|
Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu
Niedźwiedzica i cukierMłoda kobieta zaczyna się mną interesować, mi to schlebia, podnosząc moje ego i - choćby na chwilę - tworzy się obietnica, przypuszczenie, możliwość, że coś nastąpi. No i ja wtedy próbuję się odwołać do klasyki gatunku, do jakiegoś kanonu. Żeby naświetlić jej sytuację. Chodzi mi tu o to, co rozgrywa się w moim umyśle i co ja uważam, że dzieje się u niej w głowie.
Próbowałem znaleźć jakieś uniwersalne odniesienie - w literaturze bądź filmie - do pewnej znamiennej sytuacji w relacjach damsko męskich. Można nawet powiedzieć, że poszukiwałem klasyki, wręcz wzorcowego przykładu, znajdującego się w kanonach kina czy książki. Zwykle pierwsza pozycja jaka mi przychodzi do głowy to Miejscowość zwana Kindberg (Lugar llamado Kindberg) Julio Cortázara. Krótkie i burzliwe spotkanie Liny i Marcelo. Bo to jest osobista historia pisarza, bo on wyzwolił się z przeszłości, z dobrych szkół Buenos Aires i spełniał swe pragnienia z dzieciństwa. Tęsknotę za włóczęgostwem i próbę, spóźnionego zamknięcia kawału życia. Lina z opowiadania, która błyskawicznie pomaga Marcelo rozliczyć przeszłość i skłania go niejako, do decyzji o samobójstwie: sto sześćdziesiąt kilometrów na godzinę “z twarzą pochyloną nad kierownicą, tak jak Lina pochylała swoją, bo tak robią niedźwiedzice, gdy jedzą cukier”. I jeszcze fragment opowiadania Cortázara:
Paradoksem takiej sytuacji jest to, że mężczyzna ma już mniej przyszłości, a on przerywa ten - być może najpiękniejszy w jego życiu - ciąg zdarzeń. Ma więcej przeszłości do stracenia, choć ona absurdalnie zdaje się w takich momentach bezsensowna. To jest najwyższy test dojrzałości dla facetów, jeśli mieli szczęście coś takiego przeżyć. Ale i też test dla kobiety, tej trzeciej, która zrozumie i podejdzie z wyrozumiałością do takiego zdarzenia. Jeśli on przeżyje, wróci, to będzie go już mieć dla siebie, oczyszczonego z resztek chłopca i kompleksu Edypa. Wtedy z tym wypielęgnowanym warzywem, może czekać spokojnej starości. Napisane 23 grudnia 2008. Pochodzi z mojego bloga na WordPressie. Nigdy się nie przyznam, że pisany był dla A. piątek, 20 lutego 2009, proces7
Komentarze
2009/02/20 18:22:27
Jeśli rzecz tyczy się miłości, to początkowe cyfry numeru pesel, jego numeru, czy jej numeru nie mają najmniejszego znaczenia.
2009/02/20 21:20:35
Nigdy się nie przyznam, że pisany był dla A.
Nie musisz się przyznawać. To jest napisane między słowami. 2009/02/21 15:51:06
Maskano, oczywiście, jeśli rzecz tyczy się miłości, pesel nie ma znaczenia, a już początkowe jego cyfry bynajmniej.. W sumie zawsze najważniejsza jest ilość cyfr na koncie.
Delfino, faceci mają zawsze jedno jądro większe, to jest właśnie chyba to odpowiedzialne za emocje. Podobno z miłości może rozsadzić facetowi jajca. Za dużo czytasz między słowami Sofijki. Zdecydowanie więcej niż tam jest de facto napisane. 2009/02/21 22:59:12
W sumie zawsze najważniejsza jest ilość cyfr na koncie.
Moim koncie? czy jego? 2009/02/21 23:08:23
Moim koncie? czy jego?
Zależy od zajmowanej pozycji. Krótka oznacza sprzedaż. Długa zaś kupno. 2009/02/21 23:38:39
Parzy mnie cynizm. Wolę ciepłe muskanie naiwności.
Kontrahentom dziękuję. 2009/11/11 22:58:01
Przezywanie takiego zwiazku jak opisuje autor jest trudne. Wiedza, ze to wszystko opiera sie o jej okaleczone dziecinstwo i moje okaleczone dojrzewanie zabarwia relacje dziwnymi podtekstami. Chec posiadania potomstwa/rodzicow walczy z checia zaspokojenia najblizszej potrzeby - potrzeby posiadania partnera, kogos, kto nas rozumie, akceptuje i wypatruje, gdy odplywamy na chwile...
Gdy sie tak trudno kochalo - wiemy to ze wrazenie jest jakby slonce tylko dla nas, ale czemu zatem wstyd nam tej relacji?? Moja skonczyla sie tragedia... ciekawe, ze wspomina autor o Lost in translation... dla mnie to akurat bylo ukojenie... |
|
Półkula odpowiedzialna za emocje jest u nas rozwinięta bardziej niż u mężczyzn .
To co postronnemu obserwatorowi perwersją wydawać się może , w rzeczywistości wysublimowaną grą wstępną w mózgu jest .