|
Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu
Deja vuWziąłem kurs szybkiego czytania, zdołałem przeczytać "Wojnę i pokój" w dwadzieścia minut. To jest o Rosji. Woody Allen Spotykam się z tym w sieci: ludzie opowiadają o swym czytelnictwie, jakie to książki przeczytali. To niejako ich nobilituje, podnosi rangę komentatora i prestiż blogopisacza na przykład. piątek, 02 stycznia 2009, proces7
Komentarze
winnata
2009/01/02 18:25:33
Strach jest złym doradcą. Zamiast czerpać i odnajdywać sam się ograniczasz, ale to są wybory.
2009/01/03 03:58:59
Kawciu, a dlaczego nie trwać w iluzji? Wspomnienia to nie giełda papierów wartościowych.
I zgadzam się z Procesem: "...boję się powracać, po co ryzykować utratę czegoś pięknego i niepowtarzalnego?" Wspomnienia zapisują się w naszej głowie wyobrażeniem, wrażeniem, mgnieniem, czasami tą jedną chwilą, która zadecydowała o tym, że ta kawa już nigdy później nie smakowała tak samo, nie dlatego, że była taka dobra, a dlatego, że pita była właśnie tego dnia, nad morzem, o czwartej nad ranem, a powietrze pachniało schyłkiem lata. I chcąc ponownie odnaleźć smak tej kawy, najpierw musielibyśmy odnaleźć smak tej chwili. Ale jak to zrobić, żeby się nie rozczarować? 2009/01/03 10:16:10
Alu, wspomnienia zawsze pozostaną takie same, jeśli coś pamiętasz pozostanie w Twojej pamięci właśnie takim jak zapamiętałaś. Gdy spróbujesz ponownie wrócić do podobnej sytuacji stworzy się jedynie następne wspomnienie, a może lepsze? Może dostrzeżesz tam coś więcej, czego nie dane Ci było dostrzec wcześniej? Może zrozumiesz uniwersalność tego zdarzenia i możliwość realizacji go w sensie "szerzej"? Ja nikomu nie staram się wskazać co ma robić, sama jednak lubię wracać, próbować, lubię się przekonać i zrozumieć, lubię wiedzieć i zrozumieć to co mnie dotyczyło do końca. A może te wspomnienia i iluzja jaką z ich pojawieniem się stworzyliśmy nie pozwalają nam na pełniejszą egzystencję w naszej codzienności, na zrozumienie i przymrużenie oka kiedy powinniśmy je przymrużyć? To są wybory, wpadamy w pułapkę tych wyborów.
Strach nie jest dobrym doradcą, wiem to na pewno, kiedyś żyłam w strachu i dopiero gdy go odrzuciłam, oswoiłam się z możliwością najgorszego, przełamałam swoje przekonanie, że nastąpi najgorsze zaczęłam żyć pełnią życia i zrozumiałam czym się kierować. Zawsze należy odrzucać strach, uwierz mi. 2009/01/03 11:45:22
Inna sprawa, że takie powroty są niemożliwe. Nie umiem tego wyjaśnić. To tak jakby zmarli powrócili, wiem to, jakoś intuicyjnie wyczuwam, że nie czuliby się tu dobrze. O ile to jest oczywiste pewnie dla wielu, to już mniej dosadne pozostaje to, że ja czułbym się źle.
De facto tęsknimy za tymi, którzy odeszli: umarli albo odeszli w inny sposób. Ale gdyby wrócili, okazałoby się, że wcale ich nie chcemy. Dobrze, że umarli nie wracają, to zdewaluowałoby pojęcie tęsknoty. 2009/01/03 23:01:10
Prowokuję swoją pamięć. Odświeżam miejsca, twarze, obrazy. Często bywają ładniejsze niż utrwaliłam je w pamięci. Czasem warto zaryzykować.
2009/01/03 23:08:44
Czasami wracam do fimów, ale bardzo rzadko, ciągle do muzyki i wybiórczo do książek. W sumie czy warto wracać jak tyle nowego do odkrycia jeszcze zostało?
2009/01/03 23:17:55
Owszem, powracam też do starych rzeczy, ale rzadko. Za to powracam to kilku po raz setny. Mam filmy, które obejrzałem dziesiątki, a może setki razy, książki, które przeczytałem kilka albo kilkanaście razy. To jak seks ze starą kochanką. Może nie ma fajerwerków, ale będzie dobrze. Boję się tego drugiego razu przy filmach i książkach, musiałem sporo razy próbować, skoro mam obawy. Jeśli drugi i trzeci raz przebrnę z satysfakcją, to już pokocham.
Dostałem kiedyś książki Pamuka i Coetzee'go. Dawno już, na któreś tam urodziny z kolei. Nie przeczytałem. Bo to niepewne. Wolę wziąć "Jesień patriarchy" po raz dwudziesty i wiem, że to będzie dobre, choć już raz widziane przecież. Nie raz nawet. 2009/01/04 13:45:55
Ja, jeśli chodzi o filmy i książki, lubię do nich powracać gdy już zapomnę co właściwe było w ich treści. Nie lubię tego rodzaju powtórzeń, dla mnie ważny jest sens opowieści, wrażenie i to co z niej wyciągnęłam dla siebie, potem szukam już nowego. Czasem są opowieści, które wywarły na mnie większe wrażenie i te zapamiętuję, inne szybko ulatują mi z pamięci. Nigdy nie była dla mnie ważny tytuł, czy sam autor, ale treść. Dopiero tu przebywając więcej z Wami zaczęłam zwracać większą uwagę na nazwy. Na przykład "Kikę" oglądałam wcześniej dwa razy i byłam pod wrażeniem, ale nie znałam tytułu, ani nie wiedziałam kto nakręcił ten film, fajny był powrót do tego filmu po Twojej notce i uświadomienie sobie, że ja ten film znam i to bardzo dobrze... :)
2009/01/04 16:05:28
fajny był powrót do tego filmu po Twojej notce i uświadomienie sobie, że ja ten film znam i to bardzo dobrze.
Ukrywam swój feminizm, nie afiszuję się z nim jak pewne snoby dla poklasku. Wiesz dlaczego? Bo zaraz złażą się zauroczone flądry, które natychmiast czynią mnie mizoginem. 2009/01/05 21:12:05
Były takie filmy, co do których niejako czułem, że powrót skończy się rozczarowaniem. Np. "Amelia", po drugim obejrzeniu nie wydał mi się już zachwycający
Ale np. "Gusta i guściki" za każdym razem robią na mnie coraz większe wrażenie. Dlatego lubię wracać i weryfikować swoje spojrzenie. Są też filmy, które MUSZĘ obejrzeć 2-3 raz bo cały czas tkwią w mojej głowie. Ostatnio cały czas chodzi za mną "Między słowami" 2009/01/06 00:54:20
Dla mnie takim rozczarowaniem był "La vita e bella", wziąwszy pod uwagę fakt, że za pierwszym razem oglądałem go koło pięciu godzin. Była awaria w kinie, brakło prądu. Większość poszła do domu, nie czekała. Ja czekałem i byłem zadowolony. Potem obejrzałem go znów i pomyślałem, że nie warto było czekać. Ale na przykład "Skazani na Shawshank" dopiero za dziesiątym pewnie razem zaczął mnie razić. No wiesz Red Murzyn i ten cały patos, etc.
Do "Między słowami" to musimy jeszcze dojrzeć, o ile jesteśmy w podobnym wieku Pjerry. No i jeszcze nie mam upatrzonej tej dziewczyny, bym mógł film delektować z innej perspektywy. "Lot nad kukułczym gniazdem" czy "Pulp Fiction" mogę oglądać non stop. To samo z filmami Kieślowskiego, "Edim" i "Pierwszym milionem" (wiem, że może nie zachwycać, ale jest bardzo o mnie). |
|