Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Mrs.Dollar and Mr.Gold

Pół życia zajmowałem się sprzedawaniem i kupowaniem pieniędzy. Niewiele czasu miałem na resztę, która i tak jest milczeniem. Kiedyś chciałbym sobie jakoś uporządkować historię gospodarki PRL- u lat osiemdziesiątych, ale nie tu. Byłoby to nudne dla Was. A ja szanuję swoich Czytelników.
Za swój pierwszy samochód, kupiony końcem lat osiemdziesiątych zapłaciłem ponad milion złotych. A był to stary rzęch. Kiedy byłem mały pojawiało się sporo maluchów, bo był wyż demograficzny. Maluchy kosztowały około 60 tys. złotych, ale chylący się ku upadkowi rząd Gierka obiecywał, że będą tanieć. No i co? Mały samochód spokojnie kupicie za tę cenę, jeszcze Wam zostanie. Staniały i to znacznie, zgodnie z obietnicami PZPR. W zasadzie to nie był rząd Gierka, a Piotra Jaroszewicza, bo on był premierem, a syn premiera był kierowcą rajdowym i rozbijał samochody.
Złotówka w latach 80-tych przeżywała swą bessę. O ile w latach 70-tych dolar amerykański kosztował 80-120 złotych, to w okolicach stanu wojennego podskoczył na około 400 złotych, w 1986 kosztował około 850 złotych. W 89 roku były spore wahania, momentami dolar amerykański przekraczał 10 000 złotych, generalnie pozostając w trendzie wzrostowym. W 1990 dopiero wraz z reformą Balcerowicza ustalono sztywny kurs do dolara- 10 tys. złotych. Czyli dzisiejszy 1 PLN.
Kto w latach osiemdziesiątych inwestował w złotówki, wtopił. No ale już po roku 1990 trzymanie dolarów zupełnie się nie opłacało, a szczególnie w ostatnich latach, gdzie nie opłaca się już wyjeżdżać do USA do pracy, by przywieźć pieniądze do Polski. Opłaca się tam robić zakupy. Gdyby nie cła, to można by było tam kupować samochody, 50% taniej.
W PRL było odwrotnie, Polacy, którzy wyjeżdżali, a wyjechać było trudno ze względu na podwójną barierę, byli wielkimi szczęściarzami i wybrańcami. Polskie władze komunistyczne niechętnie dawały paszporty, a Amerykanie wizy. Kumple ze studiów, którzy wracali końcem lat 80- tych z USA, gdzie pracowali jako kierowcy czy inni fizyczni, przywozili po 10- 20 tys. dolarów oszczędności. Wtedy wydawało nam się, że starczy im to do końca życia i już nic nie będą musieli robić.
Władze PRL przymykały oko na handel dolarami, a i pozwalały ludziom otwierać konta, całkiem nieźle wówczas oprocentowane. Odsetki z kilku tysięcy dolarów zgromadzonych na takowym koncie dawały miesięczny wpływ, który przeliczony na złotówki, miał wartość średniej krajowej płacy.
Ludzie pozyskiwali popularnego dolara wyjeżdżając do pracy na Zachód. Ciut mniej popularne były marki niemieckie, a za nimi funty brytyjskie, franki szwajcarskie i francuskie. Niektórzy przywozili dolary z innych krajów KDL, z tak zwanej turystyki zarobkowej. Sprzedawali w ZSRR ciuchy kupione w PRL, najczęściej szyte u drobnych przedsiębiorców, a tam kupowali dolary albo złoto. Złoto też było cenne w latach 80 tych, dlatego na przykład obywatele ZSRR wstawiali sobie często złote zęby. Było to trochę niepraktyczne, bo kiedy byli głodni, mogli sprzedać te zęby, ale z drugiej strony jak jeść zębami, które są sprzedane? W obcych rękach albo szczękach? Ale "Szczęki" to były wcześniej i zarobiły prawie pół miliarda dolarów, ale to było o innych rekinach, nie finansjery a kina.

Tu fotografia Pani Dollar dolly_dollar0


Stówa PRL, pięć lat po jego upadku zamieniona w jeden grosz

100zl

Jak wspominałem, nieco znam się na pieniądzach, można powiedzieć, że zjadłem na tym zęby, a złoto pozostaje od dobrych paru lat w trendzie wzrostowym i być może cena za uncję osiągnie niebawem szczyty z lat 80-tych. Złotych lat.

wtorek, 08 stycznia 2008, proces7
Komentarze
2008/01/08 12:00:11
"W PRL było odwrotnie, Polacy, którzy wyjeżdżali, a wyjechać było trudno ze względu na podwójną barierę."
To co oni wtedy, Ci Polacy co wyjeżdżali?
-
2008/01/08 14:55:52
I zapachniało dolarami. :)
-
2008/01/08 19:08:50
Jest jeszcze Dolly Parton od "Stalowych Magnolii" i nie tylko:)
-
2008/01/08 20:51:23
Dzięki, Oso Zła, już poprawiłem.

Dolly Dollar ponoć nie ma forsy, pisałem gdzieś o tym wcześniej.

Magnolię też tu mamy, taką kombajnistkę w moherze.
-
2008/01/09 00:49:11
A niech Cię diabli!
-
2008/01/09 00:51:35
Magnolciu, w 1984 też miałaś takie cyce jak Dolly Dollar?
Ja miałem orgazm z Dolly, wiesz?
-
2008/01/09 14:46:13
W 1984 miałam jeszcze większe, bo byłam matką karmiącą:)))
A tak wracając do tematu, to fajnie było co miesiąc u "konika" kupić parę dolców i zaszaleć w Pewexie.
Wódkę na wesele można było tylko tam kupić, bo przydział kartkowy był sztywny i musieliby goście przynieść ze sobą swoją "przydziałową";)
Największym i chyba najbardziej traumatycznym dla mnie przeżyciem tamtych lat była "galopująca" inflacja, gdzie po uwolnieniu cen, jednego dnia schab kosztował 70,-zł, by na drugi trzeba było zań zapłacić 140,-zł. W "znajomych" sklepach kupowałam towar bez oglądania, wynosząc paczki owinięte szarym, pakowym papierem, by po rozpakowaniu w domu dowiedzieć się czy kupiłam pościel, czy firanki, czy może ręczniki. Najważniejsze było jak najszybsze pozbycie się gotówki, bo każdy dzień dewaluował jej wartość o połowę.
Ot, takie tam wspominki.
-
2008/01/09 19:25:40
W 1984 roku to ja nie wiedziałem co to schab. A nie było w ogóle tak, że słowo "schab" było w mediach cenzurowane, tak jak dziś antysemityzm i pedofilia?
Schab to wpierdzielali: Urban, Kwaśniewski czy Jaruzelski.
-
2008/01/09 20:41:16
Można go było kupić w sklepach komercyjnych tzw."Komercjuszkach", gdzie był wielokrotnie droższy niż w zwykłych, ale... w zwykłych sklepach mięsnych onego schaboszczaka raczej się nie kupiło.
"Komercjuszki" przestały mieć rację bytu, gdy uwolniono ceny. Ale to chyba było dużo wcześniej niż 1984? Kurcze, skleroza?;)
-
2008/01/09 20:51:23
Ceny uwolniono dopiero w 1989, pierwszego sierpnia (rząd Rakowskiego). Wtedy zniesiono kartki. To przegłosował ostatni sejm PRL na odchodne. Rakowski nie przeszedł do sejmu w wyborach czerwcowych tego roku.
-
2008/01/09 21:47:42
Widzisz, jaki Ty mądry jesteś?;)
-
2008/01/10 10:00:09
Witam serdecznie
W związku z nowym projektem on-line tygodnika „Wprost”, mającym na celu rozbudowę działów „Życie i Historia” i „Historia” oraz promocję ciekawych felietonów, proponujemy edycję „Historii jednego Playboya” na łamach naszego portalu. Propozycja zawarta w komentarzu stanowi jedynie informację wstępną i nie uwzględnia edycji w druku zwartym. Ewentualne szczegóły zostaną omówione drogą mailową bądź telefoniczną. Osoby zainteresowane ofertą prosimy o napisaniu maila, celem potwierdzenia adresu e-mail autora. Ewentualna publikacja on-line nie niesie ze sobą korzyści finansowych.
Pozdrawiam
Aleksandra Kamińska
-
2008/01/10 11:50:02
Nie rozumiem... To chcesz Aleksandro dać moją historię "HJP" do "Wprost"? Możesz ją zalinkować w tym piśmie przecież. Wtedy wzrośnie mi ranking.
-
2008/01/10 18:35:11
Pamiętaj Procu, że zawsze Cię kochałam, nawet jak mnie nie było.






site statistics