Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Fratelli d'Italia (suplement)

Nie wiem czy powinienem wprowadzać suplementy do notek czy je aktualizować. Wychodzę z założenia, że jeśli kogoś jakaś rzecz zainteresuje, to sobie poszuka informacji na ten temat. O ile uda mi się w kimś zasiać zainteresowanie problematyką.
Z drugiej strony mam tak samo jak wielu czytelników w sieci, sceptycznie podchodzę do tekstów, w których autor stosuje skomplikowane frazy czy dla nikogo niezrozumiałe algorytmy myślowe. Albo używa pretensjonalnie trudnych słów, które są dla wielu niezrozumiałe. Inna rzecz, że trzeba znaleźć punkt równowagi pomiędzy nachalnym, nudnym dydaktyzmem, a totalną izolacją od czytelnika. Bo ja chcę gadać, a nie przemawiać. Nie mam ambicji ani możliwości nauczania, przekonywania do moich racji. Wiedzę mam niedużą, więc niespecjalnie mam się czym dzielić.
Ilekroć widzę trudną, specjalistyczną, wymyślną frazę czy słowo w jakimś popularnym miejscu, mam wrażenie, że autor zużył całodobową energię, by to słowo wypowiedzieć. Sam mam takie ulubione cytaty, które czekają latami na zastosowanie, niczym konserwy w magazynach armii. Jeśli macie takie słowa, to możecie je tu dać, to jest odpowiedni moment.
Ad rem.
Pytanie w paradoksie dnia urodzin brzmi:
Ile osób należy wybrać, żeby prawdopodobieństwo, że co najmniej dwie z nich mają urodziny tego samego dnia w roku, było większe od 0.5.
Jeśli prawdopodobieństwo wygrania zakładu jest wyższe niż 0.5 to po prostu opłaca się zagrać. Za pomocą kilku wzorów można szybko wyliczyć prawdopodobieństwo zdarzenia przeciwnego i odjąć wyliczone prawdopodobieństwo od 1. Ale nie będę tu podawał wzorów i wyliczeń, musicie mi uwierzyć na słowo. Na wykresie to wygląda tak:

Birthday_paradox

Dla grupy 60 osób prawdopodobieństwo takiego zdarzenia wynosi ponad 99%.
W obliczeniach wyeliminowano 29 dzień lutego oraz bliźniaków. Jak i sezonowość urodzin. Jednakże by uzyskać pewność, że zdarzenie nastąpi, należy wybrać grupę 366 osób.
To takie małe nawiązanie do teorii perspektywy. Jeśli któraś z Was miała kopę kochanków to najpewniej dwóch z nich urodziło się tego samego dnia roku. Można stawiać każdą sumę.
Intuicja podpowiada nam zupełnie coś innego, jesteśmy skłonni wybrać jednak większą ilość osób, by zwiększyć szanse. A szanse wygranej mamy wyższe(niż przegranej) już przy 23 osobach.

Co do Scypiona, było to nawiązanie do słów włoskiego hymnu "Bracia Włosi" :

Bracia Włosi
Italia się budzi
Hełmem Scypiona
zdobi swą głowę.
Gdzie jest Zwycięstwo?
Niech schyli swą głowę
Gdyż niewolnicą Rzymu
Uczynił ją Bóg.
Zewrzyjmy szeregi
gotowi na śmierć
gotowi na śmierć
Italia wezwała! Tak!...

scipio Publius Cornelius Scipio Africanus

W 202 roku p.n.e pokonał Hannibala pod Zamą. Ponoć nakazał hałasować swym żołnierzom, by odstraszyć szarżującą na słoniach jazdę kartagińską. Po tym zwycięstwie Rzymian upadło znaczenie Kartaginy, a Republika pozbawiona rywali, zaczęła swój marsz ku budowie Imperium Romanum.
No a Włosi pokonali w finale MŚ w Niemczech Francuzów, których spora część ma afrykańskie korzenie, stąd związek Scypiona Afrykańskiego i nawiązanie do pokonania Hannibala zdaje się być oczywistym.

piątek, 25 stycznia 2008, proces7
Komentarze
2008/01/26 01:02:32
Jak podchodzisz do tekstów, w których autor stosuje skomplikowane frazy? Sceptycznie? A to już nie znasz innego słowa, które ten „sceptycyzm” zastąpi? A może sceptycyzm jest jakimś słowem elementarnym? Że jak, jak? Ad rem? A to już nie umiesz napisać – do rzeczy? Itd. Itp. Zrób po prostu wykaz słów, o które Ci chodzi. Albo nie pieprz. Bo pierdolicie Panie Proces już w drugiej notce o „salonowych frazach”, jakby nie mogły one być czymś zupełnie naturalnym. Poza tym trudno uciec od zapożyczeń, bo musielibyśmy chyba zamilknąć. Skoro są wyrażenia, które uzyskują słowotwórczą adaptację w j. polskim (choćby – lobby), to dlaczego PRETENSJONALNYM ma być używanie niektórych słów „trudnych” (?!). To już, kurwa, słowników nie ma? Poza tym zawsze można zapytać, co dane słowo oznacza. Rozpisujesz się o tym od dwóch dni jak w ramach jakiejś chorej dumy, honoru i cholera wie czego. Chyba, że piszesz pod te pipki, co tu zaraz się zlecą znów i będą ćwierkać, jak to one ZAŁATWIŁY ELYTY puszczeniem bąka. Skoro istnieje potrzeba używania wyrazów obcych w takich dziedzinach, jak: medycyna, czy chemia – dlaczego ma nie istnieć taka potrzeba dla kogoś, kto np. dostaje orgazmu z powodu fonetyki pewnych wyrażeń: To, że nie rozumiem rachunku prawdopodobieństwa jest wynikiem mojej ignorancji, a nie używania „słów dla wielu niezrozumiałych”. Analogicznie każda dziedzina ma pewien zasób słownictwa, w którym jakiś ignorant nie odnajdzie się.
-
2008/01/26 01:28:43
Ależ Ty, Zyziu, egzaltowana jesteś. A wystarczyło napisać:
-Nie pierdol, proces!
A potem do tego suplement dołożyć.
-
2008/01/26 01:50:12
No racja, zdaję sobie sprawę z tego że dla mnie wiele językowych sformułowań to codzienność, a dla innych nowość. I vice versa (odwrotnie). Ja na przykład nie rozumiem o czym rozmawiają informatycy (w szerokim pojęciu słowa "informatyk"). Niewiele rozumiem, naprawdę. Jeszcze gorzej jest, kiedy mówią po fińsku.
Póki nie poznałem Sprawy nie znałem frazy "nie pierdol" w sensie przenośnym. Zanim ją poznałem i zrozumiałem inne znaczenie tych słów, to jeśli ktoś tak do mnie się zwracał, zaprzestawałem pożycia intymnego.
-
2008/01/26 01:55:11
Zyzania, spuść powietrze, bo nam tu odlecisz... ;)

Tutaj chyba nie chodzi o samo stosowanie niezrozumiałych tekstów przez piszących tylko o trafienie do większej ilości czytelników napisanym przez siebie tekstem. Jednym zależy na błyśnięciu i tylko tych co ich zechcą zrozumieć, bo jak sama zauważyłaś istnieją słowniki i inne materiały edukacyjne /nawet jak się nie zrozumie/. Innym zaś zależy na szerszym gronie chętnie czytających. Zastanowiłaś się jaki procent korzysta ze słowników przy czytaniu notek ?
To wszystko przez Twoją ignorancję do rachunku prawdopodobieństwa. :P

-
2008/01/26 02:10:16
Melu - bo gdy ktoś pierdoli, to szczytuję emocjonalnie. Nawet jeśli nie mnie. Taką mam w sobie empatię!
Kawciu - odpimpkuj się, proszę, od mojego (na)dymania, bowiem nie chcę za Twoim przykładem popaść w algorytm zachowań w blogosferze, którą niechybnie uliżesz tak, że kurwa zostanie tylko zgadzać się ze wszystkim. PS. Gdy czytałam kiedyś Twoje notki, to nie wyciągałam nosa z Kopalińskiego.
-
2008/01/26 18:37:18
Od dziś liże tylko od wewnątrz, na zewnątrz nie będzie widoczne. :P
-
2008/01/26 18:39:03
Ta kawa okropna jest, nie ma w sobie odrobiny samokrytycyzmu !
Podziwiam Twoją cierpliwość Zyzanio. :))
-
2008/01/26 21:48:53
Moje myśli niezbyt jasne widać... więc tłumaczę: Kawa ma rację. Krytykując sposób pisania przez Procesa, nie miałam na myśli słów przezeń użytych, a jedynie sposób przekazania swoich myśli, które dla niewielu są zrozumiałe. Mogę wygooglać hasło: Scypion, mogę wygooglać kiedy i z kim reprezentacja Włoch wygrała, ale nie pozwoli mi to zrozumieć sensu Twojej wypowiedzi, Procesie7. Z matematyki byłam więcej niż słaba, więc nie każ mi wracać do tortury rachunku prawdopodobieństwa. Stosujesz porównania i metafory, których przeciętny czytelnik nie jest w stanie zrozumieć.
W związku z tym masz wybór: albo wysoki poziom i niszowość... albo wysokie statystyki i przeciętny odbiorca - to chciałam napisać wzywając Cię do pisania piękną polszczyzną. Zrobiłam to niezbyt zrozumiale, zatem musiałam wytłumaczyć.
-
2008/01/27 01:59:46
Kornelciu, pytanie brzmi nieco inaczej, przynajmniej dla mnie. Nie zawsze niszowość oznacza wysoki poziom, nie są to rzeczy tożsame. Problem polega na tym czy szukać dróg rozwoju w popularnych blogach czy nieznanych. W popularnych łatwiej, są widoczne. Czy mój czytelnik czy zwykły "klikacz" mają decydować o tym, co i jak mam pisać? Na to pytanie muszę sobie sam odpowiedzieć. I tu jest dla mnie sedno.
-
2008/01/27 02:15:00
Dokładnie o tym Ci napisałam.
-
2008/01/27 20:00:46
Z dwojga złego wolę Twoje notki niż okolicznych "British Blondes".
-
2008/01/27 20:12:30
No widzisz Oso Zła, nauczyłem się nowego kontekstu słowa, a w zasadzie dwóch słów, których pretensjonalnie tu użyłaś. Tylko po co? Te słowa nie pomogą mi wygrać konkursu, ani nie podniosą mi rankingu. Powiem, że nawet wręcz przeciwnie.
Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
-
2008/01/27 20:51:57
Nie tyle pretensjonalnie, co adekwatnie.

PS Twój ranking, Twój problem.
-
2008/01/27 22:05:39
PS1 Suplement
"British Blondes", to forma amerykańskiej burleski
/koniec XIXw/, o silnie erotycznym podłożu, często kończąca się stripizem.
-
2008/01/27 22:35:04
I z tego określenia burleski zrodziły się dowcipy o blondynkach. Tak teraz sobie skojarzyłem.






site statistics