O tym kto jest młody czy stary, kto jest kobietą czy facetem, kto zasługuje na szacunek w Internecie, decyduję ja. Tak samo ja decyduję o tym, jak chcę by mnie postrzegano. Najzwyczajniej gramy swoją rolę. To jest zaleta wirtualnych kreacji, naszej anonimowości. Dowolności sugerowania kim jesteśmy my, prawdziwi ludzie za ścianą monitora.
Aktor, kreator może być przekonujący w swej roli, ale może też grać fatalnie.
Idea Internetu nie polega na tym byśmy to weryfikowali, a próby takiego odkrywania realności większość z nas zniosłaby źle.
Nikt z nas na forach, czatach czy blogach nie jest zobligowany do wypełniania ankiety, w której określa swoje: narodowość, obywatelstwo, płeć czy status majątkowy. Jeśli takowe rubryki są, to absolutnie nie musimy w nich świadczyć prawdy. Tak jak nie musimy określać naszego wieku czy upodobań seksualnych.
Dla mnie nie wystarczy fakt, że ktoś wejdzie na czat czy wypowie się na forum: jestem kobietą. Tak jak nie oczekuję, by kobiety wierzyły w zapewnienia facetów- cip czatowych, że są mężczyznami i traktowały ich jako oparcie, dając im mandat do obrony przed sieciowym chamstwem czy wulgarnością.
Generalnie jestem niezwykle ostrożny w ocenach działań związanych z obroną wirtualnej przestrzeni przed zachowaniami niepożądanymi w czyimś imieniu. Świat prowadził wojny, krucjaty, przeróżne działania polityczne zawsze w imieniu grupy wyznającej określone i subiektywnie dla niej słuszne poglądy. Pod szyldem obrony czci i honoru kobiet działają zarówno fundamentaliści islamscy jak i organizacje skrajnie prawicowe i faszystowskie.
Przewrotnie ofiarami obrony honoru i czci kobiety pada ona sama. Bo cóż kobiecie ze zwłok mężczyzny, który padł trupem w walce o jej honor? Nieżywy nie zapewni już jej środków do życia dla dzieci i dla niej samej.
Wracając w sfery życia internetowego, chcę podkreślić, że wszelkie właściwości, które posiada dany pseudonim, są mojego autorstwa, włącznie z płcią, bo ja konstruuję sobie mój obraz pseudonimu. I fakt, że kogoś klasyfikuję jako kobietę, czy mężczyznę jest moją sprawą.
Z całą pewnością nie będę traktował z szacunkiem należnym kobiecie nicków czy loginów, które na to nie zasługują. Z całkiem prostej przyczyny, krzywdziłbym w ten sposób te panie, które traktuję w sieci szczególnie. Nie mogę stawiać na jednej płaszczyźnie Lokomotywianek czy Resursin z banującymi lampucerami czy bluzgającymi na forach i czatach klępami skrywającymi się pod pseudonimami o krótkiej, wirtualnej żywotności.
Jeśli chcesz przez procesa być traktowana jak kobieta, z całą gamą należnych jej przywilejów, to pokaż mi, że nią jesteś. Bo kobiety z mojej realności są ciepłe, wrażliwe, taktowne, wyrozumiałe i piękne. Nie są wulgarne, nie popierają buraczanych dresiarzy kopiących dyskutujących ludzi w parku. Moje kobiety nie dyskutują z banującymi na czatach osłami, nie wdzięczą się do fajfusów. Jeśli to czynią, degraduję je do roli bezpłciowych pseudonimów. Mam do tego prawo, bowiem ja nie wymagam od ludzi wirtualnych szacunku, który wynika z mej realnej pozycji, statusu czy majestatu. Odnosicie się do mojej kreacji, do Waszego wyobrażenia o mnie, nie do mojej realności, mając na uwadze moje rzeczywiste zasługi.
W sieć wpuszczamy tyle naszej realności, ile zechcemy, ale ona też nie jest zweryfikowana.
Kiedy rozmawiamy o postaciach z książek, sceny czy planu filmowego, możemy snuć spekulacje na temat kulis adaptacji, poszukiwać osobistych odniesień u twórców, ale wcale nie musimy.
Sam niejednokrotnie grałem kobietę, kreowałem role, niektóre cieszyły się sporym, scenicznym powodzeniem. Kobieta na czacie to w zasadzie facet, tyle że pozbawiony mózgu* i penisa. Choć większość znanych mi facetów z czata myśli tym drugim, co często bywa uciążliwsze od niemyślenia.
Wiem, że dla antyfeministycznych matołków epitet inteligentna kobieta, brzmi jak oksymoron, ale proces zna takich bardzo wiele. Kobieta taka, uznana i nazwana przeze mnie w sieci potrafi bardzo wdzięcznie zwrócić uwagę na nietakt czy gafę. Umie też poradzić sobie z chamstwem, wulgarnością i natrętami. Nie ma problemów z selekcją towarzystwa, w którym czuje się komfortowo, a wirtualni barbarzyńcy broniący jej czci i honoru są szybko rozpoznawani przez jej, właściwe tylko kobiecie detektory, jako zwykłe samce walczące o terytorium. Przez co sprowadzają jej rolę do rozpłodowej, bezbronnej samicy. U kobiecych kobiet, bo takie tylko definiuję i uznaję w sieci, taka pseudoobrona może wywoływać uśmiech ignorowania, w najgorszym zaś razie- zażenowanie.
* wypowiedź mająca na celu sprowokowanie idiotek, które uważają się za kobiety
proces