|
Per vaginam ad astra
Blog > Komentarze do wpisu
Wstęp do blogowych podróży Zaglądam sobie czasem w necie na różne blogi. Po to by porównać, sprawdzić, poszukać inspiracji. Obecnie bardziej skoncentrowany jestem na możliwościach technicznych, wyglądzie, funkcjonalności.
Niektóre są bardzo ciekawe, inne nieco mniej. Sporo tam pamiętników, miejsc w których ludzie grają dla innych, pokazują w nich siebie, tak jak myślą, by chciał widzieć ich czytelnik. Blogujący piszą, inni to komentują, potem autorzy modyfikują czasem swoją grę, by łatwiej się ich czytało. Bo sądzą, że tak właśnie chcieliby ich widzieć czytający, którzy włączyli się do gry. Piszący notki i komentujący stają się uczestnikami pewnego typu mistyfikacji, która dla nich subiektywnie i z czasem, staje się prawdziwą blogową rzeczywistością. Moim zdaniem to pewien rodzaj współuzależnienia. Język, styl, logika współtwórców przenika i zlewa się i stąd takie miejsca stają się dość hermetyczne, odporne na nowe myśli, czy spojrzenia. W takich miejscach trudno świeżemu czytelnikowi wyrazić swoją opinię, dołączyć się do dyskusji, bo gdy już czyta, to oznacza, że w pewien sposób rozumie język piszących, ale nie potrafi porozumieć się z nimi. To zupełnie tak, jak może nas fascynować piłka nożna, choć sami w nią nie gramy. Możemy obserwować latające ptaki czy samoloty, choć sami nie potrafimy latać, jednak sam proces latania, z naszego punktu widzenia, jest zrozumiały dla nas. Niektórzy marzą o tym, by latać. Do sprzeczności dochodzi w momencie, gdy usiłujemy coś zmodyfikować, przekształcić, wstrząsnąć w naszej blogowej rzeczywistości, gdy widzimy, że to nie to, że coś nie tak. Bo z jednej strony męczą nas pewne rzeczy, a z drugiej przyzwyczajamy się i obawiamy się zmian. To przyzwyczajenie, graniczące wręcz z uzależnieniem, będzie tym, co hamuje dalszy rozwój, możliwości poszukiwań. Myślę, że jest to odzwierciedlenie przeciętnej mentalności ludzkiej. Większość ludzi chętnie rezygnuje z wielu przywilejów wolności, kosztem pozyskania wygody i bezpieczeństwa. Politycy i medialni decydenci umieją przedstawić problem z takiej perspektywy, że ulegamy złudzeniu zmniejszenia ryzyka. Skutkiem takiej manipulacji może być nawet to, że pewne zdarzenia, które de facto są tylko w pewnym stopniu prawdopodobne, traktujemy niemal jako pewne. Identycznie wygląda to na blogu, gdzie piszący (blogujący), mniej lub bardziej świadomie, przedstawia nam swoje osądy, a grupa czytelników i komentatorów, uważa je za swoje. To zwykły efekt współuzależnienia, o którym wspominałem. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, ze owa manipulacja „blogowego autorytetu” jest procesem często zupełnie niekontrolowanym przez niego samego. Efektem tego wszystkiego może być powstawanie i zanikanie enklaw w wirtualnym lądzie, ale i też tworzenie swoistych metropolii, wciąż rozrastających się, wręcz do internetowych metropolii, czy nawet łączenie tychże w wielkie megalopolis. I jestem przekonany, że wraz z budową owych miejsc, osadnicy przyniosą tam ze sobą, wraz z realną wiedzą, doświadczeniem i fantazjami, wszystkie swoje prawdziwe fobie, agresje i nietolerancje. środa, 26 lipca 2006, proces7
|
|
dwa poprzednie wpisy o piłce nożnej...darowałam sobie z wiadomych powodów ;-)