Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Deja vu

Wziąłem kurs szybkiego czytania, zdołałem przeczytać "Wojnę i pokój" w dwadzieścia minut. To jest o Rosji.

Woody Allen

Spotykam się z tym w sieci: ludzie opowiadają o swym czytelnictwie, jakie to książki przeczytali. To niejako ich nobilituje, podnosi rangę komentatora i prestiż blogopisacza na przykład.
Jest spora różnica pomiędzy przeczytać a przeczytać. Czytałem sporo lektur, na przykład z takiego "Nad Niemnem" nie pamiętam dosłownie nic. Choć przeczytałem każdą stronę! Nie jakąś ściągę, ale żywą książkę. Takich przykładów jest całe mnóstwo. Mówię: wiem, znam, widziałem. Tak jak widziałem piramidy, Granadę, wulkany czy Wielki Mur Chiński. Nie sądzę bym przez to widzenie stał się bogatszy na umyśle. Z innych książek pamiętam dużo więcej niż de facto zawierają. Wiele niepozornych miejsc wygląda w moich oczach dużo barwniej niż naprawdę w nich jest kolorów.
Nie wiem czy Buenos jest lepsze u Cortázara czy widziane z tramwaju na La Placie. Wiem, że czasem pewnych miejsc lepiej nie widzieć, by ich pragnąć. To chyba tak jak z kobietami. Można je kochać, gdy są już odległe (lejana) albo gdy nieosiągalne.
Często celowo nie wracam do jakichś filmów czy książek sprzed lat, by nie zepsuć sobie wyobrażenia, tego uczucia, które mnie łączy z obrazem czy - już tysiące razy przegotowanym przez mój umysł - tekstem. Żeby nie wychwycić tych niuansów, kontekstów, które kiedyś zachwycały, a dziś już tego nie czynią. Bo już nie umiem poddać się zachwytowi. Stępiłem się, wpadłem w rutynę, stwardniałem? Coś jakby tak.
Owszem, bywają przypadki, że dzieje się odwrotnie, że odkrywam w raz widzianym coś nowego, co wcześniej przeoczyłem. Problem w tym, że do rzeczy zaliczonych, które mnie nie ujęły bądź ujęły za mało, nie chce mi się wracać.
A do tych co to dech mi zaparły i śniły się nocą i o świcie, boję się powracać. Po co ryzykować utratę czegoś pięknego i niepowtarzalnego?

piątek, 02 stycznia 2009, proces7
Komentarze
2009/01/02 18:25:33
Strach jest złym doradcą. Zamiast czerpać i odnajdywać sam się ograniczasz, ale to są wybory.
-
2009/01/03 03:58:59
Kawciu, a dlaczego nie trwać w iluzji? Wspomnienia to nie giełda papierów wartościowych.
I zgadzam się z Procesem: "...boję się powracać, po co ryzykować utratę czegoś pięknego i niepowtarzalnego?"
Wspomnienia zapisują się w naszej głowie wyobrażeniem, wrażeniem, mgnieniem, czasami tą jedną chwilą, która zadecydowała o tym, że ta kawa już nigdy później nie smakowała tak samo, nie dlatego, że była taka dobra, a dlatego, że pita była właśnie tego dnia, nad morzem, o czwartej nad ranem, a powietrze pachniało schyłkiem lata. I chcąc ponownie odnaleźć smak tej kawy, najpierw musielibyśmy odnaleźć smak tej chwili. Ale jak to zrobić, żeby się nie rozczarować?
-
2009/01/03 10:16:10
Alu, wspomnienia zawsze pozostaną takie same, jeśli coś pamiętasz pozostanie w Twojej pamięci właśnie takim jak zapamiętałaś. Gdy spróbujesz ponownie wrócić do podobnej sytuacji stworzy się jedynie następne wspomnienie, a może lepsze? Może dostrzeżesz tam coś więcej, czego nie dane Ci było dostrzec wcześniej? Może zrozumiesz uniwersalność tego zdarzenia i możliwość realizacji go w sensie "szerzej"? Ja nikomu nie staram się wskazać co ma robić, sama jednak lubię wracać, próbować, lubię się przekonać i zrozumieć, lubię wiedzieć i zrozumieć to co mnie dotyczyło do końca. A może te wspomnienia i iluzja jaką z ich pojawieniem się stworzyliśmy nie pozwalają nam na pełniejszą egzystencję w naszej codzienności, na zrozumienie i przymrużenie oka kiedy powinniśmy je przymrużyć? To są wybory, wpadamy w pułapkę tych wyborów.
Strach nie jest dobrym doradcą, wiem to na pewno, kiedyś żyłam w strachu i dopiero gdy go odrzuciłam, oswoiłam się z możliwością najgorszego, przełamałam swoje przekonanie, że nastąpi najgorsze zaczęłam żyć pełnią życia i zrozumiałam czym się kierować. Zawsze należy odrzucać strach, uwierz mi.
-
2009/01/03 11:45:22
Inna sprawa, że takie powroty są niemożliwe. Nie umiem tego wyjaśnić. To tak jakby zmarli powrócili, wiem to, jakoś intuicyjnie wyczuwam, że nie czuliby się tu dobrze. O ile to jest oczywiste pewnie dla wielu, to już mniej dosadne pozostaje to, że ja czułbym się źle.
De facto tęsknimy za tymi, którzy odeszli: umarli albo odeszli w inny sposób. Ale gdyby wrócili, okazałoby się, że wcale ich nie chcemy. Dobrze, że umarli nie wracają, to zdewaluowałoby pojęcie tęsknoty.
-
2009/01/03 23:01:10
Prowokuję swoją pamięć. Odświeżam miejsca, twarze, obrazy. Często bywają ładniejsze niż utrwaliłam je w pamięci. Czasem warto zaryzykować.
-
2009/01/03 23:08:44
Czasami wracam do fimów, ale bardzo rzadko, ciągle do muzyki i wybiórczo do książek. W sumie czy warto wracać jak tyle nowego do odkrycia jeszcze zostało?
-
2009/01/03 23:17:55
Owszem, powracam też do starych rzeczy, ale rzadko. Za to powracam to kilku po raz setny. Mam filmy, które obejrzałem dziesiątki, a może setki razy, książki, które przeczytałem kilka albo kilkanaście razy. To jak seks ze starą kochanką. Może nie ma fajerwerków, ale będzie dobrze. Boję się tego drugiego razu przy filmach i książkach, musiałem sporo razy próbować, skoro mam obawy. Jeśli drugi i trzeci raz przebrnę z satysfakcją, to już pokocham.
Dostałem kiedyś książki Pamuka i Coetzee'go. Dawno już, na któreś tam urodziny z kolei. Nie przeczytałem. Bo to niepewne. Wolę wziąć "Jesień patriarchy" po raz dwudziesty i wiem, że to będzie dobre, choć już raz widziane przecież. Nie raz nawet.
-
2009/01/04 13:45:55
Ja, jeśli chodzi o filmy i książki, lubię do nich powracać gdy już zapomnę co właściwe było w ich treści. Nie lubię tego rodzaju powtórzeń, dla mnie ważny jest sens opowieści, wrażenie i to co z niej wyciągnęłam dla siebie, potem szukam już nowego. Czasem są opowieści, które wywarły na mnie większe wrażenie i te zapamiętuję, inne szybko ulatują mi z pamięci. Nigdy nie była dla mnie ważny tytuł, czy sam autor, ale treść. Dopiero tu przebywając więcej z Wami zaczęłam zwracać większą uwagę na nazwy. Na przykład "Kikę" oglądałam wcześniej dwa razy i byłam pod wrażeniem, ale nie znałam tytułu, ani nie wiedziałam kto nakręcił ten film, fajny był powrót do tego filmu po Twojej notce i uświadomienie sobie, że ja ten film znam i to bardzo dobrze... :)

-
2009/01/04 16:05:28
fajny był powrót do tego filmu po Twojej notce i uświadomienie sobie, że ja ten film znam i to bardzo dobrze.

Ukrywam swój feminizm, nie afiszuję się z nim jak pewne snoby dla poklasku. Wiesz dlaczego? Bo zaraz złażą się zauroczone flądry, które natychmiast czynią mnie mizoginem.
-
2009/01/05 21:12:05
Były takie filmy, co do których niejako czułem, że powrót skończy się rozczarowaniem. Np. "Amelia", po drugim obejrzeniu nie wydał mi się już zachwycający
Ale np. "Gusta i guściki" za każdym razem robią na mnie coraz większe wrażenie. Dlatego lubię wracać i weryfikować swoje spojrzenie.
Są też filmy, które MUSZĘ obejrzeć 2-3 raz bo cały czas tkwią w mojej głowie. Ostatnio cały czas chodzi za mną "Między słowami"
-
2009/01/06 00:54:20
Dla mnie takim rozczarowaniem był "La vita e bella", wziąwszy pod uwagę fakt, że za pierwszym razem oglądałem go koło pięciu godzin. Była awaria w kinie, brakło prądu. Większość poszła do domu, nie czekała. Ja czekałem i byłem zadowolony. Potem obejrzałem go znów i pomyślałem, że nie warto było czekać. Ale na przykład "Skazani na Shawshank" dopiero za dziesiątym pewnie razem zaczął mnie razić. No wiesz Red Murzyn i ten cały patos, etc.
Do "Między słowami" to musimy jeszcze dojrzeć, o ile jesteśmy w podobnym wieku Pjerry. No i jeszcze nie mam upatrzonej tej dziewczyny, bym mógł film delektować z innej perspektywy.
"Lot nad kukułczym gniazdem" czy "Pulp Fiction" mogę oglądać non stop. To samo z filmami Kieślowskiego, "Edim" i "Pierwszym milionem" (wiem, że może nie zachwycać, ale jest bardzo o mnie).






site statistics