“Pewien kronopio kończy medycynę i otwiera sobie gabinet przy ulicy Santiago del Estero. Natychmiast pojawia się chory i zaczyna opowiadać mu o tym, co go boli i jak to w nocy nie sypia, a w dzień nie jada.
-Kup wielki bukiet róż -powiada kronopio. Chory wycofuje się zaskoczony, ale kupuje bukiet i natychmiast zostaje uzdrowiony. Pełen wdzięczności pojawia się u kronopia i poza honorarium wręcza mu- atencja pełna delikatności- przepiękny bukiet róż. Natychmiast po jego odejściu kronopio zapada na zdrowiu, wszystko go boli, w nocy przestaje spać, a w dzień nie może jeść.”
[Julio Cortázar, “Terapie” z tomu "Opowieści o kronopiach i famach i inne historie"].
Nie mam zielonego pojęcia czy będę wprowadzał jakąś systematykę gatunków blogo- forumowych, segregował typy. Gdzieś tam w głowie mam swój porządek i klasyfikację, ale nie wiem czy chcę to nazywać. Na pewno nie teraz, nie dziś, choć warto tej swoistej palecie gatunków poświęcić czas, bo właśnie jeden z nich- cipy wirtualne- zabijają dyskusję na blogach, czatach i forach. I kiedy to piszę, nie przemawia przeze mnie chwilowy impuls czy złość, które by mi nakazywały w tym momencie wyrzucić z siebie żałość czy udrękę.
Wiem o nich od dawna, znam je, czasem się zbliżam do nich, zapominam i one oplatają mnie bluszczem swej nijakości, rozlazłości i wysysają mnie, łupią mój umysł i kontrolują mój ognik życia. One chcą ugładzić szlaki wirtualne, posadzić trawniczki, wypielęgnować rabatki i ułożyć ten wirtualny światek. Żeby był pachnący, schludny i sterylny. Malują się rano przed szkłem monitora, planują wirtualny dzień, porządkują sobie blogaski i myśli w dyskusji, by były funkcjonalne na ekraniku komputerka. Żeby nic złego się nie wydarzyło, żeby zaplanowany i milutki dzionek był. Wzruszający tekścik, ulotny, niejasny, wieloznaczny palną, czasem pożegnają się hucznie z petardą pantofelka oplatającego brzydką stopę, osadzoną w tłustej dupie. Ale zawsze wracają do wirtualnych wodopojów, kiedy już zamienią okolice w betony i Sahary.
Na blogaskach, pośród kwiatuszków i miluśkich, wypełnionych emotkami komentarzy, snują się smętnie, bezszelestnie. Czasem wieszają karteczkę, w której protestują, że Darfur głoduje i ginie, choć cipy nie wiedzą, gdzie to leży i o co tam biega, bo i po co im ta wiedza? Albo ptaszki w dolinie chciałyby ratować, przed ekranikiem wstążeczką machając. Choć nie mają bladego pojęcia, gdzie te ptaszki, ani drogą obok ginących dolin nie jechały. Nie interesuje ich to, że miasto się dusi i ludzie w korkach a tiry im we łbach nerwicą dudnią. One ptaszki chcą ugłaskać i na blogasku wstążeczkę powiesić. O aborcji też mówią, ale jak im powiesz: skrobać ile wlezie, to zimnym chamem nazwą, a jak im zasugerujesz: zabronić skrobania, to faszystą zostaniesz. Bo cipa w swej pierwotnej konstrukcji jest symetryczna i dwubiegunowa.
Cipy blogowo- forumowe nie są świadomie złe, one chcą dobrze, one chcą porządkować świat, naprawiać, nauczać i to jest w tym wszystkim kurwa najgorsze. To ich przekonanie o słuszności misji czynienia dobra i uszczęśliwiania świata. One powodują bezsilność twórcy i konstruktora, który rezygnuje, kiedy widzi ten biurokratyczny, stworzony przez nie horyzont.
Poglądy cipy oscylują w swej amplitudzie między lewicowym feminizmem a konserwatywną bigoterią. W zależności od fazy cyklu menstruacyjnego. Są rozważne w swej percepcji i logice. Nie ryzykują, staną za tobą, jak już jesteś silny, żeby wtedy opleść i przekabacać. Ale kiedyś słaby i przegrany, to nie dobiją, wtedy wyciągają pomocną dłoń i rozpamiętują. Lamentują nad zaginionym wirtualnym miastem, które przecież systematycznie zabijały.
Z pozoru są one dobre, wartościowe dyskusyjnie, ale swą monotonią, harmonią i jednostajnością, przewidywalną, zamkniętą w algorytmach nudy, wprowadzają serialowy styl.
Ta ich architektura opery mydlanej, w sinusoidalnym cyklu smutków i radości, miłości i nienawiści, utrwala się, tworząc pancerny schemat, nie do przebicia.
Jeśli człowiek rozpozna fakt, że znalazł się w sferze wpływów cip wirtualnych, to traci siłę i chęć do dyskusji, przygnębia go to. Wtedy one służą pomocną dłonią i ratują, ale ceną za ową pomoc w słabości jest cipowa lobotomia, która czyni z kreatora cipę. Wtedy cipy są zadowolone, że powiększyło się stado ich towarzyszy i przyjaciół. Oczywiście z zachowaniem indywidualizmu, bo cipy w swej percepcji czują się wyjątkowe i niepowtarzalne, albowiem one odróżniają siebie w tym stadzie zebr, ale dla obserwatora spoza ich układu inercjalnego, są czarnobiałymi paskami.
Człowiek myślący, który wchodzi z nimi do gry, nie zna zrazu mechanizmu ich funkcjonowania. Jeśli uda mu się pobyć chwilę poza ich orbitą, wie, że ich zachowania kreują chciwość i strach. Jeśli zagra z nimi stadnie na wzrost dyskusji, to straci szanse twórcze, jeśli na spadek to popłynie z nimi w dół nurtem rzeki. Chciwość, bo będziemy chcieć z nimi zarabiać, a strach, bo nie odważymy się zająć innych pozycji niż cipy, w lęku przed stratami.
Najlepiej poznać te emocje i czerpać zysk z arbitrażu, czyli praktycznie zawsze, bo wygrywać będziemy na wzlotach i upadkach cip forumowych, w ich cyklach koniunkturalnych, ale wtedy musimy i tak z nimi grać. Grać w cipiastej lidze.
Problem w tym, że jeśli doczytałeś do tego miejsca, mój Czytelniku, to na dziewięćdziesiąt procent jesteś właśnie blogo- forumową cipą. A ja dla Ciebie napisałem ten finezyjny tekścik powyżej.
proces




