|
Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu
Kolega nauczycielW końcu lat osiemdziesiątych przyjechał do mnie kolega z Niemiec, który dziś jest nauczycielem w Schwerinie. Uczy religii i muzyki. Zaczął pracować w początku lat dziewięćdziesiątych i nie miał najmniejszego problemu ze znalezieniem pracy, bowiem Schwerin leży na terenie byłej NRD, czyli w dzisiejszych wschodnich landach Niemiec. Tam nie było nauczycieli religii, bowiem system komunistyczny uważał ją za przedmiot zbędny. W PRL było to wszystko pogmatwane, bo w zasadzie wiele rzeczy, które się normalnie robiło, władza uważała za nielegalne. Ale większość znanych mi wówczas pracowników fabryk, nie miała żadnych oporów by wynosić ze swego zakładu potrzebne im i innym rzeczy w życiu codziennym. I nie było to wówczas moralnie naganne. Tak jak nie było wtedy w moim pojęciu złe tak zwane podstawianie kolegów na zajęcia czy zaliczenia przykładowo z zajęć wojskowych na studiach. "Podstawianie" oznaczało wysłanie za butelkę wódki na te pół dnia wykładów kogoś kto miał czas posłuchać, ale może i ochotę się napić. Wówczas nie było też złem uchlanie się z jakimś pułkownikiem, który ów egzamin z przysposobienia wojskowego zaliczał. Choć niestety, niezbyt wyraźną, bo skopiowaną firmowym skanerem. Ale pin - up girl pochodzi z kapitalistycznego świata. sobota, 13 października 2007, proces7
Komentarze
ruda_strzyga
2007/10/14 11:19:03
Bardzo ładna fotka, procu. Notka też fajna. To właśnie Niemcy zobaczyli "dwie strony" po połączeniu się w całość. Ci zachodni są w zdecydowanej większości prawi i porządni do bólu. A wschodni, to wiadomo...
2007/10/14 13:32:36
No to kto kogo dymał, może to ustalmy? Wschód Zachód czy odwrotnie?
Wiem, że są lepsze fotki w sieci, ale ja trzymam się konwencji tego bloga. A może tylko cyklu? Może będę tu dalej pisał, kiedy wyczerpię wszystkie obrazki z tego Playboya? 2007/10/14 13:35:19
Proc, a dużo masz jeszcze tych obrazków?
Proc, pewnie, że pisz. Opisz całe swoje życie seksualne. Chętnie poczytam ;) 2007/10/14 19:31:58
Przynoszenie potrzebnych rzeczy z pracy do domu, miało swoją nazwę, "zorganizowanie". Wszyscy organizowali jak umieli i w miarę możliwości. Biuraliści, tacy jak ja, papier, zeszyty, ołówki, długopisy, itp oraz artykuły higieniczne z papierem toaletowym na czele. Papier toaletowy był pod wydział i każdy trzymał swoją rolkę w biurku, bo w toalecie zaraz, ktoś by ją zorganizował. Pięknie to wyglądało, gdy pani urzędniczka przy kliencie, odrywała kawałek papieru z rolki i udawała się w wiadomym kierunku. Kalendarze też się organizowało, bo znakomicie nadawały się na prezenty gwiazdkowe. Jeśli chodzi o dymanie, to odbywało się ono ruchem posuwisto-zwrotnym za obopólną zgodą i dla wspólnej przyjemności.
2007/10/14 20:51:22
PS Dymani nie byli stroną w rozgrywce, nie mieli nic do gadania i zero przyjemności.
2007/10/14 21:32:40
Obrazków jeszcze trochę mam, a ze swego życia seksualnego już zupełnie niewiele pamiętam. Musiałby mi ktoś przypomnieć.
A co do dymania to były ruchy frykcyjne, choć wtedy nie wiedziałem, że one się tak nazywają. Ale zobacz, taki papier to było łatwiej "zorganizować", a pomyśl jak ktoś pracował w fabryce czołgów. Lufę na gwiazdkę? 2007/10/16 02:12:07
Z fabryk i Stoczni też można było "zorganizować" ciekawe rzeczy. Np. w Stoczniach robiono różne odlewy z mosiądzu w kształcie świeczników, ramy do luster, kinkiety, lampy, mydelniczki. Wynoszono nawet takie długie rury szklane, zwane jarzeniówkami, wszystko było przydatne i miało siłę nabywczą. Naciekawsze były kontrole na tzw. bramie i opowieści z nimi związane.
2007/10/17 15:15:09
Wszyscy niemal zewsząd wynosili, najgorzej mieli prywaciarze bez zaplecza komunistycznego. :]
Melanie wyszła tutaj najładniej. 2007/10/17 19:33:53
Dla mnie w latach osiemdziesiątych Gdańsk był kolebką wolności i myśli antykomunistycznej.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to subiektywne widzenie człowieka z południa kraju. Niemniej jednak, skoro wynosili ze stoczni, to w pewnym sensie rozmontowywali też potęgę radzieckiej floty, która blokowała wolności nasze porty. 2007/10/20 09:05:27
Człowiek tworzy system, a potem system modyfikuje człowieka. Każdy system, podobnie, jak i rewolucja, pożera swoje dzieci, oczywiście te, które najbardziej o to się proszą. Przechodzą przez przełyk, potem, poparzone sokiem żołądkowym cenzury idą dalej- krętymi drogami jelit cienkich. Końcowym punktem jest wydalenie zmodyfikowanego i zmienionego produktu. Są też osobnicy ciężkostrawni, którzy mogą stanąć kością w gardle lub spowodować biegunkę całego układu... :)
2007/10/20 19:29:52
Nie wierzę w to, że system może zmodyfikować człowieka. Może to idealizm.
Czy Ty jesteś Mary Ann Evans? 2007/10/20 21:20:36
Jestem dzieckiem ulicy. Odrobinę niedouczonym. Nawet system mnie nie chciał.:)
A propos modyfikacji. Człowiek ma w sobie założony instynkt samozachowawczy. W pewnych "klimatycznych" (politycznych) warunkach ludzie odkrywają w sobie nieznane im samym cechy, przecież nie koniecznie gnuśność. Tak przetrwała myśląca inteligencja po rewolucji 1917r. Czy moglibyśmy przeczytać dzieła Aleksandra Sołżenicyna czy Włodzimierza Nabokowa jeżeli byłoby inaczej? A może to ja jestem niepoprawną idealistką? :)
Gość: Bartłomiej Witucki, 62.121.125.3*
2009/09/25 08:57:41
Szanowny Panie, Bardzo proszę o usunięcie zdjęcia pani Tressler z tekstu na Pańskim blogu. Dziękuję. W razie wątpliwości, proszę o kontakt mailowy: kancelaria@mecenart.pl
2009/09/25 20:12:53
Zdjęcie zostało usunięte. Pochodziło z grudniowego wydania niemieckiego Playboya z 1984 roku.
Pliki usunąłem też z zasobów tego bloga. Maila wysłałem do Pana, a kopię na adres pomoc@agora.pl. Przepraszam, nie miałem świadomości, że kadry z filmu, zamieszczone ćwierć wieku temu w kolorowym piśmie, mogłyby stanowić przedmiot czyichś roszczeń. Pozdrawiam. |
|