|
Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu
Les Champs Élysées i szklanka piwaJak z pewnością się domyślacie, miałem większość lasek z tego Playboya. Nie wszystkie, choć w tamtych czasach mogłem mieć każdą. Zresztą zupełnie tak, jak i dziś.
W notce Piefke (w niem. wymawiaj pifke) wspominałem Wam, że słowo to ma korzenie w spolszczonym nazwisku Piwko. Miało to być pretekstem do wspominania tego napoju w czasach PRL, a raczej jego braku. Owszem, można było kupić w Pewexach pośledniejsze gatunki piwa w puszkach, przeważnie z holenderskich, niemieckich i duńskich browarów. Puszki uznawano wówczas za atrakcyjniejsze niż szkło opakowanie, a i zapewne piwo smakowało subiektywnie lepiej. Choć dziś wielu z Was, pijących ten napój, nie tknęłoby tych szczyn. Dobre piwo, na przykład cieszący się chyba najlepszą wówczas marką Żywiec, choć i dziś ma przecież niezłą, można było wypić w restauracjach, ale przy zamawianiu posiłku. Z racji etykietki na butelce, Żywca zwano w niektórych regionach Polski "tańcowanym". Ilość piwa podanego do posiłku jak i jego temperatura, leżały w gestii kelnera, bo w latach osiemdziesiątych, kelner był ważniejszym elementem składowym biznesu gastronomicznego, niż klient. Gdzieś tam czasami rzucali jakieś piwo do kawiarń, sklepów albo funkcjonowały, opanowane przeważnie przez meneli piwne mordownie, no ale to leżało w gestii i możliwościach władz urzędniczych PRL. Jeśli chodzi o piwo z Pewexu, to powiedzmy nauczyciel, za swoją pensję, mógł sobie kupić około 30- 40 puszek, pakowanych po 0.33 l. Czyli jeśli chciał zrobić uczniom w klasie imprezę, to wypadało akurat po sztuce na łebka. Ten deficyt piwa, w rozpitym, polskim społeczeństwie był pewnym ewenementem, bo sąsiednie, należące do KDL-u, NRD czy Czechosłowacja, miały piwa dostatek. Trudno było wytłumaczyć ludziom na Zachodzie te meandry polskiej, idiotycznej ekonomii. Dwa lata temu, będąc w Paryżu, spotkałem się z czymś wręcz identycznym. Otóż w restauracji- pizzerii na Polach Elizejskich (druga albo trzecia po prawej idąc od De Gaulle przez Łuk Triumfalny), gdzie weszliśmy z kumplem, oczekiwaliśmy na kelnera około kwadransa, a kiedy podszedł do nas, oznajmił, że do piwa musimy coś zamówić do jedzenia (no kurna do konsumpcji!), na przykład jakąś zdechłą pizzę za kilkanaście euro. Szklanka piwa 0.5 l kosztowała tam jakoś 9- 10 euro. Francja to kraj, w którym można spotkać się z wieloma rzeczami, które budzą peerelowskie sentymenty. Pewnie w innych krajach Zachodniej Europy też, ale tam rzuciło mi się to szczególnie w oczy, konkretnie- w Paryżu. I stosownie do tekstu francuska aktoreczka Fiona Gélin
piątek, 14 września 2007, proces7
Komentarze
2007/09/16 11:17:58
Kawo, postawiłem tylko nieśmiała tezę, iż, póki co, Polska jest krajem mniej socjalistycznym niż Francja. Socjalistyczną, czyli: mniej sprzyjającą korupcji, spadkowi gospodarczemu, zacofaniu technologicznemu, wzrostowi biurokracji i bezrobocia.
2007/09/17 19:51:28
Trzeba Wam było pójść vis-a-vis, w Rue de Berri- tam w City Rock Cafe dają napoje niekoniecznie do kotleta:)Jakieś 15 lat temu sama bym Was tam powitała i grzecznie doprowadziła do stolika. Właściciel CRC otworzył potem Buddha Bar- tam nie byłam, ale na pewno wstąpię przy najbliższej bytności. Wygląda fajnie:
www.thisisthelife.com/en/buddha-bar-paris.htm W sumie nie wiem czy CRC jeszcze tam jest, mocno podupadł jak weszła konkurencja- Hard Rock Cafe; tam też pracowałam kilka m-cy w charakterze doniczki:), ale tam było lżej, chodziłyśmy w adidasach. W HRC szpilki były obowiązkowe. A, i w całym Paryżu nie ma lepszego deseru niż "PDG" i sernik we Front Page na Rue Saint Denis (metro Chatelet). Tam mi się najbardziej podobało. Miałam masę znajomych pośród klaunów, prostytutek i transwestytów. bo to taka dzielnica jest podupadła;) No, się rozgadałam chyba.. 2007/09/17 20:16:13
A choćby tam był mega-PRL, ja mam fisia na punkcie tego miasta. I wracam. Dokładnie za 8 lat.
2007/09/17 20:23:19
Mieszkałem na Saint Denis w hotelu Holiday Inn, koło Opery. Chodziliśmy codziennie na piechotę w kierunku Sekwany. Ale ja nie znam Paryża i pewnie nie poznam.
Stały tam, przy Saint Denis już od rana prostytutki, nawet pytałem o cenę: 50€/ kwadrans. Średnia wieku tych "lasek" około 50 lat. Nocą nie wracałem tam piechotą. Nie ze strachu, przypadkiem. |
|
Ładnie wyszła ta Fiona /imię jak ukochana Shreka/, tylko tę szmatkę jakąś niewyjściową założyła...