Parę lat temu wszedłem sobie do baru, ot wypić piwo. Stał tam spory telewizor, a lokal wypełniony był kibicami jakiejś drużyny, bo właśnie leciał mecz. Było to spotkanie dwóch europejskich drużyn w piłkarskiej Lidze Mistrzów. Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jakie to europejskie drużyny grały i jaki to był etap rywalizacji. W każdym razie ci dziwni kibice byli fanami jednej z drużyn, niektórzy mieli nawet koszulki w odpowiednich barwach. Byli to młodzi ludzie, chyba dość poważnie to wszystko traktowali, bo gdy wszedłem, zerknąłem na monitor, po czym głośno acz uprzejmie zapytałem: Która tercja? Paru osiłków spojrzało na mnie poważnie i dość wymownie. W spojrzeniu było skarcenie z pewną dawką politowania. Barman nie był zainteresowany meczem, więc poznałem się z nim przy trzecim piwku, czyli po około dwudziestu minutach. Mam w sobie coś takiego, że barmanom zawsze się pieprzy, to przecież oni mają wysłuchiwać zwierzeń klientów, a nie ja opowieści barmanów! Nie wiem co takiego mam w sobie, że ta lada baru zawsze się obraca o 180 stopni. Siedzę sobie i gadam, a tu nagle fonia wypełniająca bar nabiera mocy i jest! Gol! Ułamki sekundy, zerkam w tym samym momencie na ekran, klaszczę kilka razy w dłonie i krzyczę : Brawo! Gol był ładny. Ale kurcze co to? Ci, którzy strzelili bramkę nie mieli takich samych koszulek co ich kibice w barze, a nawet powiem, że wręcz przeciwnie. Goście byli nieco podchmieleni, niektórzy nawet bardziej, pewnie postawili sporo kasy w zakładach na swoją ulubioną drużynę. No i zaczęły się głupie gadki, docinki, atmosfera się zagęściła i ni chybi, dostałbym najzwyczajniej wpierdol w tym barze, gdyby nie barman, który zadzwonił po taksówkę dla mnie, a ta mogła mnie zawieźć do innego baru, w którym już nie było telewizora. Do tego doszła jeszcze następna bramka, która pogrążyła w smutku kibiców barowych.
Zdarzenie może się wydać śmieszne, też je tak traktuję. Ale wynosząc się z tego baru, wcale nie czułem się dyskryminowany, a już na pewno nie jak ktoś, kto o mało co nie padł ofiarą przemocy. Bo de facto musiałem się ewakuować, ewentualnie najprawdopodobniej wziąć udział w bójce i zebrać baty.
Ta historia i wiele innych przyszły mi na myśl, kiedy czytałem o przemocy w Internecie: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,68367,3901940.html Zacząłem sobie myśleć, czy rzeczywiście powszechny dostęp do sieci wiele zmienił. Otóż sądzę, że nie. Przypomina mi się dzieciństwo i młodość, bo owe badania z linku tyczyły młodzieży (12-17lat). Kiedy miałem tyle lat, to prawie nikt nie chciał się bawić z dziećmi milicjantów (jak proces miał tyle lat, to policjanci nazywali się milicjantami). Wszyscy ignorowali syna pierwszego sekretarza PZPR. Nie miał wcale kolegów. Myślę, że w tamtym wypadku winni byli rodzice, bo na przykład podczas wizyty Papieża w moim mieście gdy dyrektor liceum zapowiedział, że mamy w tym dniu normalnie przyjść do szkoły, co oczywiście wszyscy to olali, a on jako jeden spośród uczniów przyszedł do budy. Trudno było potem oczekiwać od dzieciaków, by się z niego nie nabijali. W podstawówce dokuczano grubasom, okularnikom, ofermom sportowym i innego typu ciamajdom. Młodzi ludzie też popełniali samobójstwa, cierpieli na depresje. Niech mi tu nikt nie pieprzy, że w młodości nie miał kompleksów, że nie wstydził się przed rówieśnikami wielu rzeczy. Dziewczyny były za grube, miały gorsze ciuchy, rodziców pijaków czy braci chuliganów. Czy żadnemu facetowi, kiedy był młodzieńcem nie zdarzyło się oberwać na podwórku, podpaść nauczycielom w szkole i mieć problem z jakimś przedmiotem? Nie pieprzcie mi, że byliście święci, że nikt Was nie złapał na paleniu papierosów, piciu czy mniej lub bardziej udanych próbach erotyki stosowanej w parku. W necie jest to samo, są pewne obszary, do których dzieciaki nie powinny wchodzić i to sprawa rodziców, nie jakiś prawny problem. Szczególnie Wy, którzy na czatach bywacie i wiecie jakie to gówno, Wy na pewno tam nie pozwalacie włazić swoim dzieciom. Przecież gdyby one poznały czaty i wiedziały, że tam chodzicie, to wstydziłyby się za Was. To mogłoby być gorsze dla nich niż cały ten Cyberbullying Tak swoją drogą, to dla rodziców spora wygoda ten Internet, bo ich pociechy mogą w nim nieco wyładować swoja agresję na komunikatorach, forach, czatach, miast robić to na mieście. Nie pieprzcie mi tu, że nie robiliście różnych psikusów w tym wieku, bo nie uwierzę. Nie odkręciliście nigdy kół w samochodzie znienawidzonemu nauczycielowi od matmy? Nie zamknęliście dyrektora szkoły w kiblu czy w gabinecie? A kiedy dorwaliście dziennik szkolny to nie podopisywaliście sobie ocen u zrzędliwej prukwy od angielskiego? Pewnie jak przyszliście po raz pierwszy do liceum, to od razu jak zobaczyliście chłopaków z czwartej klasy, palących fajki w kiblu i popijających piwko, to biegliście do dyrektora, by donieść o przestępstwie, tak? A jeśli na imprezce nakryliście na seksie siedemnastolatka z czternastolatką (albo odwrotnie) to biegliście do prokuratury złożyć doniesienie o przestępstwie pedofilii? Czasy się zmieniają, ale młodzież nie, wcale nie jest zła. Jest taka jak była, to że na piłkę chłopaki umawiają się przez komórkę, a nie przez gwizdnięcie pod oknem, niczego nie zmienia. Erotykę poznają młodzi przez net, a nie tak jak w mojej młodości przez obrazy z encyklopedii czy przemycanego z Mediolanu Playboya. W szkole, kiedy koleżanki były lepsze od innych, ładniejsze, miały przyjaciół, to zazdrosne mogły jedynie jakoś nieoficjalnie, potajemnie i złośliwie donosić. Teraz zakompleksiona pindzia (męska lub damska) będzie donosić, pisać skargi albo banować w sieci tych, którzy jej zdaniem są lepsi, mądrzejsi i niejako jej zagrażają już całkiem oficjalnie, dobudowując do tego nawet ideologię. Nie będę pisał o skrajnych, psychicznych przypadkach przemocy wobec dorosłych, bo to patologia odwiedzać miejsca, gdzie się ktoś czuje poniżanym czy obrażanym. Żałosne jest, gdy urażona cipcia męska lub damska biegnie ze skargą do admina portalu lub czata, który jest w wieku jej dziecka. Bo ktoś na forum czy czacie napisał jej, ze jest smętną cipką. To śmieszne, kiedy dorosły facet podający się za magistra czy doktora prawa, straszy prokuraturą za sieciowe dyrdymały. Kiedy matka siedzi kilkanaście godzin dziennie w sieci i nie chce jej się ruszyć tłustego dupska by zająć się dzieckiem które być może w tym samym czasie łazi po porno stronkach albo kradnie batoniki w supermarkecie. Ona oczywiście ma czas, by zajmować się administrowaniem czata, klikać na dwa komputery, by dokładnie wiedzieć z kim tańczy na tych czatach i forach. Ma czas skwapliwie, swym chłodnym okiem śmierdzącej flądry, przeglądać każdy post, analizować wszystkie literki i szukać w nich przemocy, agresji i łamania prawa. Zasady korzystania z sieci przez nasze dzieci, sprawy związane z bezpieczeństwem to sprawa rodziców. Oni muszą wyjaśnić i przypilnować dzieciaki, by nie przechodziły na czerwonym świetle, by nie chodziły nocą w miejsca gdzie kręcą się menele. Tak jak rodzice są odpowiedzialni za to, by ich pociechy nie właziły na czaty erotyczne, strony z pornografią i przemocą. Tego nie zrobią za nich policjanci czy administratorzy. Choć wielu by pewnie tak chciało, by mieć święty spokój.