|
Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu
Trend, performance i niszowośćNie tak całkiem dawno, pewna sympatyczna znajoma z czatu, a stamtąd głównie pochodzą moi znajomi z sieci, sugerowała mi, że niszowe jest trendy. Zrozumiałem to tak, że modne, dobre i wartościowe jest czytanie niskonakładowych książek, pism, oglądanie niepopularnych kanałów telewizyjnych, zainteresowanie kinem offowym czy mało popularną sztuką performance.
Znajduję w tym pewien paradoks, bowiem popularyzacja takich niszowych dziedzin, częste sugerowanie innym by zainteresowali się tym elementem kultury, uczyniłoby z tych zjawisk coś popularnego, a może nawet masowego. A przecież to co lubią masy- popkultura- dla kogoś kto preferuje niszowość jest obciachem, złem. Wybaczcie, ale odwołam się do przykładu z dziedzin, które są mi mniej obce. Weźmy taki rynek nieruchomości w USA. Jest uboga dzielnica, z kiepską infrastrukturą, dużym procentem przestępczości itd. Pewnego dnia znany i bogaty pisarz postanawia tam kupić dom. Kupuje dom, warty 50 tys. za 200 tys. Ceny zaczynają rosnąć, bowiem inni, którzy uważają pisarza za uznanego, za kogoś ze smakiem, kupują domy w tej- powiedzmy- murzyńskiej dzielnicy. Kiedy ceny osiągają milion czy dwa miliony, ubodzy mieszkańcy pozbywają się ich chętnie, bo robią interes życia. Poza tym, gdy zaczyna przybywać bogatych mieszkańców, spada przestępczość, wzmaga się kontrola policyjna, a biedota, często bezrobotna i nierzadko mająca na pieńku z prawem, zaczyna się tam źle czuć. Ostatni- zwabieni połyskiem niszowej dzielnicy i modnej wśród artystów- biznesmeni, płacą już za pojedynczy dom kilka milionów. Wtedy bogaty literat, który kupił jako pierwszy- sprzedaje dom z kilkusetprocentowym zyskiem, ostatniemu frajerowi. Potem kolejni, którzy dostają ciekawe oferty z kilkukrotnym przebiciem. Może nawet dom kupi szef gangu czarnoskórych, rodem z "Pulp Fiction"- Mr Wallace. Ceny wtedy zaczynają gwałtownie spadać, a ubodzy, którzy wcześniej sprzedali domy i zostali bogaczami, odkupują je za bezcen w fazie paniki na rynku. W taki sposób uboga, popkulturowa i kiepska dzielnica mieszkalna przeżywa swe fazy, niczym "Kameleon" Czechowa. Są to klasyczne mechanizmy rynkowe, funkcjonujące również na rynku różnych dziedzin kultury. Kiedy startowały w Polsce blogi, mieli je nieliczni, bo nie były popularne, mogły stanowić wówczas miejsca dla pewnego rodzaju elit, jeszcze pięć lat temu. Dziś, kiedy stało się to popularne, pisanie bloga może stać się elementem popkultury czy nawet kiczem. TVP Kultura ma się zajmować właśnie tego typu rzeczami, spoza popkultury, z innych rejonów niż to co w masmediach. Elity intelektualne i światli ludzie starają się ów program popularyzować. By dotarł pod strzechy, by był darmowy i ogólnodostępny. W efekcie, by prezentowane w nim programy i koncepcje, stały się modne pośród mas. Nie wspomnę już o takim drobiazgu, że popularność artysty wymusi prędzej czy później na nim zachowania i postawy, w których będzie się on starał dostosować do gustu widza masowego. Zaś elity, które wcześniej uważały rzecz za dobrą sztukę czy kino, odejdą od tego, bo nie będzie to już czymś niszowym, elitarnym i zarazem nobilitującym. No bo ileż fajniej jest spotkać na przyjęciu czy choćby w sieci jedną bądź parę bratnich dusz, które wiedzą kto to Lars von Trier, takich, którzy widzieli wszystkie filmy Bergmana albo znają duet performerski Sędzia Główny. (film raczej dla dorosłych, choć nie mam pewności, więc nieletni nie klikać!)
Każdy lubi się wyróżniać: znajomością rzadkiego języka, prawie nieużywanych słów, słuchaniem muzyki, o której 99% populacji nie ma bladego pojęcia, oglądaniem filmów, których nikt prócz grona kilkuset osób w kraju nie zna. Uprawianiem jakiegoś sportu, który jest rzadki: softball, podnoszenie ciężarów kobiet, waterpolo. W takiej dyscyplinie jest też dużo łatwiej zdobić mistrzostwo, być najlepszym, bo na przykład w Polsce istnieje tylko kilka klubów piłki wodnej. Wiele krajów nawet nie wystawia w tych dyscyplinach zawodników w igrzyskach olimpijskich, stąd łatwiej zdobyć medal, przy relatywnie niewielkim wkładzie treningowym. Fotografie pochodzą z archiwum strony culture.pl. czwartek, 24 stycznia 2008, proces7
Komentarze
menstruacja
2008/01/24 21:56:16
Dwie wstrętne i smętne lesby! Upiory. Jak można się rozbierać z tak zaniedbanym ciałem? To nieestetyczne, ble:(
2008/01/24 22:07:22
Wiesz na czym tu wic polega?
Na błędnym, niestety, przekonaniu pewnych grup ludzi o tym, że stanowią elitę. Pojęcie elity uległo dewaluacji, popularyzacji i zgodnie z definicją mogą nią być również członkowie gangów. W takim rozumieniu, elita, to masy, a jeżeli masy i to w dodatku „ciemne masy”, to czy niszowość może nobilitować? Dla mnie, to po prostu przeświadczenie o własnej wyższości, którego znaczenie kumuluje się w pięciu słowach: wyżej s.a, niż d..ę ma. 2008/01/24 23:20:34
Tuż przed przeczytaniem tej notki napisałam na swoim blogu o obciachu. Skłoniła mnie do tego wypowiedź pewnej znajomej. Nie uznaję słowa obciach i nigdy nie było ono dla mnie jakimś sygnałem do wyostrzenia zmysłów, tak samo nie pociągają mnie "elyty" ani to co jest trendy czy na topie. To nie oznacza, że nie robię rzeczy, które są właśnie modne. Bardzo lubię oraz cenię oryginalność, jednostkowość i pomysłowość. Nie ma to nic jednak wspólnego z wywyższaniem się, na przykład moim, bo należę do jakiejś grupy, którą cenię. Po prostu jestem tam gdzie lubię. Mogę być dumna, że mam przyjemność przebywania z kimś, ale nigdy nie będę się z tego powodu wywyższać. Bycie tam gdzie lubię jest po prostu naturalne i oczywiste, a jednocześnie nie ma nic do relacji z ludźmi spoza danej grupy, cenionej przeze mnie.
Te dwie kobiety, na pierwszym zdjęciu, podziwiam za odwagę i determinację w czynach, aby zaistnieć. W pracy aktora to ważne. I wcale nie uważam, że tylko idealne ciała powinny być ukazywane. Pięknych, obnażonych oglądamy masy. Nie mogę się na nie napatrzeć za tę prostotę i naturalność, którą szokują. Zastanawiam się co mają symbolizować te łączeniowe rurki. Płód i matkę ? 2008/01/25 00:11:43
Kawo, mam bardzo zbliżone do Ciebie zdanie, a choćby z przekory uwielbiam robić to, co inni uważają za obciachowe.
Śmieję się w kułak i to jest dopiero obciach! 2008/01/25 00:36:55
Tak Kawo, wystawa jest zatytułowana "Dzień Matki".
Ale spójrzcie na to tak: póki co jest Was dwie, które nie boją się obciachu. Toż to elita. Sama "niszowość" nie nobilituje. Uliczny alfons czy płatny morderca to niszowe zawody. Rzadko cytuję, ale zrobię wyjątek: "Zanim zostaniemy zapomniani, przemieni się nas w kicz. Kicz jest stacją tranzytową pomiędzy bytem a zapomnieniem." -------------------- Milan Kundera "Nieznośna lekkość bytu" 2008/01/25 06:54:50
Znaczy co? Niszowość jest trendy i Doda jest trendy? Czy trendy są trendy?
2008/01/25 11:28:58
Wiele lat temu byłam z moją przyjaciółką w większym towarzystwie w teatrze na Ferdydurke Gombrowicza. W antrakcie nasi znajomi prowadzili bardzo intelektualne rozmowy na temat odbywającego się spektaklu, a moja przyjaciółka z lekka podniesionym głosem wypaliła :łee tam, ja to bym wolała pójść Na Śluby Panieńskie, albo My Fair Lady.
To było cudne, te durne miny, oburzenie i to strzelanie na boki oczami, czy aby ktoś, tego nie usłyszał. Uświadomiłam sobie wtedy, że ci ludzie, uważający się za elitę, to pozbawieni poczucia humoru, buce. 2008/01/25 15:07:25
A mnie jest wszystko jedno - wszystko olewam, zwłaszcza trendy guinesa.
2008/01/25 20:36:17
"Elita towarzyska" może być określeniem pejoratywnym. Paradoks tkwi w fakcie, ze atakując wąskie grono, które uważa się za grupkę indywidualistów, umacniamy ich, utwierdzając w przekonaniu, że właśnie tak jest. Zobacz na Fg, on wszystko olewa i wydaje mu się, że jest przez to wybitny jak Wiśniewski z "Ich Troje". Dlaczego zabierać mu takie przekonanie o niezwykłej, własnej oryginalności?
Fg, oddałeś już głos na właściwy i jedynie słuszny blog czyli mój? |
|