odpada. Nie można czynić kanonu ze zwykłego gżenia się i ze  związków, które są z definicji kiczowate.

Zwykle pierwsza pozycja jaka mi przychodzi do głowy to Miejscowość zwana Kindberg (Lugar llamado Kindberg) Julio Cortázara. Krótkie i burzliwe spotkanie Liny i Marcelo. Bo to jest osobista historia pisarza, bo on wyzwolił się z przeszłości, z dobrych szkół Buenos Aires i spełniał swe pragnienia z dzieciństwa. Tęsknotę za włóczęgostwem i próbę, spóźnionego zamknięcia kawału życia. Lina z opowiadania, która błyskawicznie pomaga Marcelo rozliczyć przeszłość i skłania go niejako, do decyzji o samobójstwie: sto sześćdziesiąt kilometrów na godzinę “z twarzą pochyloną nad kierownicą, tak jak Lina pochylała swoją, bo tak robią niedźwiedzice, gdy jedzą cukier”.
Pozycja ta jest dość wygodna do polecenia, bo to krótkie opowiadanie, a te młode dziś nie czytają długich rzeczy. No po co? Przecież są Google, a ważną klasykę zekranizowano. Lugar llamado Kindberg to zaledwie 10 stron, ekstrakt i esencja tego o czym piszę. Ale czy można to zrozumieć bez znajomości życia argentyńskiego pisarza, bez odniesienia się do innych jego pozycji? Nie mam zielonego pojęcia.
Można uzupełnić to filmem Sofii Coppoli Między słowami (Lost in translation). Bo tam mamy oko kobiety, ale - by oczyścić film ze zbędnego balastu, który mógłby skomplikować odbiór - córka wielkiego reżysera umieściła akcję w Japonii, w tej niezrozumiałej dla Europejczyków i Amerykanów kulturze. Sterylnej, tradycyjnej, hermetycznej i…  już starczy przymiotników. Chyba po to, by stworzyć neutralne tło. Na Zachodzie nikogo nie dziwi jakiś związek ludzi z dowolną różnicą wiekową. Gdyby akcja rozgrywała się w Nowym Jorku czy Paryżu, wszyscy by byli zawiedzeni, że nie ma seksu, samobójstwa, mocnej akcji czy innych fajerwerków. Tokio usprawiedliwia tę konwencję, usypia tłem. Można spróbować skupić się na zrozumieniu przeżywania, posłuchaniu myśli bohaterów tych - niezwykle lirycznych - scen. Sofia Coppola wiedziała, że musi dołożyć coś, okrasić film, bo nie sprzedałby się on, tak jak źle się sprzedawał Niebieski Kieślowskiego. Amerykanie czy dzisiejsi młodzi ludzie nie umieją oglądać filmu, w którym ktoś cierpi przez kilkadziesiąt minut i nic się nie dzieje. W Lost in translation mamy klimat Japonii i parę zabawnych sytuacji - nieporozumień, które są pretekstem do tytułu, wstępu. To okrasa, która wynagradza cierpliwość i słodzi nudę.

I jeszcze fragment opowiadania Cortázara:

ręka Liny, nieśmiała w jego dłoni, grzywka zasłaniająca jej oczy, wreszcie pytająca, czy mogłaby podjechać z nim jeszcze kawałek, bo jest tak dobrze, niechby jeszcze trochę potrwało, takie cudowne słońce, prześpimy się w jakimś lasku, pokażę ci płytę i rysunki, jeżeli wolisz, to tylko do wieczora czuć, że tak, że chce, że przecież nie ma żadnego powodu, dla którego miałby nie chcieć delikatnie odsunąć jej rękę, i powiedzieć, że nie, lepiej nie, lepiej nie, wiesz, tu łatwo złapiesz stop, to duże skrzyżowanie i niedźwiedzica przytakująca, jakby nagle uderzona, już odległa…

Paradoksem takiej sytuacji jest to, że mężczyzna ma już mniej przyszłości, a on przerywa ten - być może najpiękniejszy w jego życiu - ciąg zdarzeń. Ma więcej przeszłości do stracenia, choć ona absurdalnie zdaje się w takich momentach bezsensowna. To jest najwyższy test dojrzałości dla facetów, jeśli mieli szczęście coś takiego przeżyć. Ale i też test dla kobiety, tej trzeciej, która zrozumie i podejdzie z wyrozumiałością do takiego zdarzenia. Jeśli on przeżyje, wróci, to będzie go już mieć dla siebie, oczyszczonego z resztek chłopca i kompleksu Edypa. Wtedy z tym wypielęgnowanym warzywem, może czekać spokojnej starości.
To jest taki specyficzny test, bo logiczne i rozsądne rozwiązanie go jest smutne, ale to taki rodzaj melancholii, która kończy się uśmiechem.

Napisane 23 grudnia 2008. Pochodzi z mojego bloga na WordPressie. Nigdy się nie przyznam, że pisany był dla A.

piątek, 20 lutego 2009, proces7
Komentarze
2009/02/20 15:31:07
To trochę nie tak jest z tym kurewstwem kobiet ( dojrzałych ) będących w związkach z młodszymi partnerami ;)
Półkula odpowiedzialna za emocje jest u nas rozwinięta bardziej niż u mężczyzn .
To co postronnemu obserwatorowi perwersją wydawać się może , w rzeczywistości wysublimowaną grą wstępną w mózgu jest .
-
2009/02/20 18:22:27
Jeśli rzecz tyczy się miłości, to początkowe cyfry numeru pesel, jego numeru, czy jej numeru nie mają najmniejszego znaczenia.
-
2009/02/20 21:20:35
Nigdy się nie przyznam, że pisany był dla A.


Nie musisz się przyznawać. To jest napisane między słowami.
-
2009/02/21 15:51:06
Maskano, oczywiście, jeśli rzecz tyczy się miłości, pesel nie ma znaczenia, a już początkowe jego cyfry bynajmniej.. W sumie zawsze najważniejsza jest ilość cyfr na koncie.

Delfino, faceci mają zawsze jedno jądro większe, to jest właśnie chyba to odpowiedzialne za emocje. Podobno z miłości może rozsadzić facetowi jajca.

Za dużo czytasz między słowami Sofijki. Zdecydowanie więcej niż tam jest de facto napisane.
-
2009/02/21 17:24:06
tak tak, ja wszystko źle.. cokolwiek by to nie było.
-
2009/02/21 22:59:12
W sumie zawsze najważniejsza jest ilość cyfr na koncie.
Moim koncie? czy jego?
-
2009/02/21 23:08:23
Moim koncie? czy jego?

Zależy od zajmowanej pozycji. Krótka oznacza sprzedaż. Długa zaś kupno.
-
2009/02/21 23:38:39
Parzy mnie cynizm. Wolę ciepłe muskanie naiwności.
Kontrahentom dziękuję.
-
2009/11/11 22:58:01
Przezywanie takiego zwiazku jak opisuje autor jest trudne. Wiedza, ze to wszystko opiera sie o jej okaleczone dziecinstwo i moje okaleczone dojrzewanie zabarwia relacje dziwnymi podtekstami. Chec posiadania potomstwa/rodzicow walczy z checia zaspokojenia najblizszej potrzeby - potrzeby posiadania partnera, kogos, kto nas rozumie, akceptuje i wypatruje, gdy odplywamy na chwile...
Gdy sie tak trudno kochalo - wiemy to ze wrazenie jest jakby slonce tylko dla nas, ale czemu zatem wstyd nam tej relacji??
Moja skonczyla sie tragedia... ciekawe, ze wspomina autor o Lost in translation... dla mnie to akurat bylo ukojenie...





Terapie



site statistics