Pewnego dnia włączę Internet, wejdę na znajome czaty, blogi czy fora. I w tym dniu dowiem się, że umarł ktoś piszący pod jakimś pseudonimem, usłyszę, że był kochającym mężem, zasłużonym i spokojnym urzędnikiem biurowym. Uśmiechniętym, ciepłym dla innych, a ci którzy powiedzą, że znali go realnie, wyrażą o nim serdeczne opinie i żal. Opowiedzą o jego różnych ważnych dokonaniach dla społeczeństwa, o jego bólu i odwadze z jaką znosił swe cierpienia i lęki.
A ja? Ja przejdę po znajomych internetowych miejscach, jak w każdym, zwykłym dniu. Nie stracę apetytu, mój stolec nie zmieni barwy. Będę też wiedział, że po takim dniu zasnę swym spokojnym snem uczciwego człowieka. Będę szczęśliwy, że tym razem to nie ja, bo dziś śmierć mnie zignorowała. Nie opowiem o tym wydarzeniu nikomu w moim realnym życiu. Nie zapalę w domu zniczy, nie zgaszę świateł. Nawet nie przyjdzie mi do głowy, by się modlić do jakiegokolwiek Boga, jego czy mojego. Pogadam z ludźmi w necie, jak co dzień, uśmiechnę się wieczorem do tej nowej dziewczyny kolonialnym sklepiku, kiedy będzie mi podawać paczkę mej ulubionej kawy. Będę miał pogodne myśli, kiedy wyobrażę sobie jej porcelanowe dłonie w aromacie tej kawy, podniosę wzrok znad portfela i zerknę z grzeszną myślą na to miejsce, gdzie kończy się szyja i zaczyna jej kierunek początków prawdopodobnego życia i pewnego umierania. Filiżanka będzie mi przypominać jakąś gorącą plażę z unoszącym się leniwym dymem martwego powietrza w słońcu. Uśmiechnę się fałszywie, z udawaną obojętnością, potem spojrzę przenikliwie, wzrokiem złego, pozbawionego człowieczeństwa, serca i współczucia, zezwierzęconego i podłego. Może już nawet nie człowieka.
I wtedy, przez ten jeden moment pomyślę, że może jednak, że powinienem, że świat jest podły, a ja nie zrobiłem nic. Że powinienem zamknąć blog, ogłosić żałobę, a na ulubionym forum zawiesić flary smutku i współczucia. Opowiedzieć o tym światu, zaapelować, wzburzyć i przekonać. To będzie tylko przelotna chwila, gdzie lęk i pycha osiągną stan równowagi, zupełnie jakby poza mą świadomością.
Nie opowiem o tym tej samotnej dziewczynie, na której pamiętnik zerkam podniecony. Opowiedziałbym jej sporo, może nawet o tym czego się boję, o déjà vu, o przerażeniu. Będę się gapił w nią i nawet mi do głowy nie przyjdzie, by jej cokolwiek opowiedzieć, o tragedii rodziny i bliskich tego człowieka, który miał pseudonim w sieci i naprawdę istniał. Nie opowiem jej, w ogóle nikomu nie opowiem.
proces





Być może, gdybym poznała ją realnie, poczuła ciepło jej zachowań, to i uczucia byłyby inne. Od tego czasu troszkę inaczej patrzę na znajomości li tylko literkowe. Wzbudzają emocje - owszem, ale chyba w innym wymiarze, niż się wydaje.