Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Berlińskie gitary

Nigdy nie będę wiedział jak pisać: czy w pierwszej osobie liczby pojedynczej czy mnogiej. Może jeszcze w innej kombinacji liczby i osoby, diabli wiedzą. Jako, że jestem starej daty, rzadko robię zakupy przez Internet, choć te niewielkie ilości pieniędzy jakie straciłem w sieci, były dobrą inwestycją.
Uważają mnie za intelektualistę, ponieważ noszę okulary, a moje filmy za wartościowe, bo... trzeba do nich dopłacać.

Allen Stewart Konigsberg [Woody Allen]

Nigdy nie będę wiedział jak pisać: czy w pierwszej osobie liczby pojedynczej czy mnogiej. Może jeszcze w innej kombinacji liczby i osoby, diabli wiedzą.
Jako, że jestem starej daty, rzadko robię zakupy przez Internet, choć te niewielkie ilości pieniędzy jakie straciłem w sieci, były dobrą inwestycją.

Berliner Guitars Jakiś rok temu mój przyjaciel chciał kupić gitarę akustyczną. Nie znam się na instrumentach, ale dla towarzystwa pojechałem z nim do Berlina, bo tam znajdował się wówczas najbliższy sklep. Taki, w którym mógł kupić dla siebie wymarzony instrument.
Jako, że nie znam się na gitarach, doradzałem mu, żeby kupił Martina, bo te były najdroższe, Clapton gra na takiej, ale on nie - umyślił sobie Gibsona. Ale nie kupił ani jednego, ani drugiego. Kupił Taylora. Myślę, choć kumpel twierdzi inaczej, że rozstrzygająca była informacja, iż David Gilmour gra na Taylorze. Posiedział pół dnia, pograł, posmakował gitar i zostawił 5000€. Oczywiście tyle miała kosztować gitara, ale potargował się i dostał do tego różnych dodatków za kilkaset €.
Zapytałem faceta, właściciela interesu, jak mu w ogóle idzie i ile takich gitar za kilka tysięcy sprzedaje. Powiedział mi, jestem przekonany - szczerze, że sprzedaje taką za parę tysięcy jedną w miesiącu. Najdroższą gitarą w sklepie był Martin za 30 000 euro, legenda country. Sprzedawca mówił, że wie, iż jej nie sprzeda. Bo kto niby miałby ją kupić? Klął pod nosem na fakt, że ma zamrożoną kupę kasy. Było nie było 30 tys. € to samochód dobrej średniej klasy, Honda Accord albo jakieś najtańsze BMW.
Wspominał, że kiedyś udało mu się sprzedać gitarę za 20 tysięcy. Wszedł Rosjanin do sklepu i powiedział: mój przyjaciel ma urodziny, daj mi najdroższą jaką masz. Nie miał tego Martina, miał inną, którą Rosjanin od razu kazał zapakować, zapłacił gotówką i wyszedł. Notabene my też zapłaciliśmy gotówką, wybraliśmy ją z banku. Wiem, że sprzedawcom gotówka sprawia przyjemność, nie tylko z powodu wysokich opłat transakcyjnych związanych z płatnościami kartą.
Rosjanin był, my byliśmy, no dobra. Ale kto kupi w Berlinie gitarę za kilka tysięcy? Młodzież która się uczy grać? Uliczny czy knajpiany grajek? Sezonowy pieśniarz flamenco? Za co? Dobry gitarzysta, który nie ma na czynsz i czeka, bo właśnie jest trzeci w kolejce do Kozidrak czy Dody. Jak dwóch odpadnie, to on zagra! Prawnik czy lekarz mają pieniądze, ale nie umieją grać. Biznesmen, nawet jeśli umie grać, to nie ma czasu kupować gitar.
Gilmour czy Clapton dostaną za darmo gitarę od firmy, która im wszystko w niej zrobi tak jak oni chcą.
Świat skonstruowany jest tak parszywie, że ci, którym jest coś potrzebne, nie mają na to pieniędzy. Ale mogą mieć marzenia. Kumpel jako dzieciak śnił o gitarze, więc ojciec mu kupił coś od czego puchły mu palce, produkcji niemieckiej republiki demokratycznej.
Dziś spotyka swoich kolegów z dzieciństwa, z którymi uczył się grać. Jedni- szczęściarze - grają na weselach, inni czekają w kolejce do gry u gwiazd. Czasem gdzieś coś zagrają. Mówią mojemu kumplowi:
- Ty tak świetnie grałeś, a przestałeś, zacząłeś robić coś zupełnie innego. Szkoda, zmarnowałeś się.

"Star Spangled Banner" in Woodstock by Jimi Hendrix

Mówią to, zasłaniając bezzębne usta, bo nie stać ich na dentystę. Mówią i też z bólem, i zawiścią. Pokornie dziękują, kiedy wychylą kolejny ufundowany kieliszek, a dłonie już przestają drżeć i mogłyby zagrać, wiele zagrać. Jak wtedy ćwierć wieku temu, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy jak ułożony jest świat, jaki ma porządek i kolejność.
W rosie barowego szkła odbija się twarz Jimiego Hendrixa i innych chłopaków, którzy strunami wstrząsnęli światem.

czwartek, 13 marca 2008, proces7
Komentarze
2008/03/13 13:57:33
Artyści często żyją bardzo skromnie i umierają w nędzy. Artysta coś tak delikatnego jak cięty kwiat lub szlachetna porcelana trzeba sie z nim obchodzić delikatnie. W dawnych czasach wśród zamożnych tego świata popularna instytucja Patronatu. Dzisiaj zamożnych nie brakuje. Jednak nowobogaccy wolą kupić 10 samochód do garażu, niż mieć artystę za przyjaciela i podopiecznego, a szkoda ...być może kiedyś moda sie zmieni.
-
2008/03/13 18:32:01
Znam takiego jednego, co gra całkiem nieźle. Założył z kumplami zespół, wygrali jakąś ogólnopolską nagrodę i podpisali z wytwórnią kontrakt na płytę. Parę lat pograli, ale jak wiadomo, jakiejś mega kariery nie zrobili, bośmy o zespole Pivo nie slyszeli, prawda?
Nieważne.
Jak się skończyło...otóż tak, zespół się rozpadł, założyciel zespołu- gitarzysta i wokalista- zaczął grać z zespołem Małgorzaty Ostrowskiej. Była nawet jakaś afera o kradzież tej piosenki:

www.youtube.com/watch?v=XAsJJCIPVuI

niegdyś wykonywanej przez zespół Pivo, a którą dawny wokalista Piva, a obecny gitarzysta G. Ostrowskiej "podarował" jej w prezencie. No, to tyle z lokalnych plotek.

Ale jakby nie było skuces odniósł, bo w Warszawie mieszka. U nas się myśli, że jak ktoś w Warszawie mieszka i pracuje, to znaczy, że robi karierę. Przekonałam się o tym rozmawiając z niektórymi znajomymi, którzy na moje pytanie: co słychać u Garwola? odpowiadają: nie wiem, ale na pewno mu się powodzi.

A jeszcze słówko na temat Hendrixa. Uwielbiam jak gra. Szczególnie upodobałam sobie jego trzy utwory, pewnie większość z Was je zna: "Hey Joe" i "Foxy Lady" i "Little Wing":
www.youtube.com/watch?v=R20cCPM0OZc
-
2008/03/13 19:05:01
Alinko, skoro nie brakuje zamożnych, znaczy że średnia klasa się poszerza. Sponsor miałby sobie kupować przyjaźń artysty?

Ala, jeśli ktoś mieszka w Warszawie, to na pewno jest sławny i bogaty. W Warszawie zarobki są średnio kilkadziesiąt procent wyższe niż w przeważającej części Polski.
Zresztą widać, że się warszawiakom poprawiło, bo nie kradną już samochodów tak jak dawniej.
No Te riffy Hendrixa są niezwykłe. Hymn amerykański ma chyba najwięcej znanych przeróbek, charakterystycznych interpretacji, ale ta jest naprawdę niezwykła.
-
2008/03/13 20:59:14
Ładne to, Proc. Wysmakowane. Cos w stylu kart w albumie ze zdjęciami i szelestu pergaminu między nimi..


A Gibson i tak jest bezkonkurencyjny ;) Miękkością strun, które "lepią się" do gryfu, żadna inna tej nie dorównuje.
-
2008/03/13 22:33:18
Jimmy Page grał na Gibsonie, The Beatles też. Ale tu chodziło o gitarę akustyczną. Firmy te wymieniłem w kontekście tego typu gitar. Na fotkach w galerii Gazet są gitary akustyczne. Z elektrycznymi był inny sklep. Kiedyś był to jeden, potem go podzielono. Nawet nie pamiętam, gdzie ten sklep był. Blisko Spandau.
-
2008/03/14 00:04:35
Nie widzę związku z moimi słowami, ale na wypadek, gdyby jednak.. też mówiłam o akustycznych, na innych nie grywam.
-
2008/03/14 00:08:05
A na klasycznej? Ja w ogóle nie grywam.
-
2008/03/14 00:16:39
To był przez dziewięć lat mój "drugi instrument", więc trochę go zasmakowałam - stricte klasycznie, trochę bluesowo, trochę country.. studia to już tylko fortepian i kompozycja.. ale wracać do gitary lubię nadal.. do Gibsona szczególnie - niestety, nie własnego:)
-
2008/03/15 17:37:02
Flamenco gra się na klasycznej właśnie. Szczególnie nocą.
-
2008/03/15 22:24:59
Jak widzisz, nicki jednak czasem nie biorą się z powietrza..
-
2008/03/29 00:46:38
Do alkacja.79 :
Co u Garwola? - Poszukaj sobie zespołu Kości :)
Pzdr
-
2008/04/06 23:43:53
Dzięki, emerpeel, wiem o zespole Kości, mnie jednak bardziej interesują jakieś niestworzone historie z jego udziałem. Wiesz, coś gorącego, z kim, kiedy i dlaczego.





Terapie



site statistics