Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Wirtualne Bary

Dzisiaj nie będzie o czacie, ponieważ będzie o alkoholikach, a poznałem tylko dwóch alkoholików w sieci, a było to już dosyć dawno. Owszem, znam pijących, ale żaden z nich uzależniony nie jest. Większość, których poznałem pije bo lubi, a jak nie lubi to nie pije.
Sam nierzadko pisałem o moim problemie alkoholowym, który z grubsza rzecz biorąc, polega na tym, że kiedy nie piję to jestem trzeźwy.
Teraz drodzy możecie poczytać mą notkę jako reklamę czata i wirtualnego baru.
Trochę się dziwię alkoholikom, że nie korzystają z dobrodziejstwa, jakim jest czat, który może dla nich spokojnie pełnić rolę baru nocnego, czynnego dwadzieścia cztery godziny na dobę. Podczas ich zwierzeń nikt nie czułby od nich kwaśnego, strawionego alkoholu, potu o zapachu starego moczu. Poza tym w sieci promile są mniej wyczuwalne niż w rzeczywistości. Pijak wcale nie musi się myć, golić, używać perfum, zmieniać bielizny, a może być elegancki na czacie, nawet jak śmierdzi. Za wywołaną awanturę nikt nie wyrzuciłby ich z tego baru, co najwyżej dostaliby jakiegoś bana. Ale to nic przecież. Można zalogować się na jakimś loginie i potem już nigdy z niego nie skorzystać. Zwierzać się dowoli, uwodzić, rozrabiać, patrząc na kolorowy bar ekranu, wypełniony tłumem wirtualnych ludzi. Jeśli ktoś z Was miał nieszczęście przebywać jako trzeźwy pośród pijanych, to wiecie jak nieprzyjemna jest bliskość pijaka. Ten zapach, oddech, natarczywość, niechciany dotyk i naruszanie naszej fizycznej bariery zbliżenia. Zobaczcie jak to było dawno temu, kiedy jeszcze nie mieliśmy tak niesamowicie ułatwionej komunikacji międzyludzkiej poprzez Internet. Kiedy picie było niekolorowe, smutne, a bycie alkoholikiem graniczyło z męczeństwem:

 

 

Niewątpliwym plusem picia do ekranu jest też ekonomika, alkohol możemy kupić tani w supermarkecie, a pisząc możemy wyobrażać sobie i opowiadać, że delektujemy się wyśmienitym i drogim trunkiem. Możemy łatwiej udawać trzeźwego po przekroczeniu sporej dawki. To, że nikt nam drinka nie postawi, to ewidentny minus, ale my też krzywym ryjom nic fundować nie musimy. Iluż to pijaków próbowało zainwestować w seks, stawiając obiektowi pożądania drinki, a inwestycja okazywała się finansowym fiaskiem z powodu nieprzydatności do seksualnej konsumpcji, Waszej bądź obiektu- inwestycji w planowany orgazm.
Większość czatów, jakie znam, dysponuje szeroką gamą wirtualnych napojów alkoholowych, od których wprawdzie nie rośnie stężenie tej substancji we krwi, ale z całą pewnością jest ona darmowa. Oczywiście istnieje niebezpieczeństwo, że napalicie się na jakiegoś wirtualnego aligatora i umówicie się, podając wiele swoich danych osobowych, łącznie z PIN kodem do Waszego banku i listą haseł jednorazowych, ale prawdopodobieństwo tego, że obudzicie się obok jakiegoś potwora, który spowoduje u Was odruch wymiotny jest raczej niewielkie.
Widzę wielką przyszłość przed czatowymi barami, co z całą pewnością jest korzystne dla społeczeństwa, bowiem jeśli czatują, to nie jeżdżą samochodami, stąd mamy z głowy problem pijanych kierowców. Wirtualny seks po pijanemu, bez zabezpieczeń nie niesie za sobą ryzyka niechcianej ciąży czy też chorób. Wirtualne burdy i zadymy nie powodują siniaków i ran. A agresywni alkoholicy wyładowują swoje emocje wirtualnie, oszczędzając dzięki temu zapewne bliskich. Nie wspomnę już o tym, jak takie picie w wirtualnym barze wpływałoby na spadek przestępczości pod wpływem alkoholu.
Jeśli już przeczytałeś powyższy tekst, a nie jesteś alkoholikiem, to wyłącz światło i spadaj.


adopt your own virtual pet!
Teraz do i dla alkoholików.
Co proces sądzi o alkoholikach? Proces wypił cysterny wódki i kilka TIR-ów piwa oraz wina. Baryłki mniej lub bardziej kolorowych świństw.
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem ograniczania wolności dla pijaków, wszelkiej dyskryminacji ich w pracy, jeśli oczywiście umieją sobie z tym radzić i alkohol w żaden sposób nie zaburza ich rytmu i efektywności. W liberalnej demokracji nie ma miejsca na pomysły nawiedzonych niepijących alkoholików, by ograniczać dostęp do jego sprzedaży, na przykład w godzinach nocnych. Tak samo za bzdurne uważam polowania na pijanych kierowców, z wielu powodów. Każdy ma inną tolerancję na alkohol i w różnych krajach mamy też różne normy spożycia. W Europie od 0 do 0.8, w niektórych stanach USA do 1 promila, a w Rosji na przykład jest to „upojenie". Często przy badaniach stwierdzano, że pijany przekraczał wielokrotnie barierę śmiertelnego stężenia alkoholu we krwi, co absolutnie nie powodowało tego, że lekarz wypisywał mu akt zgonu.
Alkoholizm i picie nie musi wcale przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu, znacie takich przykładów całą masę, gdy alkoholicy cieszyli się dobrym zdrowiem i świetnie i efektywnie pracowali, jak choćby Winston Churchill, czy generał- bohater wojny secesyjnej i wybrany na dwie kadencje prezydent USA Ulysses S. Grant (jego nietrzeźwy i skorumpowany wizerunek widnieje na banknotach 50 dolarowych).
Nie przekonuje mnie absolutnie stwierdzenie, że alkoholizm jest chorobą jak rak, czy choroby serca. Jeśli zamknąć chorego na raka czy gruźlicę w ciężkim więzieniu, bez opieki medycznej, albo wręcz obozie koncentracyjnym o rygorze takim jak na przykład w czasie drugiej wojny Oświęcim, to chorzy Ci niechybnie i szybko umarliby z powodu braku leków, wycieńczenia i niedożywienia. A alkoholik? Bez dostępu do alkoholu umarłby? Guzik prawda, nawet by nie myślał o piciu, tak miałby przewalone.
Niech nikt mi nie wciska kitu i każe podziwiać ludzi, którzy przestali pić, bo jeśli swoim piciem zrąbali życie najbliższym, dopuszczali się rzeczy złych i niegodnych, to poprzez zaniechanie pijaństwa ledwie osiągnęli poziom „zerowy", choć i tu jestem sceptyczny. Bo trudno jest naprawić schrzanione życie ich partnerów, dzieci, które mogą mieć później na lata zrąbaną psychikę.
Najlepiej byłoby, gdyby alkoholicy szybko i elegancko zapijali się na śmierć, jak choćby Ben (grany przez Nicholasa Cage) w filmie Leaving Las Vegas bądź ginęli śmiercią samobójczą, to chyba lepsze niż zabicie po pijaku małej dziewczynki idącej do szkoły, prawda? Czy poprzez picie uczynienie z dzieci przestępców czy spłodzenie następnego pokolenia alkoholików, narkomanów bądź kalek.
Wkurzają mnie snujący się w wielu miejscach nawiedzeni, pieprzeni, niepijący alkoholicy, czyniący z siebie bohaterów swej walki z nałogiem, irytujące są ich zapite i rozmiękczone mózgi, które usiłują sprzedać innym swe mądrości. Jakby zaprzestanie picia, które niszczyło życie innych było jakimś heroizmem. To tak jakby złodziej przechwalał się tym, ile ukradł, a zabójca liczbą ofiar, które ma na swoim sumieniu i uważał siebie za wielkiego, że już przestępcą nie jest i teraz poprzez nawracanie innych pragnął odkupić swe winy.
Strzeżcie się nawiedzonych, niepijących alkoholików! Oni dopiero potrafią być mendowaci i chrzanić innym żywot. Bo oni ulegają iluzji, że są lepsi od tych, co po prostu nie piją lub pijąc, nie mają z tym żadnych problemów. A przede wszystkim nie cierpią na ich chlaniu inni. I tu piszę nawet o tych, którzy alkoholikami de facto są.

Dobra, a teraz proces idzie się napić, za swoje pieniądze i za swoje zdrowie, bo niedługo będzie miał urodziny. I nikomu tym dupy zawracał nie będzie, nikogo nie obciąży, ani nikt na tym nie ucierpi. Na zdrowie;)

proces

piątek, 19 stycznia 2007, proces7
Komentarze
2009/12/29 10:02:17
temat za bardzo mi śliski, bo mój ojciec...
nie wypowiadam się...






site statistics