Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Dla Ewy, Impresja

Opublikowany w Impresje Procesa, feminizmy i mizoginie by procesVII w dniu grudzień 11th, 2007

Kiedyś w wielkim kinie, w całkiem starym i obskurnym mieście, obejrzałem film, w towarzystwie całkiem nieprzeciętnej kobiety. Było to „Pragnienie miłości” Jerzego Antczaka. Być może nie zapamiętałbym tego filmu, gdyby nie jedna rzecz, która zdarzyła się pięć lat temu, kiedy wychodziliśmy z sali kinowej wypełnionej etiudami i polonezami, gdzie rubato mazurków unosiło się lekką smugą aż po kinkiety lampionów oświetlających wyjście z sali. Otwarcie drzwi wyjściowych brutalnie odwróciło czas i przestrzeń. Przed drzwiami czekał tłum gotowy na kolejny seans, a kobieta obok mnie, była cała we łzach, opuchnięta i skurczona. Zasłoniła twarz przed fleszami, przed wścibskimi jupiterami. Sam byłem poza tym algorytmem mojej agorofobii. Miałem matowe oczy, odporne na światło.
Wtedy pomyślałem sobie, że ten moment zawiera w sobie coś niezwykłego, co spowoduje jakieś dodatkowe napięcie u przyszłych widzów, spoglądających na kobietę we łzach, wychodzącą z sali kinowej. Wtedy, w tych ułamkach świetlnych sekund dotarło do mnie, dlaczego Fryderyk Chopin tak zachwyca i dlaczego wielkim kompozytorem był. Ten kadr, zatrzymany w moim umyśle, wtargnął we mnie poza moją wolą, nawet tą żelazową. Ta twarz we łzach byłaby najlepszą reklamą dla muzyki Fryderyka. Oblicze niezwykłej domowej kury, która w zjadła ten fast food razem ze mną i wychodziła nasycona dźwiękiem, a dla mnie ta kompozycja zachowanego obrazu, jej łez i muzyki płynącej za mną, będzie już na zawsze kojarzyć się z osobliwym trójkątem: miłość, kobieta i muzyka. To są właśnie te odkrywcze chwile i, może nawet kiczowato- pompatyczne sceny, które przechowuję i potrafią one eksplodować jakimś takim nieokreślonym przyzwoleniem dla wzruszenia. Zmysły w równowadze, a wtedy wolno wszystko i to jest takie proste i zrozumiałe.
Tu w zasadzie mógłbym przerwać swoją opowieść, ale… Chcę by ona to przeczytała, a dla przywołania tej sceny sprzed pięciu lat, potrzebuję światła, więcej światła i wielu twarzy statystów. Którzy zagrają ze mną dla tego jednoosobowego audytorium.

Dlatego wspomnę o pewnej historii, prostej historii z życia blogów, która zdarzyła się całkiem nie tak dawno, bym przywołał tu tłum patrzących na jej wstydliwe, zapłakane oczy. By ta scena rozegrała się raz jeszcze, już w innym teatrze, z innymi rekwizytami, przy innej obsadzie, ale będzie to mój spektakl dla niej.
W tym niezgorszym pretekście chodzi o to, że pewien redaktor Przekroju napisał w swoim artykule o jednej z czołowych postaci polskiej blogosfery. Pan redaktor Chaciński, bo tak się nazywa, napisał niezbyt pochlebny tekst o Kominku. Niektórzy następujące po tym wydarzenia nazwaliby „linczem” na redaktorze, co moim zdaniem prawdą nie jest. Doszło tu do zwykłego nieporozumienia, albowiem, nie umniejszając Bartkowi Chacińskiemu, który wypowiada się w mediach na temat blogosfery, muszę napisać, że mija on się z prawdą albo napisał tekst li tylko po to, by wypromować sobie swój blog na WordPress, którego pewnie wielu czytelników blogosfery nie widziało. I istotnie blog znalazł się na piątej pozycji w lokalnym rankingu, choć tematyka, aczkolwiek fachowa i oparta na niekiepskich notkach, jest dość niszowa jak na przeciętnego czytelnika. Dzięki temu zajściu na styku blogosfery i papierowych mediów- przynajmniej ja- zajrzałem na blog i poczytałem, całkiem niezgorsze teksty o muzyce. Przekroju nie kupowałem pewnie od 20 lat, zatem w czwartek, trzynastego dnia miesiąca grudnia, zmienię tę złą marketingową passę tygodnika, mej subiektywnej perspektywy. Zatem korzyść niewątpliwa dla wszystkich. Może to i wstyd, ale przyznam się Wam, że gdyby nie Kominek, to ja w ogóle do śmierci pewnie nie wiedziałbym, kto to jest Bartek Chaciński.
To jest bolesna prawda, z którą trudno się pogodzić, ale link do bloga Bartka znajduje się na głównej stronie pisma, które jest szóstym polskim tygodnikiem w rankingu. Pisze, płacą mu za to, ma reklamę w czasopiśmie, a jednak o jego istnieniu i o jego blogach dowiedziałem się u Kominka. Który pisze z pasji narracji, czyli z tego samego powodu co ja.
Mnóstwo osób z mojego otoczenia pyta mnie, dlaczego zależy mi na rankingu. Trudno mi jest odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Kiedy gram w lidze okręgowej, chcę wejść wyżej, wspinać się po szczeblach i dojść do pierwszej ligi i grać w pucharach. Dla mnie rywalizacja jest czymś tak oczywistym, mam to we krwi, więc to raczej ja powinienem zadawać pytanie: dlaczego tobie nie zależy na rywalizacji?
Gołym, blogowym okiem też widać, że by wypromować sobie blog, tak jak uczynił to Bartek, trzeba napisać o Kominku, tuzie blogosfery, dzięki temu, przeciętniacy siódmi, zerkną na jego blog i być może kupią polecaną przez niego płytę czy kolejny numer pisma i staną się jego regularnymi czytelnikami. Z pewnością ja należę do tej grupy.
Przy czym nie jest istotne czy tekst będzie pochlebny czy nie, ważne by Kominek chciał go dostrzec. Bo on jest tym przeciętnym odbiorcą, podejrzliwym i wnikliwym. Nieufnym. Na nic się zdadzą apele, że powinniśmy słuchać klasyki, że kino lepsze od seriali i programów rozrywkowych ściągających miliony widzów. Ludzie przeciętni w swej nieprzeciętności olewają dywagacje na temat czy Doda i Wiśniewski są gorsi od nieznanej większości niszowej, a być może pięknej muzyki.
Blogosfera to inna przestrzeń, myślę, że prawdziwsza od tego co piszą o niej w gazetach. I nie chodzi mi o prawdę absolutną, a o fakty, bo na blog o nagich gwiazdach mediów zajrzą miliony, a na blog o muzyce Verdiego czy filmach von Triera, nie zerknie nikt. Bez stosownej promocji będą to blogi niewidoczne dla wyszukiwarek i komentatorów.
A kiedy już zerknie, musi mieć zapakowane to co piękne, choćby nie wiem co.
Tak podać i oprawić umie pewna kobieta, dla której piszę ten tekst. Ona pokazała mi jak kochać Fryderyka i nakazała rozumieć, że Chopin to nie tylko portret z banknotów czy etykietka na butelce wódki. Ona nauczyła mnie tego instynktownie, nieświadomie. Łzami na twarzy opowiedziała mi, że to było piękne. Bez uciążliwego i nieznośnego dydaktyzmu, powiedziała mi całą prawdę o kobietach i muzyce. Tę opowieść gram teraz dla niej. Lekko i na palcach.

sobota, 09 lutego 2008, proces7
Komentarze
2008/02/09 21:25:25
Napiszę tu bo tam tłok:) Trzymam kciuki a impresja piękna:)
-
2008/02/09 21:59:54
Pisz gdzie lubisz, Persenno. Komentarze to wspólny obszar, mam tu tyle miejsca i praw co Ty. To tekst z mojego bloga na WordPressie.
-
2008/02/10 06:13:37
Przeczytałam tę notkę z przyjemnością drugi raz. Wrażliwość jest ważna i ważnym jest nie zgubić gdzieś po drodze. Bez wrażliwości nie da się napisać dobrego postu, podobnego do chrupiącej porannej bułeczki. Nikt z czytelników nie będzie chciał łamać zęby o suchy chleb dla koni.
Dobrego dnia życzę.:)
-
2008/02/10 13:42:20
George, nie wiem czy dobrze robię wstawiając tu część notek z mojego bloga na WordPress.
Miłego dnia.
-
2008/02/11 00:32:31
Myślę, że dobrze zebrać w jednym miejscu to, co najlepsze. :) Poprosiłabym o publikacje pewnej archiwalnej notki, którą kiedyś skomentowałam już w "Zawróconych..." Nazwy nie pamiętam, a odszukać nie mogę.:( To była notka o miłości do zwierząt i o nienawiści do ludzi, było tam też zdjęcie Hitlera i jego psa.
-
2008/02/11 01:05:05
W polu na URL podałem, klikniesz w mój link i masz.






site statistics