Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Hrubesch & Dollar

W komentarzach ktoś wspominał o niemieckiej uczciwości. Pewnie generalnie miał rację, natomiast trudno mi nie wspomnieć o moich doświadczeniach z lat osiemdziesiątych, które mogłyby być sprzeczne z Waszymi wyobrażeniami, zatem jako wyjątek, będą potwierdzać utartą regułę.
Otóż kiedy w latach osiemdziesiątych wyjechałem po raz pierwszy na tzw. „Saksy" poszedłem do pracy na budowie. Jakaś spora firma budowlana remontowała strzelnicę wojskową. Pracowałem z trzema niemieckimi studentami, którzy jednak po dwóch dniach zaczęli sukcesywnie odpadać. Jeden się rozchorował, a drugi miał w dupie, bo było za ciężko. Zostałem z jednym kilończykiem. Oprócz nas pracowało dwóch Niemców i jeden ich kolega Turek. Oni pracowali w tej firmie z Bochum od lat. Turek nie odzywał się wcale, przez trzy tygodnie nie wypowiedział ani jednego słowa, ale chyba rozumiał o czym rozmawiamy, bo śmiał się z dowcipów, które opowiadaliśmy. Spośród dwóch Niemców jeden przypominał Horsta Hrubescha i potrafił dziesięć godzin z przerwami na posiłki nosić ciężkie metalowe pręty, wywijać kilofem czy łopatą. Bez śladu zmęczenia. Sprawiał wrażenie, że to uwielbia. Trzeci był dość inteligentny i był ich nieformalnym szefem i guru. Wymądrzał się i przechwalał przede mną. Przyjeżdżali VW busem do pracy z Bochum do strzelnicy odległej jakieś 150 km. Sąsiednich strzelnic używali stacjonujący w Westfalii Brytyjczycy i Niemcy. Byłem tak zmęczony ukrywaniem się przed robotą albo ewentualnie samą robotą, że nie przeszkadzał mi huk ich działek, którymi żołnierze pakowali po kilka godzin dziennie w sąsiednich strzelnicach. Strzelali nie bacząc na to, że mogę podpatrzeć ich technologię, ja poborowy wrogiej armii Układu Warszawskiego.
Ten ich guru przechwalał się swoim porsche oraz z dumą zdejmował wielką blond perukę stylizowaną na uczesanie à la Marylin Monroe, kiedy przyjeżdżał do pracy, rzucając ją na pakę VW.
- To od kwasu siarkowego- mówił do mnie dumnie, głaszcząc się po łysej i pokiereszowanej czaszce.
Kiedy wyjmował z ust szczękę i chował do kieszeni, nim wyruszył do pracy, nie mówił już nic.
Kopałem sobie spokojnie na osobności jakiś dołek, ciesząc się, że nie muszę być z nimi i zapierdzielać, bo oni mieli tempo straszne, kiedy podszedł do mnie ów bezzębny łysol i kazał powiedzieć, że jak przyjdzie ich inżynier, to mam powiedzieć, że koledzy, którzy z nami pracowali, właśnie wczoraj odeszli, choć nie było ich już tydzień. Trochę przestraszony zapytałem:
- Dlaczego?
- Odbierzesz dla nich wypłatę i oddasz mi.
Oczywiście zgodziłem się natychmiast. Kiedy w drodze powrotnej opowiedziałem to koledze z Kilonii, ten zrobił im awanturę na drugi dzień i pieniądze podzieliliśmy na pięciu. Stąd nieoczekiwanie moje zarobki wzrosły o 20%. Praca była syfiasta, choć świetnie płatna od siódmej rano do siódmej wieczór z godzinną przerwą na posiłki, w piątki tylko do trzynastej. Ci trzej robotnicy byli szczęśliwi w piątek. Co robili w weekend? Ano wypijali po 50 litrów piwa i zjadali po 10 kg mięsa. Zazdrościłem im bo w PRL, zarówno mięso jak i alkohol były racjonowane kartkami.
Kiedy zaproponowali nam ropę do naszego Golfa diesla, pochodzącą z wózków używanych na budowie, już sam zająłem się rozliczeniami. Diesel kosztował na stacji benzynowej 60 fenigów, więc kradziony pół ceny standardowo, czyli 30 fenigów, dzielone na pięć i razy trzy, stąd wypłaciłem trochę skonsternowanemu łysemu 18 marek za 100 litrów oleju napędowego.
I tak oto zaczęła się moja akcja dywersyjna na terenie Republiki Federalnej, albowiem jej rząd płacił za remont wojskowej strzelnicy.
Tu Niemka Dolly Dolar w rekonstrukcji kalendarza z 1948 rokudolly_dollar02dolly_dollar01Kiedy już skasowaliśmy wypłatę i zrezygnowaliśmy z tej ciężkiej pracy, miałem lekkie wyrzuty sumienia, kolega z Kilonii uspokoił mnie i powiedział, że firma i tak dała w łapę urzędnikowi, by dostać intratne zlecenie z Bundeswehry.
sobota, 20 października 2007, proces7
Komentarze
2007/10/21 11:30:37
A jak głęboki był ten dołek, który wykopałeś ? ;)
-
2007/10/21 13:16:57
Mój mąż również był na saksach w Niemczech. Pracowali z kolegą, między innymi na terenie posesji jakiejś staruszki. Najpierw widząc jak nieporadnie przekopują ogród, pokazała im jak należy to robić, skopała wszystko, oni się tylko przyglądali, ale zapłaciła. Póżniej sadzili las, tzn duże drzewa w ogrodzie. Mój mąż w parze ze staruszką nosili drzewa. On zawsze trzymał drzewo za czubek, staruszka za gruby pień. Był to jej pomysł. Gro prac wykonała sama, ale uczciwie zapłaciła. Tak bezwzględnie, Niemcy to uczciwy naród.
-
2007/10/22 16:23:26
Dawniej bardzo lubiłam "poleżeć" sobie w takiej pozycji jak ta Pani na pierwszym zdjęciu. Tyle, że zawsze miałam majteczki :)
-
2007/10/22 17:07:09
Kto pod kim dołki, ten leży w pozycji na saksach.
-
2007/10/22 22:58:32
"I tak oto zaczęła się moja akcja dywersyjna na terenie Republiki Federalnej..."
Dywersja dywersji nie równa! :P
photofile.ru/photo/pratezgalavy/2207916/40660833.jpg
photofile.ru/photo/pratezgalavy/2207916/37671136.jpg






site statistics