Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Mój pierwszy udawany orgazm

Niedawno w jakiejś sieciowej dyskusji zastanawialiśmy się, kto jest uprawniony do stanowienia kanonów w sztuce, filmie czy literaturze. Czy powinni robić to jacyś tajemniczy eksperci i fachowcy? Ludzie powszechnie szanowani, uznawani za autorytety w swoich dziedzinach?
Bo jeśli nie to któż? Demokratyczny głos ludu? Rynek i jego wycena?
Dla mnie odpowiedź jest prosta, oceny dokonuję ja, bo ja mam największą i najmojszą rację.

Pewnie wiele kobiet potrafi to robić lepiej, sam spotkałem wiele, które potrafiły udawać seksualne uniesienia ze mną i były dla mnie tak wiarygodne, że aż przechodziły mnie dreszcze, a moje ego ulatywało ponad dym wieżowców.

Miliony kobiet udają najlepiej, pewnie kłamią bardziej przekonywująco niż Sally z filmu Roba Reinera (1989 rok). Ale ta scena przeszła do klasyki i jest dla mnie kanonem kobiecego orgazmu. Bo klasykę tworzy obraz wykreowany, a nie rzeczywistość.
Nie jest ważne co było wcześniej, istotnym jest to, co zarejestrowano, powielono i rozpowszechniono. To, co polubiliśmy. Potem są już epigoni, którzy mogą jedynie zamówić to samo danie co ta pani. No bo nawet w tym interesie lepiej być pierwszym niż lepszym.

czwartek, 20 listopada 2008, proces7
Komentarze
2008/11/20 20:02:57
O wiele bardziej trafiona scena udawanego orgazmu jest w filmie "Za ile mnie pokochasz".
Ta z Meg Ryan oczywiście bardziej znana. Ale polecam, dla porównania.
-
2008/11/20 21:17:02
Nie widziałem tego filmu, a z wdzięcznością przyjmuję takie polecanie. Niechybnie obejrzę. Nie wiem jak to jest z pozycji udającej, ale wiem jak wygląda to z perspektywy odbiorcy udawania.
Wnoszę, że jesteś kobietą, zatem nie wiesz co przekonuje facetów, nieprawdaż? Możesz to wiedzieć z ich relacji, ale jeśli ich relacje są udawane?
-
2008/11/20 21:19:36
Sam film niestety jest marny, może więc nie warto się katować tylko dla jednej sceny ?
-
2008/11/20 21:22:19
Niektórzy dla tej jedynej sceny poświęcają dużo więcej niż kilkadziesiąt minut oglądania filmu. Wiem coś na ten temat. To jak ściganie króliczka. Obsada filmu, który sugerowałaś jest niezgorsza.
-
2008/11/22 17:26:48
No tak udawać trzeba umieć. A swoją drogą to przerąbane jak jest się zmuszonym do udawania.
-
2008/11/25 00:29:19
Jest jeden, jedyny sposób sprawdzenia prawdziwości orgazmu: na ten moment źrenice się rozszerzają jak po atropinie. Sprawdzone.
-
2008/11/25 07:36:42
Może i prawda, lecz jakoś sobie nie wyobrażam, żeby się w tym momencie wpatrywać komuś w źrenice ;-)
-
2008/11/25 17:47:22
Nie wiem czy wiecie, ale mężczyźni też mogą udawać orgazmy. Ja umiem. Może kiedyś o tym napiszę.
Z tymi źrenicami to skojarzył mi się fragment filmu, starego filmu "Ostatnie zadanie" z Jackiem Nicholsonem. To film sprzed ćwierć wieku.
Tam jest taka scena, w której marynarz, grany przez Jacka Nicholsona opowiada o pewnej prostytutce z jego miasta. Miała ona sztuczne oko. No i Billy (grany przez Nicholsona) twierdzi, że za 5 dolców, ta prostytutka wyjmowała oko i można ją było w to oko. Oczywiście Nicholson robi przy tym wymowny gest, mrużąc to oko.
-
2008/11/25 19:29:38
Ale w oko, czy w lej po oku ?
-
2008/11/25 19:34:31
Tak, racja, Lazymary, w oczodół. Choć chyba Nicholson mówił, że "w oczko".






site statistics