Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu

Czworonożni przyjaciele i ich dwunożni dręczyciele

Zastanawiałem się nad ostatnimi dyskusjami, tyczącymi naszej miłości do zwierząt i muszę przyznać, że moje poglądy nieco zweryfikowałem.
Nigdy nie rozumiałem ludzi, którzy na przykład nie jedzą mięsa, by oszczędzić cierpienia zwierzętom. Chyba nawet niektórzy bojkotują wigilijnego polskiego karpia, by go nie zamęczać, sugerując raczej dręczenie norweskich łososi, czy dorszy.
Nie mogłem pojąć tych, którym ich konie opowiadały, że jazda na nich, jest dla owych koni przyjemna, natomiast śmierć w rzeźni nie. Występy w cyrku też nie.
Ci wszyscy obrońcy praw zwierząt nie mają skrupułów, by kastrować swoje koty, sterylizować suki, przetrzymywać różne zwierzęta dla kaprysu w klatkach. Szczerze lamentują natomiast nad losem ginących ptaków w elektrowniach wiatrowych.
Nie mam w tej kwestii wątpliwości; kilkunastu, czy nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi protestujących przeciw budowie autostrad, czy elektrowni atomowych, nie ma dla mnie znaczenia. Należy budować, bo taka jest konieczność. Nie interesują mnie ginące gatunki zwierząt i protesty ludzi, którym przeszkadza huk samochodów i spaliny. W nosie mam też tych, którym nie podoba się szum wiatraków. Tak samo jak ja, Wy też macie w dupie dzieci Afryki umierające na AIDS i ginące nosorożce.

Zawsze wierzyłem w taką miłość człowieka do zwierzęcia, gdzie los ludzki i życie zależały od tego, czy zwierzę przeżyje. Koń wojownika, którego ów musiał kochać, ale i też bez wahania go zjadał, gdy był głodny. Psy ciągnące zaprzęgi na Alasce też mogły stać się obiektami do zjedzenia, dla silniejszego. Taka pierwotna miłość jest dla mnie prawdziwa i zrozumiała.
Ale jednego jestem pewien, obcowanie i miłość do zwierząt uszlachetnia nas, stajemy się bardziej wrażliwi na ludzką krzywdę. Bliskość i przebywanie ze zwierzętami nas ubogaca, nie można poddać tego w wątpliwość.

Szczególnie wzruszająca jest historia Incitatusa, konia cesarza Kaliguli, który jako koń posiadał swoją służbę i chyba nikt tak nie kochał koni jak „bucik”- Gajusz Juliusz Cezar Germanikus, który pragnął uczynić swego konia konsulem. Nie wiem jak sam Incitatus czuł się w Rzymskim senacie, ale podobno nie został konsulem z kilku powodów: nie urodził się w Rzymie (prawdopodobnie pochodził z terenów współczesnej Hiszpanii), nie miał ukończonych 42 lat, nie pełnił wcześniej żadnych państwowych urzędów i… nie brał łapówek. No tak, co za głupi koń! Inny koń by się uśmiał.
Przez moment próbowałem sobie wyobrazić konia w Senacie III, czy tam IV RP i głosowanie na cztery kopyta.

Przez owego konia, cesarz Rzymski, Kaligula, wcale nie wydaje się dziś być krwawym okrutnikiem, a raczej wrażliwym człowiekiem, wzbudzającym uśmiech sympatii.

Il duce też próbował nawiązywać do tradycji cezarów:
cavalloconduce

A Adolf Hitler, jako wegetarianin (kochał zwierzęta), próbował długi czas jadać bezmięsną karmę dla psów, serwowaną jego Blondi, którą to suczkę dostał w prezencie od Martina Bormanna. Koni się ponoć bał:

hitlerundblondi

Różne są oceny historyków, ale Hitler mógł uśpić swą ukochaną sukę, zaraz przed swym samobójstwem, by uchronić ją przed łapami barbarzyńców ze Wschodu. Myślę, że chciał po prostu wypróbować cyjanek potasu, nim sam go zażył. Wiem, że obrońcy praw zwierząt powiedzą, że powinien wypróbować go najpierw na sobie, a potem męczyć psa.

proces

wtorek, 08 sierpnia 2006, proces7
Komentarze
2009/12/26 00:35:44
Czy zoofilia to także forma miłości człowieka do zwierząt...?






site statistics