|
Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu
Czworonożni przyjaciele i ich dwunożni dręczyciele Zastanawiałem się nad ostatnimi dyskusjami, tyczącymi naszej miłości do zwierząt i muszę przyznać, że moje poglądy nieco zweryfikowałem. Zawsze wierzyłem w taką miłość człowieka do zwierzęcia, gdzie los ludzki i życie zależały od tego, czy zwierzę przeżyje. Koń wojownika, którego ów musiał kochać, ale i też bez wahania go zjadał, gdy był głodny. Psy ciągnące zaprzęgi na Alasce też mogły stać się obiektami do zjedzenia, dla silniejszego. Taka pierwotna miłość jest dla mnie prawdziwa i zrozumiała. Szczególnie wzruszająca jest historia Incitatusa, konia cesarza Kaliguli, który jako koń posiadał swoją służbę i chyba nikt tak nie kochał koni jak „bucik”- Gajusz Juliusz Cezar Germanikus, który pragnął uczynić swego konia konsulem. Nie wiem jak sam Incitatus czuł się w Rzymskim senacie, ale podobno nie został konsulem z kilku powodów: nie urodził się w Rzymie (prawdopodobnie pochodził z terenów współczesnej Hiszpanii), nie miał ukończonych 42 lat, nie pełnił wcześniej żadnych państwowych urzędów i… nie brał łapówek. No tak, co za głupi koń! Inny koń by się uśmiał. Przez owego konia, cesarz Rzymski, Kaligula, wcale nie wydaje się dziś być krwawym okrutnikiem, a raczej wrażliwym człowiekiem, wzbudzającym uśmiech sympatii. Il duce też próbował nawiązywać do tradycji cezarów: A Adolf Hitler, jako wegetarianin (kochał zwierzęta), próbował długi czas jadać bezmięsną karmę dla psów, serwowaną jego Blondi, którą to suczkę dostał w prezencie od Martina Bormanna. Koni się ponoć bał: Różne są oceny historyków, ale Hitler mógł uśpić swą ukochaną sukę, zaraz przed swym samobójstwem, by uchronić ją przed łapami barbarzyńców ze Wschodu. Myślę, że chciał po prostu wypróbować cyjanek potasu, nim sam go zażył. Wiem, że obrońcy praw zwierząt powiedzą, że powinien wypróbować go najpierw na sobie, a potem męczyć psa. proces wtorek, 08 sierpnia 2006, proces7
|
|