Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Po tamtej stronie

Przejścia, podróże i lustra
To chyba jest uczucie podobne, jakie odczuwamy, będąc w złym miejscu dla nas. Do pobytu tam, gdzie jesteśmy przymuszeni. Wszelkiego rodzaju grupowe terapie, wojsko, więzienie, czasem szkoła. Ale tam też tworzą się szczególne więzi między ludźmi. Łatwo o bliskość, bardzo intensywną, choć z założenia przecież relatywnie krótkotrwałą. Gdy ktoś z nas odchodzi wtedy do innego, przecież lepszego świata. czujemy jakiś ból, pustkę. A ktoś przecież wychodzi wolny z więzienia, wyleczony opuszcza terapię grupową. To samo czuje odchodzący, tęsknotę, a często też niepewność nowego.

Czat, ludzie uzależnieni od Internetu, przywodzą mi na myśl ową analogię. Niektórych z nas czat wzbogaca, innych psuje, na większość pewnie nie ma żadnego wpływu. Zerwanie wirtualnych więzi to takie wyjście, odpłyniecie, odlot. Niektórzy czerpią z życia wirtualnego, inni się w nim pogrążają, myślę, że większość nawet, gdy wejdzie w te bagna i kloaki czatowe, wyjdzie czysta. Bezpośrednio po odejściu bliskich nam nicków, czujemy ich brak, pustkę, ale w gruncie rzeczy jesteśmy szczęśliwi, choć ten nasz piękny ptak, nie trzepocze już w klatce, którą mamy pod ręką. Ten dziwny rodzaj podniecenia, a potem żalu do kogoś i pustki, jest krótki. Tak, jak widzielibyśmy ptaka, który odlatuje w inne, jaśniejsze miejsce, gdzie niebo jest już inne.
Czat to słowa, a te najpiękniejsze z nich, kochamy. Ja jestem szczęśliwy w takich chwilach zawsze, choć to boli ten moment. Wiem, że ulubione te słowa nadal brzmią, tylko już w innej przestrzeni, na pewno lepszej, jestem przekonany. Patrzę później na samoloty, migające lampkami nocnymi na ciemnogranatowym niebie, widzę tam właśnie tych ludzi, których zapamiętałem. Pewne więzi powinny zostać zawsze wirtualne, niedopowiedziane, tak jak nie życzymy nikomu powrotów, nawet, gdybyśmy mieli już całkiem i definitywnie kogoś utracić. Bo jest ta świadomość, że jest więcej miejsc, więcej wyborów i dużo jasnych, kaskadowych szlaków, że my sami możemy też tam iść, jeśli tylko zechcemy. Nawet gdy pragniemy, a nie możemy, bo nie mamy siły, to jesteśmy wtedy silniejsi i na pewno więksi i bogatsi. Trudno takie rzeczy nazwać i przyjaciele tego nie nazywają, lepszy niedosyt niedopowiedzenia i odkrycie przed samym sobą nowego wymiaru i nowego rozkładu lotów, który coraz to bardziej nas intryguje.
W wirtualnej bliskości powinniśmy pozostawać syntetyczni, a prawdziwe gesty i czułości, przemycać, jakby mimochodem, ulotnie. Mam też wrażenie, że nienasycenie i poczucie niedokończenia czegoś, to sygnał, że taka znajomość, niebawem się wypełni. I wtedy, w tym kontekście, nie mielibyśmy sobie już nic do powiedzenia.Człowiek musi zawsze zaczynać poszukiwać nowego, nowych płaszczyzn i kierunków dla życia, szukać ich i zaczynać nimi kroczyć. Albo skierować się ku śmierci.

por miia

proces

poniedziałek, 07 maja 2007, proces7






site statistics