Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Lokator

tenant Pierwszy raz zobaczyłem ten film dopiero w latach osiemdziesiątych. I wcale mnie nie przerażał, nie zwabiał do refleksji nad bytem. Na pewno urzekał atmosferą kafkowskiego "Procesu". Choć miał być to w zamyśle thriller psychologiczny. Najbardziej zaś urzekł mnie i porwał jedną, wcale nieistotną dla treści, sceną.
Chodziło o zmianę zamówienia w paryskiej kafejce. Zamiast Gauloises i filiżanki kawy, Trelkovsky, grany przez samego Mistrza, pod presją, niczym lekko acz stanowczo popychany kafkowski bohater, zmienia zamówienie i kupuje Marlboro i czekoladę.

 tenant
 tenant

Owszem, w filmie ma to swą symbolikę, ale dla mnie wówczas - w latach osiemdziesiątych - były to towary niecodzienne. Bo sam Paryż w Lokatorze jest szary, ponury i smutny, równie dobrze mogłaby to być Praga Kafki. Stąd miasto Lokatora wcale nie różniło się od ponurego peerelowskiego Krakowa.
Dla mnie ten szczegół, który zapamiętałem i dla którego kilka razy powtórnie obejrzałem ten film, miał wymiar tęsknoty za Zachodem, która mieściła się w wyborze. A jej wyobrażeniem była wymiana gorzkiej kawy i kwaśnych papierosów na słodką czekoladę i kolorowe Marlboro. Choć i te pierwsze, wymienione przeze mnie produkty, były w Peerelu luksusem.

tenant Kobiety też pachniały wówczas inaczej, ale to temat na inną sugestię. To Stella grana przez Isabellę Adjani, jakby ktoś nie wiedział.

"Le Locataire" pasował wówczas do wielu miast w Europie, Polański mógł go umiejscowić gdziekolwiek, gdzie są obcy i dulscy. Tak jak Józef K., Trelkovsky pasowałby prawie wszędzie.
Pomijając już fakt, że Hłasko pisał w "Pięknych dwudziestoletnich", że Polański potrafił zagrać każdego i każdą rzecz. Jeśli mieli w teatrze rolę dla drzewa czy ptaka, brali Romana Polańskiego.
Blogopisacz jest w pełnym sensie Lokatorem blogoprzestrzeni. Musi dostosować się do warunków, oczekiwań innych, administracji, co czyni go bezwładnym i bezsilnym wobec jakiegoś tajemnego urzędu. Easy Rider zostanie, prędzej czy później, odstrzelony. Dla dobra ludzkości i blogoprzestrzeni rzecz jasna.

środa, 11 lutego 2009, proces7
Komentarze
2009/02/11 16:02:16
Filmu nie widziałam, ale czytałam książkę. I pamiętam ten fragment z czekoladą i Marlboro, ale widzisz, ja czytałam tę książkę w zupełnie innych czasach niż Ty oglądałeś ten film. I opisana przez Ciebie scena nie budziła we mnie żadnych tęsknot, bo to, co było dla Ciebie luksusem, dla mnie było już codziennością.
-
2009/02/11 16:52:55
Smutne jest życie bez tęsknot, Alkacjo. Czerwone Marlboro palę do dziś. Ale czekolady nie pijam, zacznę. Przed wyskoczeniem z okna dam Ci hasła do blogasków.
-
2009/02/11 20:22:16
W miękkim opakowaniu? Są fajnie, wymiętolone. Czekolada gorąca jest pyszna, mam jakąś belgijską.
Proces, nie skacz z okna, bo sobie jeszcze krzywdę zrobisz!
-
2009/02/11 23:15:41
Pijalnia PRAWDZIWEJ gorącej gęstej i słodkiej czekolady / nie jakichś tam rozcieńczonych proszków o smaku kakaa/ jest w na Monciaku w Sopocie. Będziesz przejazdem, to wpadnij.
-
2009/02/12 19:30:48
Roman Polański wg Hłaski ("Piękni dwudziestoletni"), potrafił zagrać klamkę. A pewnego razu ( wg tej samej ksiażki ) rzucił w rozmówcę butelką, ponieważ jak sam powiedział:"Chciał sprawdzić jego reakcję".
-
2009/02/12 19:40:49
No ja tak dokładnie nie pamiętałem, Uefqa. Fajnie, że przypomniałaś, dziękuję. Czytałem to ze 20 lat temu albo więcej. Mnie się kojarzyło, że potrafił zagrać coś na drzewie. A to z butelką to było znamienne, istotnie. Pamiętam tę książkę, bo ona mi powiedziała jak kumplowi załatwić zwolnienie z wojska. I udało się, miał być 2 lata, a wyszedł po 6 miesiącach.
-
2009/02/12 19:43:39
Podoba mi się w miękkim. Chyba w "Czasie Apokalipsy" żołnierze amerykańscy wkładali je w opaski parciane na hełmach. Teraz sobie skojarzyłem, że przez to mogli być bardziej widoczni dla strzelców z Vietcongu.
-
2009/02/13 08:49:46
Proces - proszę bardzo;) A z drzewem to już inna historia - w tej samej ksiażce, owszem ale dotyczy poglądania. Z rzeczonego drzewa;) Nie będę rozwijała tego tematu, ponieważ jest to fragment dosyć dwuznaczny, a nie chcę, by jakieś nastolatki się zgorszyły;) Mnie osobiscie najbardziej podobał się rozdział V czyli "Feliks Dzierżyński i Bogey";) Można się z niego wiele nauczyć, w jaki sposób wymigać się od rozmaitych "obowiązków wobec kraju" oraz zdobyć azyl polityczny. Podejrzewam, ze ten właśnie rozdział stał się podstawą tajmniczej akcji, polegajacej na wcześniejszym zwolnieniu kolegi;)





Terapie



site statistics